Artykuły

Zeus, Hera i Ja, czyli nowe przygody Ulissesa cz. 6

      .              

                                                                            Księga VII

.

                                           W której Zeus opowiada o swojej nowej miłości i wygasłym

                                                                               uczuciu   do Hery

 

.

       Mijały dni, w naszej sprawie nic się nie działo. Nowa przyjaciółka Zeusa odwiedzała nas kilka razy dziennie, przynosząc naleśniki. Boski zjadał je w olbrzymich ilościach, ale już nie tak zachłannie, dlatego i mnie udawało się coś uszczknąć.

Muchencja siadała na zeusowych kolanach i długo szeptali do siebie, obejmując się wzajemnie i przytulając. Odwracałem się by nie krępować ich i zapewnić im minimum intymności.

Pewnego ranka zauważyłem u niego, iż miał włosy spięte z tyłu frotką w kucyk. Zapytałem:

– Co ci się stało z włosami ?

– Nic, zmieniłem fryzurę, będę się teraz czesał bardziej nowocześnie.

– Acha –  rzekłem – Ale nie wydaje ci się Boski ,że osobie w twoim wieku i w dodatku sprawującej tak poważny urząd, nie wypada, tak się nosić.

– Wcale  tak nie uważam, trzeba iść z postępem. Teraz świat się zmienia Ulissesie, trzeba za nim nadążać, nie uważasz?

– Nie wiem Zeusie co powie na to Hera, jak wrócimy na Olimp.

– Nie mów mi o niej, dla mnie ta osoba już nie istnieje.

– Nie możesz tak mówić, jedno nieporozumienie nie może zniweczyć dorobku, od tylu tysięcy lat trwającego, waszego związku. Musisz wszystko z nią wyjaśnić, a na pewno się pogodzicie.

– Nie  Ulissesie! Nie! To jest już koniec.

Rozmowa najwyraźniej poirytowała Zeusa, zaczął nerwowo chodzić po celi, od jednej ściany do drugiej, mruczał coś do siebie i  gestykulował. Nagle przystanął i odezwał się do mnie:

– Wiesz Ulissesie, jesteś przecież moim przyjacielem. W czasie tego pobytu w celi miałem czas przemyśleć wiele spraw, wiele się też wydarzyło nowych rzeczy, bardzo ważnych dla mnie. Nie chcę już być z Herą, mam już dość życia z nią. Poznałem Annencję Muchencję i świat wydał mi się lepszy, bardziej ciekawy, piękniejszy, i wiem Ulissesie, że mogę być w życiu jeszcze szczęśliwy.

– Myślę Zeusie, że się zauroczyłeś, ale na pewno ci to przejdzie za jakiś czas. – starałem się sprowadzić go na Ziemię.

– O nie Ulissesie. Miewałem wiele miłostek, to prawda, ale teraz to zupełnie coś innego. To jest prawdziwa miłość, taka na jaką się czeka nieraz przez całe życie. Wiesz, my z Annencją rozumiemy się bez słów, jest między nami taka silna chemia, że wydaje mi się, iż znam ją przez całe swoje długie życie. Z Herą nigdy tak nie było, oj nigdy.

– Wydaje mi się jednak, że byliście w miarę zgodnym małżeństwem, Hera była za tobą. Dbała o ciebie, codziennie robiła ci pierogi. Myślisz, że wiele jest kobiet, którym by się to chciało robić?

Gdy wypowiedziałem te słowa, twarz Zeusa stała się czerwona z gniewu. Oczy niemal wyszły mu na wierzch, a na ustach pojawił się grymas wściekłości.

– Nie mów mi Ulissesie o pierogach, jeśli chcesz być dalej moim przyjacielem. Zapamiętaj sobie – nie mów mi więcej o pierogach! Ten etap w moim życiu skończył się już na zawsze! – krzyknął Gromowładny.

Już dawno nie widziałem go tak wzburzonego. Zupełnie nie rozumiałem jego reakcji. Zeus tymczasem zaczął wręcz biegać po celi. W pewnym momencie stanął nagle, odwrócił się do mnie i wycedził:

– Pierrrogggi, Pierrrogggii, mam ich dość. Cały dzień zrzędzi tym swoim słodko – jazgotliwym głosikiem, a później przychodzi i mówi – Zeusku przyniosłam ci twoje ulubione pierożki. A wiesz Ulissesie co ja mam ochotę wówczas zrobić?

– Nie, nie wiem.

– Mam ochotę wziąć ją za te jej kudły i wsadzić jej mordeczkę w ten talerz z pierożkami i tak mooocnnno, moooocnnnnoo wytrzeć go nią. A później, dalej trzymając ja za łeb, otworzyć siłą, tą wiecznie zrzędzącą jadaczkę i wkładać w nią te jej ukochane pierożki.

Przestraszyłem się, nie widziałem go jeszcze w takim stanie wzburzenia, ziejącego taką nienawiścią do własnej żony. Tymczasem Boski dalej cedził:

– No kochanie, może zjesz jeszcze jednego, a może jeszcze jednego. Co nie smakują ci już? A przecież były takie dobre, takie smaczne, sama je robiłaś, a teraz nie smakują ci ? Tak, no to masz jeszcze jednego ze szpinakiem. A teraz masz z kapustą i grzybkami. A gdy już nie będą się mieściły w jej paszczy, to będę je upychał palcem, aż oczy wyjdą jej na wierzch z przerażenia!

– Zeusie! – krzyknąłem – przestań przecież ją udusisz!

Zeus zamilkł, uspokoił się, ale twarz jego bynajmniej nie stała się łagodna, lecz głos stał się już bardziej spokojny:

– Tak  zrobię Ulissesie, jak wrócę na Olimp. Każę jej ugotować całe mnóstwo pierogów, a później tak zrobię, zobaczysz.

– Odstąp od tego zamiaru – nalegałem – taka zemsta nie przystoi Bogu. Jeśli odczuwasz potrzebę rozstania się z Herą, to zrób to w jakiś kulturalny sposób. Pokaż, że masz klasę, a nie posuwaj się do takich okropności.

– Tak! Chcę rozwodu! – powiedział kategorycznym tonem Gromowładny. Posmutniałem i zamyśliłem się, po chwili jednak rzekłem:

– Ale  przecież wy Bogowie nie uznajecie rozwodów, w jaki więc sposób to zrobisz? – zapytałem.

– Wystąpię  z Olimpu, stanę się zwykłym człowiekiem.

– No nie! Na wszystkich Bogów Olimpijskich! Co ty mówisz! Czy zdajesz sobie sprawę czym to grozi. Stracisz apartament na Olimpie, służbowy rydwan i służbową komórkę, komputer z szerokopasmowym łączem do internetu, dwa razy w roku darmowe wczasy z bezpłatnym przelotem Pegazem na Kretę , Boskie Ubezpieczenie Emerytalne, darmową opiekę zdrowotną, zabiorą ci kartę kredytową i wiele innych przywilejów. Będziesz musiał żyć jak my wszyscy śmiertelni, myśleć jak związać koniec z końcem.

– Tak, tak zrobię. Chcę być z Annencją, chcę żyć z nią razem, mieć z nią dzieci, dzielić z nią wszystkie troski i radości – tego właśnie chcę.

– No tak, ale z czego będziecie żyli, w jaki sposób utrzymasz swoją nową żonę i swoje dzieci?

– Pójdę do pracy, będę pracował.

– Oj Zeusie! Przecież dobrze wiesz jak teraz ciężko jest o pracę. Weź też pod uwagę to, że ty nigdy nie pracowałeś, nie potrafisz pracować, nie masz żadnego zawodu. Jak to sobie wszystko wyobrażasz?

– Jakoś dam sobie radę. Mam przecież wielu znajomych na pewno mi pomogą.

– Ach, żebyś się nie pomylił. Teraz masz znajomych bo ci się podlizują, chcą abyś pomógł im coś załatwić. Wielu przyjaźń z tobą się opłaca, ale gdy przestaniesz być Bogiem, stracisz swoje możliwości i kompetencje, to możesz się srogo rozczarować lojalnością swoich przyjaciół.

– Zawsze przecież mogę jeszcze zostać dziennikarzem. Nie trzeba nic umieć, na niczym się znać, wystarczy być bezwzględnym i bezczelnym.

– Ależ,  Zeusie, tak ci się tylko wydaje, o etat w redakcji też nie jest tak łatwo, a przy tym ty nie jesteś ani bezczelny, ani bezwzględny. Nie nadajesz się do takiej pracy.

– Eee tam Ulissesie, myślę, że przesadzasz. Zawsze przecież mogę zostać zawodowym politykiem. Wiesz dobrze, że politykami zostają ci, którzy nie nadają się do żadnej konkretnej pracy. Jestem dobrym materiałem na polityka. Mam dobrą prezencję, łatwo nawiązuję znajomości, potrafię czasami marudzić bez sensu, składać obietnice bez pokrycia, jeżdżę rydwanem po pijaku. Jak widzisz jestem materiałem na rasowego polityka.

– Z tym Zeusie akurat się zgodzę, ale zanim się wylansujesz na wpływowego polityka musi minąć sporo czasu, a żyć za coś trzeba.

– Myślę, że mógłbym otworzyć z Muchencją małą knajpkę i sprzedawać tam naleśniki i wino. Wino potrafię nalewać, a Annencja będzie smażyła.

– Pomysł dobry – rzekłem – ale skąd weźmiesz kapitał, jak ci wszystko zabiorą?

– Pożyczę od ciebie.

– Ależ Zeusie, ja nie mam tak dużej kwoty. Jako były król Itaki dostaję lichutką emeryturkę z bardzo starego, bo antycznego portfela. Z wojaczki też się już przecież wycofałem, więc nie mam już żadnych dodatkowych wpływów z grabieży, tak jak niegdyś bywało. Dorabiam sobie pisaniem, ale wiesz, że cieniutko płacą. Mam wprawdzie odłożoną niewielką sumkę, ale nie wiem czy to wystarczy na tak kosztowną inwestycję.

– No tak, jakoś trzeba to przemyśleć, wierzę, że damy sobie radę.

To mówiąc Zeus położył się na kojo i z uwagą zaczął wpatrywać się w sufit po chwili powiedział;

– Dobranoc  Ulissesie. Jutro ma przylecieć Muchencja, próbuje załatwić ważną sprawę dla nas, zobaczymy co udało się jej zdziałać.

– Dobranoc Zeusie.

Gdy tylko wypowiedział te słowa od razu zasnął, a ja leżałem długo i myślałem o tym co zamierza zrobić mój przyjaciel. Nie chciałem się wtrącać w jego życie osobiste, ale bardzo martwiłem się o niego i o Herę. Przez tyle lat zżyliśmy się wszyscy i mimo różnych problemów, a niekiedy i konfliktów chyba jakoś przyzwyczailiśmy się do siebie.

Rozumiałem jednak Zeusa, ale bałem się konsekwencji tego co się jemu przydarzyło. Zakochać się w dużo młodszej kobiecie, dla mężczyzny w tym wieku, to rzecz bardzo niebezpieczna. Można zranić się bardzo mocno. Trzeba przecież wiedzieć, że miłość niekiedy się kończy, a co później. Później pozostanie pustka i ból, tak jest z tą miłością, potrafi być bardzo bolesna.

.

ZEUS, HERA i JA, CZYLI NOWE PRZYGODY ULISSESA cz. 1

Zeus Hera i ja, czyli nowe przygody Ulissesa cz. 2

Zeus, Hera i Ja, czyli nowe przygody Ulissesa cz. 3

Zeus, Hera i Ja, czyli nowe przygody Ulissesa cz.4

Zeus, Hera i Ja, czyli nowe przygody Ulissesa, cz.5

Zeus, Hera i Ja, czyli nowe przygody Ulissesa cz. 7

Zeus, Hera i Ja – czyli nowe przygody Ulissesa cz. 8

Zeus, Hera i Ja, czyli nowe przygody Ulissesa (cz. 9)

Zeus, Hera i Ja czyli nowe przygody Ulissesa (cz. 10)

Zeus Hera i Ja, czyli nowe przygody Ulissesa (cz. 11)

Zeus, Hera i Ja, czyli nowe przygody Ulissesa (cz.12)

Zeus, Hera i Ja czyli nowe przygody Ulissesa (cz. 13)

Zeus, Hera i Ja czyli nowe przygody Ulissesa (cz. 14 – ostatnia)

Inne z sekcji 

Opowieści Grzegorza Wojciechowskiego: „Trabi. Och Trabi!”

, Grzegorz Wojciechowski . W Niemieckiej Republice Demokratycznej panował głód motoryzacyjny, podobnie zresztą jak i pozostałych krajach demokracji ludowej, istniały tam dwie fabryki samochodów jedna w Eisenach w Turyngii, gdzie produkowano Wartburgi, druga zaś w saksońskim Zwickau, gdzie z taśm produkcyjnych schodził legendarny pojazd jakim był Trabant. Trabi, bo tak potocznie nazywano to cudo techniki […]

„Ludzie na mydło. Mit w który uwierzyliśmy”

. Książka o tym, jak powstał nasz pierwszy narodowy fake news. Nie negując zbrodni popełnionych podczas wojny ani skali ludobójstwa, Tomasz Bonek w swojej najnowszej książce odpowiada na pytanie, czy faktycznie Niemcy w Gdańsku i obozach koncentracyjnych przerabiali ludzi na mydło. – „Ludzie na mydło. Mit, w który uwierzyliśmy” to prequel i zarazem ciąg dalszy […]