Artykuły

Byle głośno, byle sprytnie, byle głupio. Ludzie to kupią

.

Lesław Miller

 


W sali jednego z hoteli we Wrocławiu siedziało około 50 osób w dosyć zaawansowanym wieku. Na stole leżały jakieś towary przeznaczone do sprzedania, pokryte kapą, co sprawiało wrażenie katafalku. Około 30-letnia, ładna kobieta podeszła do stołu. Była uśmiechnięta, ubrana w bluzeczkę i minispódniczkę odsłaniającą zgrabne kolana. Na nogach miała wysokie szpilki. Panowie, choć stuknął co niektórym siódmy krzyżyk, przyglądali się jej lubieżnie.


– Witam państwa, nazywam się Jola i reprezentuję firmę (tu wymieniła nazwę, której ja nie mogę, gdyż byłaby to niedozwolona kryptoreklama). Przyjechałam specjalnie do państwa, aby zaprezentować coś, czego jeszcze na pewno nie znacie, a co służy samemu zdrowiu. Po tych słowach zdjęła kapę z „katafalku” i oczom zebranych ukazał się piękny, biały komplet pościeli wełnianej składający się z materaca, kołdry i podłużnej poduszki. Zrobił dobre wrażenie.


Potem prezenterka chwaliła zalety pościeli wyprodukowanej z australijskiej wełny, jednocześnie obrzydzając tradycyjną pościel z puchu. Podkreślała, jakie są walory zdrowotne wełny, mówiła tak sugestywnie, że niejeden z obecnych zaczynał w to wierzyć. Kiedy ktoś zapytał o cenę, pani Jola mówiła, że na to przyjdzie czas. Chciała najpierw zmiękczyć seniorów, aby przy sprzedaży mogła nimi manipulować.
Po godzinie zrobiła krótką przerwę, zapraszając obecnych, aby dotknęli pościeli i przekonali się, jaka jest miękka i jak dobrze się w niej śpi. Pani Joli towarzyszyło dwóch asystentów, którzy stali przy „katafalku” i kusili do kupna.


Duga część prezentacji, po przerwie, była już praktyczna. Pani Jola zdecydowała się podać cenę kompletu sypialnego, mówiąc, że wynosi 7500 złotych. – Ale tylko w sklepie naszej firmy – dodała szybko. – Dzisiaj, tu na prezentacji, mamy dla państwa duże zniżki – po czym nachyliła ręce w kierunku podłogi, aby zasugerować, że cenę znacznie obniży.


Kiedy ludzie są już „urobieni,” zaprasza seniorów do stolików (swego i asystentów), gdzie następuje dalsza agitacja. Kiedy ktoś powie, że cena kompletu nawet zniżona do 5 tysięcy złotych, też jest wysoka, to pani Jola proponuje skorzystać z rat bankowych. Można kupić pościel nawet na 36 rat miesięcznych. Rata wyniesie sto kilka złotych. – To nie tak dużo – przekonuje. – Jeśli ktoś pali papierosy i wydaje dziennie po 10 złotych, to przez miesiąc wyda 300 zł, czyli więcej niż wynosi rata, a papierosy szkodzą zdrowiu, kiedy spanie w wełnie zdrowiu sprzyja.


Agitacja pani Joli przekonuje niektórych, podpisują umowę i biorą pościel na raty. I jeszcze tego samego dnia kierowca firmowy przywozi zakup do domu klienta. A pani Jola się cieszy, bo od każdego kupującego ma swoją dolę w żywej gotówce.


Jak grzyby po deszczu powstają coraz to nowe firmy sprzedające towary na prezentacjach. Nie tylko pościel, ale także naczynia, fotele, materace do masażu i wiele innych. Ze zbytem bywa różnie, na jednej prezentacji trafi się 3–4 klientów, ale bywa, że nie ma ani jednego. Kiedy półki sklepowe są w Polsce pełne towarów, to trudno teraz coś sprzedać. Wiedzą o tym właściciele firm prezenterskich, bo nikt bez godzinnego „zmiękczania” nie kupiłby tak drogiej pościeli, naczyń czy sprzętu do masowania. Może podobne wyroby kupić w klepie znacznie taniej.


Skąd biorą się uczestnicy prezentacji i dlaczego są to w większości ludzie w starszym wieku, to znaczy renciści i emeryci? Firmy w jakiś tylko im znany sposób zdobywają adresy seniorów i – zapraszając na spotkania – obiecują dać wszystkim prezenty. Owszem, są prezenty, głównie z Chin. Raz bywają to tanie parasolki, małe poduszeczki wełniane, elektroniczne termometry, kiepskie wyroby z ceramiki, a niekiedy nawet jednodaniowe tanie dania obiadowe.


Ludzie lubią brać, kiedy dostają coś za frajer. Często właśnie przychodzą na prezentacje, aby dostać prezent. A jeśli już przyjdą, to ten i ów coś kupi. Człowiek chory wyda ostatni grosz dla ratowania zdrowia, zwłaszcza kiedy wysłucha sprytnego prezentera. Dopiero po jakimś czasie przekonuje się, że jak był chory, tak i jest, a zakup nie przyniósł mu oczekiwanej ulgi, zaś raty płacić musi.


Kiedyś będąc na kawie z pewnym prezenterem zapytałem, dlaczego zapraszają na prezentacje starych i schorowanych ludzi. Odpowiedział mi wprost: a kto, jak nie stary i chory człowiek wyda ostatni grosz na ratowanie zdrowia, a nawet – jego zdaniem – życia? Kiedy mu powiedziałem, że to wielce nieetyczne, odparł: wiem o tym, ale muszę z czegoś żyć, nadarzyła mi się taka praca, to ją wziąłem. A czemu nie zapraszamy na prezentacje młodych? To też proste, młody człowiek jest zdrowy i za nic nie namówisz go na kupno drogich przedmiotów, tłumacząc mu, że to na zdrowie.

Inne z sekcji 

Baron Agostino La Lomia i jego Akademia Parnasu

. Grzegorz Wojciechowski .     Pewnego sierpniowego dnia 1969 roku ukazał się w kilku ważnych dziennikach, takich jak:  „Giornale di Sicilia” w Palermo,  „Giornale d’Italia” w Rzymie, czy też w paryskim „Le Figaro” i wielu innych gazetach, pewien nekrolog, który wywołał poruszenie w sferach sycylijskiej tytułowanej szlachty, tak licznej na tej wyspie.    W […]

Henryka Worcella kłodzkie lata

. Grzegorz Wojciechowski .   Ten artykuł traktuje o moim sąsiedzie, którego miałem poznać w czasie ostatnich miesięcy jego życia, mieszkaliśmy bowiem we Wrocławiu przy ulicy Marii Skłodowskiej-Curie. Dziś na ścianie budynku, w którym mieszkał i tworzył  pisarz znajduje się skromna tablica pamiątkowa.          „Zaklęte Rewiry”, film z 1975 roku, w reżyserii Janusza Majewskiego, […]