Artykuły

List posła do wyborcy

 

List posła do wyborcy

    Kochany Michale Gajdo, miły wyborco i żywicielu.

     Bodaj wam Pan Bóg gębę ozłocił od ucha do ucha, z góry na dół i w poprzek, , za te święte słowa, któreście do mnie w ostatnim w ostatnim waszym liście, o obowiązkach i powinnościach posłów, napisali. Powiadam wam, Marcinie kochany, że dawno nie było takiego efektu w naszym klubie, jak w ona chwilę, kiedy wasz list na głos odczytywałem. Posłowie, czyli koledzy moi, to aż się tarzali ze śmiechu po podłodze, a jeden, choć trzy razy wychodził z lokalu klubowego na korytarz, a pomimo tego pozostawił ślady śmiechu swego na podłodze i to nawet obfite.

     A niechże was kule biją. Wam do „Muchy” tylko pisywać, i szkoda ogromna, że redaktor tego pisma, Buchner, nic nie wie o waszym istnieniu i talencie. Oj nie mogę dalej, tak mnie od śmiechu w dołku spiera, muszę na chwilę odłożyć pióro. Marcinie, Marcinie, złoty człowieku! Wyście zakasowali swoim listem wszystkich humorystów całego świata, nawet Makuszyńskiego, który jest nieporównany. Więc według wszego zdania, oraz całej waszej gromady, my posłowi, powinniśmy biegać do wyborców z relacjami i prosić o wskazówki dalszego postępowania w Sejmie? Takie są wasze, wyborców żądania? Grozicie przy tym, że inaczej nas przy następnych wyborach, no już wiecie, co myślę; noga, plecy i won ze Sejmu.  Oj, Marcinku drogi, karmicielu mój jedyny i jedyna w moim nieustającym głodzie pociecho. A czy wy wiecie, coby się stało, gdyby każdy z nas, posłów, biegał do wyborców co pewien czas, ażeby się doszczętnie wyspowiadać z tego co się stało w Sejmie jak przy konfesjonale,? Czy wy wiecie co by się wtedy narobiło? Włosy by wam wszystkim na łbach stanęły, nawet i łysym, , a potem utłuklibyście nas kłonicami , niby waszych posłów, gdyby który przed wami wylał z beczki partyjnej, prawdziwą prawdę sejmową, to jest wszystkie brudy, intrygi, kłamstwa, podejścia, nieuczciwości, nędzoty, kawały, zmowy, krzywdy i szkody dla kraju, jakich się każda partia dla dobra czy partyjnego, czy poselsko – osobistego, nieustannie dopuszcza.

     Dwie lub trzy takie relacje poselskie przed wyborcami, a nie będzie w Sejmie ani jednego posła, ani prawicy, ani lewicy, ani centrum, ani Żydów, ani Ukraińców, ani nikogo. Wszystko zalegnie cmentarze i kirkuty i powiększy grono djabełków.

     Dlatego też, Marcinie, wiedząc o tem wszystkiem, takeśmy pękali od śmiechu czytając wasz list i wy sobie i nam głów nie naukami moralnymi nie zawracajcie, bo moralność z polityką nie ma nic wspólnego. Natomiast przysyłajcie dla waszego posła coś ze zwierzyny, bo przecież teraz jest czas polowania. Najlepiej parę zajęcy i kilka złocistych bażantów. Kuropatwy również się przydadzą, aby dużo. Ściskam was serdecznie i dziękuję za list, bo mi od śmiechu na sadle nieco ulżyło.

    Wasz poseł. Dominik Ględziński.

( „Mucha” nr 6 z 1925 r. )

 

Fragment sprawozdania red. Grzegorza Wojciechowskiego z podróży służbowej do San Escobar

Z Sejmu

Wiersze Jana Zacharskiego: „Pytania”

ZEUS, HERA i JA, CZYLI NOWE PRZYGODY ULISSESA cz. 1

Wiersze Jana Zacharskiego: „Obcy żywioł”

Inne z sekcji 

Opowieści Grzegorza Wojciechowskiego: „Trabi. Och Trabi!”

, Grzegorz Wojciechowski . W Niemieckiej Republice Demokratycznej panował głód motoryzacyjny, podobnie zresztą jak i pozostałych krajach demokracji ludowej, istniały tam dwie fabryki samochodów jedna w Eisenach w Turyngii, gdzie produkowano Wartburgi, druga zaś w saksońskim Zwickau, gdzie z taśm produkcyjnych schodził legendarny pojazd jakim był Trabant. Trabi, bo tak potocznie nazywano to cudo techniki […]

„Ludzie na mydło. Mit w który uwierzyliśmy”

. Książka o tym, jak powstał nasz pierwszy narodowy fake news. Nie negując zbrodni popełnionych podczas wojny ani skali ludobójstwa, Tomasz Bonek w swojej najnowszej książce odpowiada na pytanie, czy faktycznie Niemcy w Gdańsku i obozach koncentracyjnych przerabiali ludzi na mydło. – „Ludzie na mydło. Mit, w który uwierzyliśmy” to prequel i zarazem ciąg dalszy […]