Aktualności

W Polsce już chyba nie będzie uczciwych wyborów?

.

Grzegorz Wojciechowski

.

Niedawno zadałem pytanie:

Czy w Polsce będą jeszcze uczciwe wybory?

Dziś jest to coraz mniej pewne. Prawo i Sprawiedliwość rozpoczęło już przedwyborcze manipulacje i chce przesunąć termin wyborów samorządowych o pół roku. Ponoć ma akceptację do tego wyborczego krętactwa pana Andrzeja Dudy, który w Polsce pełni urząd Prezydenta RP.

Raczej nie mam wątpliwości, że jest to wstęp do poważniejszych wyborczych manipulacji pana Kaczyńskiego i jego koleżaneczek i kolesiów.

Coraz bardziej się obawiam, że opozycja będzie się jedynie biernie, temu procesowi likwidacji demokracji przyglądała, co najwyżej oburzając się.

Uważam, że w Polsce możliwy jest wariant białoruski, czyli bezczelne  oszustwa wyborcze w celu utrzymania władzy. Niedawno pan Kaczyński zapowiedział zaciąg do „armii wyborczej”, jednocześnie nie określając kompetencji tej armii. Można to różnie interpretować, ale znając pomysły tego pana, przypuszczam, że demokracji nic dobrego to nie przyniesie.

W artykule, który znajduje się poniżej postawiłem tezę, że PiS we wszystkich sondażach wyborczych uzyskuje wyższe notowania niż ma w rzeczywistości i pokazałem mechanizm, który powoduje, że tak jest.

Kilka dni temu trafność tezy zawartej w tym artykule potwierdziły wybory na prezydenta miasta w Rudzie Śląskiej.

Przed wyborami według Instytutu Badań Samorządowych, kandydat PiS pan poseł Wesoły miał najwyższe poparcie i to on powinien wejść do decydującej rozgrywki o fotel prezydenta miasta.

Wybory były dokładnie pilnowane i monitorowane. I co się okazało? Kandydat PiS nie wszedł nawet do finałowej dwójki, a jego rzeczywiste poparcie było niższe o 3,2 % od tego w sondażach. Natomiast obaj finaliści popierani przez opozycję osiągnęli lepsze wyniki niż w sondażach.

Zwycięzca pan Pierończyk uzyskał wynik aż o 11% wyższy.

.

Poniżej tekst:

Czy w Polsce będą jeszcze uczciwe wybory?

.

Nawet nie zauważyliśmy, jak znaleźliśmy się w okresie kampanii wyborczej. Rozpoczęła się ona nadzwyczaj szybko i jak mniemam z każdym miesiącem nabierać będzie jeszcze większej prędkości.

Przez ostatnie rok trwały głównie dyskusje, czy będą nas czekać przedterminowe wybory. Czy PiS w obawie przed zbliżającymi się coraz szybciej kłopotami będzie chciał „uciec do przodu”, aby zająć lepszą pozycję w wyborczym wyścigu i doprowadzić do przyspieszonych wyborów?

Uważam, że dyskusja na ten temat od samego początku była pozbawiona sensu, był to zupełnie wydumany problem, całkowicie abstrakcyjny i niedorzeczny. Przedterminowe wybory są niemożliwe chociażby z tego powodu, że w przypadku porażki PiS-u, tysiące ludzi sprawujących władzę w imieniu tej partii straciłoby wcześniej swoje lukratywne stanowiska, to przecież co najmniej kilkanaście tłustych pensyjek. Kiedy wliczymy zaś wszystkie żony, mężów, dzieci, siostry, braci, wujków, ciotki i pociotki, czy też przyjaciół na państwowych posadach, to jest to tragedia jaka dotknęłaby tych ludzi.

Jednocześnie działacze tej partii coraz bardziej zdają sobie sprawę z tego, że przegrane wybory mogą być początkiem bardzo poważnych kłopotów dla wielu z nich. Skala korupcji i marnotrawstwa nie jest w pełni nam znana. Można z całą pewnością jednak uważać, że to co wiemy, głównie dzięki niezależnym mediom, to zaledwie niewielka część przekrętów. W państwie, w którym systemy kontrolne prawie już zostały całkowicie rozmontowane nie sposób tego obecnie ustalić. Prokuratura nie wszczyna postępowań w sprawach przeciwko działaczom PiS i to nie tylko tego najwyższego szczebla, ale również szczebli niższych. Należy przypuszczać, że w województwach i PiSowskich samorządach skala korupcji i prywaty może mieć przerażającą postać.

Tworzone są też przeróżne fundacje, na które wpłacają datki instytucje państwowe i spółki Skarbu Państwa, a z których wyciekają olbrzymie pieniądze na finansowanie różnych projektów związanych z ludźmi obecnej władzy. Bardzo widoczne jest to zwłaszcza, gdy chodzi o finansowanie przychylnych PiS mediów, ale przecież nie tylko.

W przypadku utraty władzy, cały ten piękny świat nagle uległby zagładzie, a wielu ludzi swoje eleganckie garnitury musiałoby zamienić na więzienne pasiaki.

Nic więc dziwnego, że w łonie rządzącej nami partii zaczyna dojrzewać przekonanie, że w normalnych warunkach, przy stale spadającym poparciu społecznym, reelekcja nie jest możliwa. Trzeba więc coś zrobić, aby zapewnić sobie zwycięstwo wyborcze. Ostatnio mówi się coraz powszechniej o przygotowanej „reformy ordynacji wyborczej”. Nie wchodząc w szczegóły chodzi, tu o stworzenie systemu mieszanego, w którym w okręgach, gdzie PiS ma przewagę, byłyby okręgi jednomandatowe, a tam gdzie jej nie ma wielomandatowe, bowiem wówczas również partia ta może liczyć na jakieś mandaty. Oczywiście takie wybory byłyby niezgodne z Konstytucją bowiem nie byłyby proporcjonalne. W konsekwencji, jak analizowali sprawę specjaliści od manipulacji wyborczych, doszłoby do sytuacji, że PiS zdobywając 35% głosów zdobyłby większość w Sejmie i to bardzo wyraźną, mimo że opozycja uzyskałaby 60% głosów, a 5% przypadłoby na wyborczy plankton, który nie uzyskał progu wyborczego.

Ale to nie jedyny sposób, aby wygrać wybory mając zdecydowaną mniejszość, jak obecnie. Drugim sposobem są dziwne zachowania wyborcze. Otóż analizując frekwencję wyborczą w rejonach zwanych bastionami PiS, w czasie ostatnich wyborów prezydenckich, zauważyłem nienaturalnie wysoką frekwencję w gminach, w których powszechnie jest wiadomo, że wielu młodych ludzi wyjechało zagranicę w poszukiwaniu pracy lub do większych aglomeracji w Polsce, a tam, gdzie wcześniej mieszkali są jedynie zameldowani. Wiele takich gmin osiągało frekwencję na poziomie 80-85%, a w tych gminach wygrywał Duda z wynikami po 90% głosujących. Jest to zjawisko dziwne i niewątpliwie wymaga głębszej analizy. Wygląda bowiem na to, że na dzień wyborów przyjeżdżały całe autobusy z mieszkańcami, którzy pracowali i żyli poza miejscem swojego zamieszkania, a w niektórych powiatach lądowały nawet samoloty i zaraz po oddaniu głosów ludzie ci wracali z powrotem, skąd przybyli.

W tych moich rozważaniach ważne jest ustalenie aktualnych preferencji wyborczych otóż nie wiemy ilu wyborców chce zagłosować na partię rządzącą, co jest normalne, bowiem sondaże wyborcze mogą podać tylko przybliżoną wielkość i tak się dzieje. Ale czy w samej technice dokonywania sondaży nie istnieją pewne mechanizmy, które powodują, że wyniki mogą być mocno niedokładne.

Otóż powszechnie jest wiadomo, że partia rządząca z reguły w sondażach ma lepsze wyniki niż później w wyborach, tak dzieje się w większości demokracji, ale w Polsce od pewnego czasu jest inaczej. Dlaczego?

Sondaże przeprowadzane są z reguły metodą wywiadu telefonicznego. Dzwoni ktoś podając się za pracownika ośrodka badań opinii publicznej i pyta się na kogo abonent telefoniczny chce oddać swój głos. Bardzo wielu wyborców pracuje i jest uzależnionych od Państwa, pracując w jego instytucjach i spółkach Skarbu Państwa i ma swojego szefa lub szefową będących przedstawicielami partii władzy, taka osoba jest od nich zależna. Jak bardzo widzieliśmy niedawno na przykładzie z Pacanowa. Jeśli ktoś zadzwoni do takiego respondenta, to on nie ma pewności, kto dzwoni, czy czasem nie ktoś z polecenia szefa, aby zbadać jego lojalność wobec władzy. Po co ma więc mówić prawdę, bezpieczniej jest powiedzieć, że będzie głosował na taką partię jak szef. Z uwagi na ten mechanizm partie władzy zdobywają w sondażach więcej głosów niż później w czasie wyborów. Obecnie w Polsce po incydencie pacanowskim, ten mechanizm zapewne ulega pogłębieniu. Po co się narażać, skoro później można mieć poważne problemy?

Pamiętamy niedawno w jakich warunkach odbywały się wybory na prezydenta Rzeszowa. Opozycja wystawiła swojego kandydata, a wszystkie komisje wyborcze były bardzo dokładnie pilnowane. W piątek przed wyborami, kandydat opozycji miał 48 % poparcia i wszystko wskazywało, że będzie druga tura wyborów. Okazało się jednak, że pan Konrad Fijołek osiągnął 55,5% głosów. Czyli przedstawiciele władzy byli przeszacowani, a przedstawiciel opozycji bardzo mocno niedoszacowany. 7,5,% to bardzo dużo. Potwierdza to jak duża może być skala zjawiska i wcale nie chodzi tu o jakieś ułamki procentów. Można wyciągnąć więc wniosek, że rzeczywiste poparcie dla PiS jest o kilka punktów procentowych niższe niż podają obecne sondaże. O ile? Myślę, że nawet o 5%.

Teraz wróćmy do wyborów na Prezydenta RP, w przedwyborczy piątek Rafał Trzaskowski miał przewagę 1,5 % nad Andrzejem Dudą, a w niedzielę przegrał około 1% głosów.

Czyżby mechanizm nie zadziałał? Porównajmy jednak wyniki wyborów w bastionach PiS, gdzie była frekwencja 80-85%, z czego za Dudą 90%.

Ostatnio zainteresowała mnie pewna informacja medialna, jeden z ludzi bliski władzy dostał 24 mln złotych, aby mógł w swojej stodole urządzić ośrodek badań opinii publicznej, ponoć stosuje on nowatorskie metody, które jak się okazało dają PiS bardzo wysokie wyniki poparcia. W tym samym czasie pan premier Morawiecki swoimi tak często mówiącymi nieprawdę ustami, powiedział, że PiS nie boi się wyborów, bo według sondaży ma dużą przewagę, co pozostaje jednak w sposób jawnie sprzeczny z wynikami badań wielu innych renomowanych ośrodków badawczych.

W przypadku, gdyby więc znowu okazało się, że mimo marnego poparcia w sondażach partia władzy osiągnęła doskonały wynik, można byłoby powiedzieć:

– No tak, ale były przecież i inne sondaże, które nam dawały wyraźne zwycięstwo.

Więcej na ten temat można dowiedzieć się pod linkiem, poniżej:

https://wiadomosci.onet.pl/lodz/publiczne-zlecenie-za-24-mln-zl-dla-firmy-zarejestrowanej-w-stodole/mgdrleb

.

Donald Tusk nie jest moim ulubionym politykiem, powiem więcej nie przepadam za nim, ale gdy wrócił razem ze swoim białym koniem z Brukseli do Polski, to powiedział jedną mądrą rzecz, dotyczącą wyborów. Opozycja ma zrobić wszystko, aby kontrolować wyniki w każdej komisji wyborczej, od góry do dołu. Z tego wynika, że część polityków opozycji rozumie już dlaczego przegrała wybory prezydenckie i nie chce powtórki. Ostatnio Tusk przybył na swoim białym koniu do Radomia, samochodem nie mógł bo zabrano mu prawo jazdy, i tam powiedział kolejną ważną rzecz, że być może trzeba będzie o władzę upomnieć się na ulicy. Dlaczego? Ponieważ zdaje sobie sprawę w jakich warunkach będą przebiegały wybory, a w przypadku nowej ordynacji, opozycja nawet wygrywając je wyraźnie,  po prostu je przegra.

Wydaje mi się, że powinniśmy być świadomi potencjalnych zagrożeń i już o nich mówić i starać się przeciwdziałać. Nie możemy też pozwolić PiS okraść nas z ewentualnego zwycięstwa wyborczego.

Na opozycji trwają dyskusje ile ma być bloków wyborczych i zapewne będą trwały długo, jedno wydaje się jednak pewne, że do Senatu musi być jedna wspólna lista opozycji, ponieważ nie ma innego wyjścia. Trzeba już dziś więc powołać „Porozumienie na Rzecz Uczciwych Wyborów” i rozpocząć prace logistyczne, aby nie dać się wykiwać.

A tak na marginesie, jak można było tak spieprzyć Konstytucję, aby ordynację wyborczą można było zmieniać zwykłą większością głosów?

.

Kto zainstalował nam PiS?

Skończyć z dziadostwem na Lewicy

Listek figowy i genitalia demokracji. Biały koń powrócił na Donaldzie Tusku

Listek figowy i genitalia demokracji. Czy Donald Tusk powróci na białym koniu?

 

 

 

 

Inne z sekcji 

Na Uniwersytecie Wrocławskim: Uczta u Platona

. Grzegorz Wojciechowski .   Tak, to już około 2300 lat minęło – jak ten czas szybko leci. Tak jak wówczas w Atenach w swojej Akademii, Platon tworzył koncepcję państwa doskonałego, tak 25 listopada, na Wydziale Nauk Politycznych Uniwersytetu Wrocławskiego postanowiła to uczynić Lewica. Sympozjum, które nazwano „Lewica po neoliberalizmie” rozpoczęło się od wykładu prof. […]

Sympozjum: Lewica po neoliberalizmie – 25 listopada

. Zapraszamy wszystkich chętnych zainteresowanych ekonomią polityczną i skutkami ekonomicznymi i politycznymi neoliberalizmu na wykład prof. Grzegorza Kołodki. . . Czytać Kołodkę