Artykuły

Wrocław z uśmiechem i na wesoło

.

Stanisław Dziuba

Wieloletni wrocławski przewodnik

.

.Po Polsce krąży wiele anegdot i dowcipów o Wąchocku, a nawet o Ciechocinku, Warszawie, czy Zakopanem. Śmieją się z siebie nawzajem: ,,hanysy” z Górnego Śląska i „gorole” z Zagłębia. Ale jakoś tak się utarło, że o Wrocławiu anegdot nie ma. Spróbujemy podważyć, a może uda się nam nawet obalić ten mit.
Po zakończeniu II wojny światowej we Wrocławiu zamieszkało wielu lwowiaków. Stąd od lat krąży po mieście taka dykteryjka:
Spotykają się na wrocławskiej ulicy dwaj jej mieszkańcy i między nimi odbywa się taki dialog:
Skąd pochodzisz? – pyta pierwszy. Ja mieszkam we Wrocławiu – odpowiada drugi. Na to pierwszy – O fajnie, ja też ze Lwowa.
Wśród przybyłych z Uniwersytetu im. Jana Kazimierza we Lwowie profesorów był Hugo Steinhaus. To nie tylko wybitny naukowiec – matematyk i znakomity nauczyciel akademicki, ale i złośliwy aforysta. Słynna jest ta o kobietach. Bowiem Profesor twierdził: kobieta to mężczyzna płci żeńskiej. Kpił z warszawiaków stwierdzając: Warszawiacy nie wierzą w nic, co wymyśli prowincja. Są ateistami, bo nie spotkali Boga na Marszałkowskiej. Stwierdził też: że ,, amoralny” – pochodzi od amora, nic nie pochodzi od „ moralny”.
Zachowało się wiele anegdot z życia Profesora. Zamienną opowiadano o sytuacji, gdy na sali uniwersyteckiej, na jego wykładzie pojawił się tylko jeden student. Profesor spokojnie zaczął wykład. Gdy student zauważył, że na sali jest nas tylko dwóch, profesor stwierdził, że jest quorum, tzn., że są trzy osoby, bo Bóg jest zawsze i wszędzie.

.

Profesor Hugo Steinhaus

.

Profesor Steinhaus był purystką językowym i wielkim wojownikiem o czystość języka polskiego. Nigdy nie otwierał listu, jeżeli był zaadresowany – Steinhaus Hugo, a studenta, który przedstawił mu się jako Kowalski Jan wyrzucił z egzaminu.
Zajmijmy się teraz innym wrocławskim Hugonem. Tym razem będzie to nie profesor a student – Hugo Lederer (1871 – 1940 r.). To ten rzeźbiarz jest autorem Fontanny Szermierz która zdobi plac przed budynkiem głównym Uniwersytetu Wrocławskiego. Lederer podjął naukę rzeźby na wrocławskiej uczelni. W czasie studiów namiętnie grywał w karty. Sprytni wrocławscy studenci wykorzystali jego słabość. Zdarzyło się tak, że spity przez nich do nieprzytomności student Hugo przegrał z nimi nie tylko swój majątek, ale nawet ubranie. Pijanemu karciarzowi zostawili jeno szpadę, symbol szlacheckiego stanu. Na wrocławskiej uczelni dawniej był zwyczaj, że każdego roku, najlepszy student mógł wykonać dowolną pracę, jaką sobie wymyślił. Hugo Lederer kończąc studia w 1904 r. wyrzeźbił nagiego młodzieńca tylko ze szpadą w ręku. To taki wrocławski Manequin Pis. To jakby przestroga Hugona dla młodzieży przed hazardem.

.

Pomnik szermierza przy fontannie na pl. Uniwersyteckim we Wrocławiu.

.
Autor wielu przewodników po Wrocławiu, Janusz Czerwiński, nie darzy Szermierza szczególnym sentymentem. W ostatnio wydawanych jego przewodnikach, zamieszczone jest tylko zdjęcie pomnika. A nie wspominana się o Szermierzu ani jednym słowem. A to słynny i ciekawy pomnik . Jego wierna kopia znajduje się na Zamku Czocha na Pogórzu Izerskim, zaś miniatura spoczywa na biurku dyrektora Muzeum Miejskiego Wrocławia. Ta fontanna to okrągły płytki basen z cokołem ozdobionym rzeźbami nagich kobiet. Czasza Fontanny ozdobiona jest czterema maskami z ust których wypływa woda. Studenci twierdzą, że są to twarze niektórych wrocławskich profesorów, a wylewająca się z ich ust woda ma symbolizować potoki słów, często na mniej ciekawych wykładach. Zwieńczenie Fontanny, to wykonana z brązu, choć pozieleniała ze w względu na patynę, postać nagiego mężczyzny, który w ręku trzyma szpadę. Postać ta wzbudza wśród oglądających Fontannę (zwłaszcza kobiet) często niewybredne komentarze. A studenci przy różnych okazjach ubierają szermierza w najrozmaitsze stroje.
We Wrocławiu ,,zamieszkuje” na stałe jeszcze jeden lwowiak. To Aleksander hr. Fredro, ubrany w czamarę, siedzący dumnie na fotelu od 1956 r. na rynku wrocławskim. Pomnik rzeźbił w 1879 r. Leonard Marconi ( jego dziełem jest również m.in. pomnik T. Kościuszki na Wawelu). Pierwotnie znajdujący się w Lwowie, na pl. Akademickim (ob. Prospekt Szewczenki) pomnik Fredry, po II wojnie trafił on do parku Wilanowskiego (tu przebywał w krzakach razem z Sobieskim i Ujejskim), a następnie do Wrocławia. A opuszczać mu Lwów nie było łatwo. Pożegnanie z Lwowem było tragiczne i dramatyczne. Opisał to przebywający na emigracji w Londynie Marian Hemar w wierszu Pomnik (w zbiorze Chleb Kulikowski). Oto krótkie fragmenty tego utworu:
W Lwowie na placu swego imienia Na spiżowym fotelu, na zrębie z kamienia Siedział przez lata sławny galicyjski hrabia W charakterze pomnika co miasto ozdabia…………. …… Ale już go nie ma na pustej ulicy Gdzie go gwiazdy szukają oczami złotymi W nocy, w mieście struchlałym przyszli bolszewicy I wydarli go z bruku, niczym drzewo z ziemi……….. ……. I przemocą wydarli bezbronnemu miastu I jemu bezbronnemu jego Lwów ukradli.
I tak jak we Lwowie, tak i we Wrocławiu ,,Fredro” był świadkiem wielu wydarzeń. Zarówno defilad z okazji święta 22 lipca, jak i manifestacji Solidarności. Kibicował kolarzom w czasie Wyścigu Pokoju i biegaczom w czasie Maratonu Wrocławskiego. No i jego serce raduje coroczny polonez dla Fredry, tańczony wokół wrocławskiego rynku, przez maturzystów , razem z swoimi rodzicami i nauczycielami, a w pierwszej parze polonez wodzi prezydent Wrocławia.
Warto pamiętać, że hr. Fredro w 1856 r., podobno przyjechał do Wrocławia, gdzie chciał kupić posiadłość w okolicy miasta. Zresztą wcześniej, tzn. w okresie wojen napoleońskich, był tu jako młody kapitan polskiego wojska walczącego u boku Napoleona i narzekał na marną szkapinę i brak manierki z gorzałką.

.

Aleksander hr. Fredro

.
Tylko, że przed jego uroczystym odsłonięciem, rozgorzała dyskusja, czy w podpisie zostawić hr. co raziło władze PRL-u. ,,Władcą” Wrocławia był wtedy pan Eugeniusz Król – przewodniczący Rady Narodowej Wrocławia. I mądry Wrocławianin zwrócił się do niego z apelem mówiąc: ,, co cesarz dał, niech Król nie zabiera”” i napis hr. na cokole pomnika przed nazwiskiem Fredry pozostał. Pomnik postawiono na cokole, który jest pozostałością po pomniku króla pruskiego, na którym niegdyś stał pomnik króla Prus Fryderyka Wilhelma III.
Hrabiemu Fredrze z pomnika często kradzione jest pióro, które zwykle trzyma w dłoni. A jeden palec hr. Fredry znajduje się w filarze kościoła p.w. św. Maurycego we Wrocławiu. Ale to inna historia do opowiedzenia kiedy indziej. Fredro, to zarówno największy polski komediopisarz, autor sztuk scenicznych oraz działacz społeczny i polityk, ale również autor wielu wesołych, humorystycznych anegdot, przypowieści czy wierszyków,
Przytoczmy choć kilka:
Występki mają więcej naśladowców, niż cnota.
Nie ma większej radości dla, głupiego, jak znaleźć głupszego od siebie.
Czy na koniec tej ,,wyliczanki”:
Z kobietą nie ma żartów, w miłości czy w gniewie.
Co myśli, nikt nie zgadnie, co zrobi , nikt nie wie.
Można przytoczyć jeszcze wiele anegdot o wrocławskiej profesurze czy studentach. Ograniczmy się naprawdę do kilku. Była taka historia, że dla kawału studenci wrocławskiej Politechniki powiadomili Agencję Energii Atomowej, że ich kolega wyprodukował bombę atomową. Podali jego adres e-mailowy. Zrobiła się większa afera, policja, dochodzenie, sąd. A inny student tej uczelni zachował się bardzo humorystycznie. Kiedy na egzaminie zdenerwowany jego niewiedzą profesor przez drzwi poprosił.: Przynieście mi tu siana dla osła, student spokojnie dodał: A mnie herbatę. Można też wspominać o walce prof. Miodka o czystość polskiego języka. O walce z sorkami, nara, spoko. O zdrobnieniach: przesyłam, oki, kop, w temacie, domówka, onecik, weekendzik. Dostaje się też od profesora dorosłym. Za skróty typu: eko-pralnia, Polbus, euro- transport. Po prostu często mówimy w euro-języku używając mega słów w kilobajtach.
Na koniec wróćmy do humorystycznych historyjek z wiązanych z zabytkami Wrocławia.
W pobliżu wrocławskiego rynku wznosi się potężna gotycka budowla. To bazylika mniejsza p. w. św. Elżbiety. Została wzniesiona na przełomie XIV /XV w. Była we władaniu wrocławskiego konwentu zakonu krzyżowców z czerwoną gwiazdą. W 1525 r. tak się niestety wydarzyło, że kościół ten, którym opiekowali się krzyżowcy, przegrał w grze ,,w kości” opat krzyżowców Erladen Scultusen. Wygrał znany wrocławski patrycjusz Heinrisch Rybisch. Będąc protestantem Rybisch doprowadził do przejęcia świątyni przez ewangelików ( została nią do 1946 r.). W 1529 r. od silnego wiatru zawalił się fragment wieży kościelnej tej świątyni. Wieża ta była najwyższą na Śląsku wieżą kościelną, liczyła 130,5 m. wysokości. Katolicy uznali to za karę bożą, zaś protestanci twierdzili, że to nieprawda, bo nic się nikomu nie stało. Zginął jedynie czarny kot, przygnieciony fragmentem spadającej wieży. Patrycjusz Heinrisch Rybisch był znaczącą postacią we Wrocławiu. Reprezentował miasto Wrocław w Krakowie na ślubie Zygmunta Starego z Boną.
Obok kościoła św. Elżbiety jest mały domek Jaś, zwany też Domem Miedziorytnika. Dłuższy czas żył, tworzył i miał tu swoją pracownię Eugeniusz Get-Stankiewicz, zasłużony dla Wrocławia artysta. Posłużył on jako model dla rzeźbiarza, który wykonywał postać Murzynka dla ozdoby kamienicy na pl. Solnym . Dawniej kamienica ta nazywała się Pod Murzynkiem, bo zdobił ją Murzynek. Postać tę postanowiono odtworzyć i umieszczono ją na fasadzie kamienicy. Postać ta jest naga. Swego czasu, spacerujący po pl. Solnym lekarz dokładniej przyjrzał się Murzynkowi i stwierdził, że jest on chory (ma przepuklinę pępkową). Słowo do słowa. Dokonano badań lekarskich modela, czyli Get-Stankiewicza. Badania potwierdziły wydaną przez przypadkowego lekarza opinię (w stosunku do Murzynka). Sprawa zakończyła się zabiegiem chirurgicznym mieszkańca Domu Miedziorytnika.
Takie to, jak i wiele innych humorystycznych dykteryjek można opowiadać o Wrocławiu, o jego zabytkach i ciekawych mieszkańcach. Te tutaj przedstawiłem dla urozmaicenia zwiedzania naszego miasta przez przyjezdnych, ale i samych wrocławian, jak i czytelników turystycznego pisma.

.
Wieloletni wrocławski przewodnik
Stanisław Dziuba

.

Z Józefem Wybickim po Pomorzu i Wielkopolsce

 

Inne z sekcji 

WIELKA ORKIESTRA ŚWIĄTECZNEJ POMOCY – ZAGRAJMY RAZEM

.   Za oknami zimno, ponuro i wiatr. Świat dalej zmaga się z zarazą. W Ukrainie każdego dnia giną niewinni ludzie Władza wciąż  wrzuca granaty do naszego wspólnego domu. Ale jest jedna rzecz, która zawsze będzie grać do końca świata i dłużej to: . WIELKA  ORKIESTRA  ŚWIĄTECZNEJ POMOCY . Apelujemy do wszystkich ludzi, którzy potrafią […]

Wielka ucieczka z Festung Breslau

. Grzegorz  Wojciechowski  . 12 stycznia 1945 roku, z radzieckiego przyczółka pod Baranowem Sandomierskim, ruszyła w kierunku Berlina ofensywa radziecka, która w historii nosi nazwę operacji wiślańsko – odrzańskiej. Stalin do tego decydującego uderzenia kazał zgromadzić 2 200 000 żołnierzy; 36 000 dział i moździerzy; 6460 czołgów i samobieżnych dział pancernych, z powietrza miały atakować […]