Artykuły

ZEUS, HERA i JA, CZYLI NOWE PRZYGODY ULISSESA cz. 1

.

Niedawno spotkałem mojego starego dobrego kumpla Ulissesa, poszliśmy razem do knajpki. Siedząc przy piwku, opowiedział mi swoją przygodę, jaka go niedawno spotkała. Poprosił mnie, abym ją spisał i upublicznił.

Tak też zrobiłem, jako że jest to opowieść dość długa, postanowiłem podzielić ją na części i co piątek publikować nowy odcinek.

Przyjemnej lektury

Grzegorz Wojciechowski

 

.

                                          ZEUS HERA I JA,

                         CZYLI NOWE PRZYGODY ULISSESA.

                         W SZPONACH SPRAWIEDLIWOŚCI

 

 

 

                                 ZASTRZEŻENIE

 

    Wszelkie podobieństwo do osób powszechnie znanych jest jak najbardziej nieprzypadkowe.

    Jednocześnie  zastrzegam sobie prawo do nieprzepraszania osób, które czułyby się urażone, lub których dobra osobiste z pełną premedytacją naruszam w tej książce.

    Moją opowieść czytasz, drogi czytelniku, wyłącznie na swoją własną odpowiedzialność.        

.

.

                                                                  SŁOWO  OD   ULISSESA

 

 

 

Dawno już ucichł szczęk broni i krzyki walczących pod Troją wojowników. Okręty Achajów i ich sprzymierzeńców powróciły do swoich ojczyzn. Po świecie rozlała się fala emigrantów.

Takoż i ja Odyseusz król Itaki, po długiej wędrówce dotarłem na swoją wyspę. Zastałem tam nowe porządki i wielu nieproszonych gości, zwykłych dekowników, którzy zamiast walczyć pod Troją jak przystało na prawdziwych dumnych wojów, zajęci byli adorowaniem Penelopy – mojej żony.

Razem z mym najstarszym synem Telemachem zrobiliśmy jednak porządek w moim królestwie.

Obecnie nie jesteśmy już z Penelopą razem, zostałem ponownie kawalerem, tym razem z odzysku i chwalę sobie swoją wolność.

Mijały lata, świat grecki zmienił się, Utraciliśmy swoją niepodległość na rzecz  Republiki Rzymskiej, która stała się później Cesarstwem. Zmiany polityczne nie ominęły i mojej Itaki. Na fali demokratycznych przemian zmuszony zostałem do zrzeczenia się władzy królewskiej, od wielu lat przeto wiodę  żywot emeryta. Zdrowie nie pozwala mi już na trudnienie się wojaczką, dlatego zajmuję się literaturą, pisząc na zamówienie osób bogatych różne teksty, dorabiając sobie w ten sposób do swojej niewielkiej emerytury z antycznego portfela. Zmieniono mi imię z greckiego Odysa stałem się rzymskim Ulissesem.

Moim najbliższym przyjacielem jest Zeus, nasz stary grecki Bóg, którego Rzymianie przerobili – wbrew jego woli –  na Jowisza. Przyjaźnimy się razem, Zeus zabiera mnie wszędzie ze sobą i bardzo liczy się z moim zdaniem w wielu ważnych sprawach. Piszę mu przemówienia, prowadzę  korespondencję. Przyjaźń z Zeusem opłaca mi się, ale nie jest to powód dla którego często razem przebywamy, ja po prostu go lubię, jest moim najlepszym kompanem. Gorzej jest z jego żoną Herą vel Junoną. Jest to osoba o trudnym charakterze, zrzędliwa i jędzowata, staram się ją ugłaskiwać prawiąc jej liczne komplementy, ale nie zawsze mi się to udaje.

Pędziłem więc spokojny żywot, nie stroniąc jednak od wielu uciech życia, jak najbardziej doczesnego i działo by się  tak dalej, gdyby nie pewne zdarzenie, o którym właśnie zamierzam wam opowiedzieć.

 

.

 

                                    KSIĘGA I

.

                           W której wszystko się zaczyna.

.

 

Skoro świt obudził mnie telefon od Zeusa.

– No cześć co tam u ciebie? Śpisz jeszcze?

– Nie, już nie śpię, ale spałem, lecz obudził mnie telefon – rzekłem nie ukrywając swojej złości.

– Nie powinieneś tak długo spać Ulissesie. Człowiek jak długo śpi, to się rozleniwia i nic mu się nie chce później robić – rzekł Zeus.

– Ależ Zeusie! Jest dopiero piąta rano! Długo czytałem i dopiero niedawno położyłem się spać.

– No tak, no tak, dzwonię tak wcześnie, bo w dzień nie bardzo mogę rozmawiać – tu ściszył głos – wiesz jaka jest Hera? Ciągle podsłuchuje. Wpadnij dzisiaj do mnie , to wieczorem wymkniemy się na jakieś balety, oczywiście pod pozorem ważnych spraw służbowych.

– O Boski ! Dobrze , ale daj mi jeszcze trochę pospać.

– Dobrze, czekam.

To miał być dzień, który wreszcie chciałem poświęcić na zaległe przyjemności. Już od dwóch tygodni leżała na moim biurku, nie w pełni przeczytana, przesyłka  od Owidiusza. Prosił mnie o recenzje swoich „Metamorfoz”, przyrzekłem to mu już wcześniej, w czasie mojego pobytu nad brzegami Pontu Euksyńskiego, gdzie nieszczęsny przebywa na zesłaniu.

No cóż, Bogom jednak się nie odmawia.

Zamiast więc dalej spać, zacząłem sposobić się do długiej wędrówki na Olimp. Dziś niedziela,  wszystkie sklepy i przydrożne tawerny będą zamknięte. Z rozkazu Naczelnej Rady PISuariańskiej nie wolno bowiem prowadzić działalności handlowej, w ten ważny dzień tygodnia .  Musiałem więc przygotować sobie na drogę kanapki i coś do picia..

Wybiegłem ze swojego domu gdy poranek rozkwitał już swoja pełnią. Po trzech godzinach forsownego marszu zatrzymałem się na krótki wypoczynek w cieniu przydrożnego drzewa. Usiadłem na chłodnym, nienagrzanym przez słońce kamieniu, szukając w plecaku drugiego śniadania, zauważyłem, że nie zabrałem ze sobą portfela z dokumentami.

Trzeba wracać – pomyślałem – Nie, nie ma sensu, jeśli wrócę z powrotem to nie zdążę przed zmierzchem na Olimp do Zeusa”

Postanowiłem więc, że będę kontynuował swoja podróż bez dokumentów. Nic przecież nie może mi się złego przytrafić.

                                                                                     # # #

       Po długiej męczącej, wielogodzinnej wędrówce dotarłem wreszcie na Olimp. Zakołatałem do drzwi zeusowego pałacu.

   – Kogo tam znowu niesie?! – usłyszałem dobrze mi znany jazgotliwy głos Hery.

   – To ja Ulisses, przybywam tutaj z woli Zeusa.

   – Po coś tu przylazł powsinogo jeden, Zeus jest zajęty , nie wolno mu  przeszkadzać.

   – O Hero! Boski dzwonił do mnie rano, abym niechybnie przybył na Olimp, do niego, w bardzo ważnej sprawie służbowej.

   – Już ja znam te wasze ważne sprawy służbowe! Wlazł ! – krzyknęła Hera.

      Wszedłem do wnętrza. Bogini stała w kuchni przy stole, w rozchełstanej podomce, bez makijażu, z papilotami na głowie i lepiła właśnie pierogi.

  – O widzę ,że będą dzisiaj na kolacje pierożki barbarzyńskie z serem i ziemniakami, ja lubię żeby były mocno popieprzone, takie ostre. Najbardziej jednak lubię z kapustą i leśnymi grzybami. O! Widzę, że przygotowałaś już na nie farsz, ale grzyby pięknie pachną !.

– To nie dla ciebie tylko dla Zeusa, wynocha mi z tej kuchni !

Wykorzystałem moment, że odwróciła się do minie plecami i szybko podkradłem dwa ciepłe pierożki. Hera zauważyła to jednak i głośno wrzasnęła.

– Co wyłapuje i to jeszcze brudnymi łapskami, mówiłam wynocha mi z tej kuchni.

Jednocześnie wymierzyła mi kilka razów ścierką w plecy. Uciekłem więc czym prędzej. Wszedłem do gabinetu Zeusa. Gromowładny siedział właśnie przy komputerze , ubrany w jeansowe spodnie i bluzę niczym Jacentiusz Kuroniusz, na nogach miał kożuszkowe góralskie kapcie, kupione zapewne od górali pod wyciągiem na Małą Kopę w Karpaczu.

– Cześć – przywitał mnie – chodź zobacz jakie są fajne laski na portalu www.wolnelaski.olimp.. Dzisiaj ma być impreza zapoznawcza, będzie dużo fajnych singielek, Trzeba tam pojechać, może być niezłe branie. Musimy jednak coś wymyślić, żeby Hera nie marudziła i nie domyślała się gdzie i po co jedziemy.

– Dobrze, moja w tym głowa – odrzekłem.

W tem rozległ się głos bogini.

– Czas na kolację. Chodź Zeusie i przyprowadź tego włóczęgę, pewnie też jest głodny.

Nie czekając szybko pobiegliśmy do salonu. Na stole leżały pachnące półmiski pełne pierogów, przy każdym z nich stał dzban świetnego czerwonego wina. Usiedliśmy przy stole.

 

.

                                                                             Księga II

.

 

                               O kompleksie Hery

.

 

– Dziękuję ci Hero, że raczyłaś mnie zaprosić na kolację – rzekłem z wdzięcznością , bowiem czułem już bardzo silny głód.

–  Nie ma za co. Wy mężczyźni jesteście z natury leniwymi pasożytami, trzeba koło was wszystko robić, sami nic nie potraficie. Gdyby nie my kobiety to zaroślibyście w brudzie i zmarnieli do końca. Tylko my jesteśmy w stanie zapobiec waszej degradacji. Powinniście być nam wdzięczni, ale na próżno od was tego oczekiwać. Na początku to jeszcze się jakoś staracie, ale później to wychodzi wasza prawdziwa natura. Uganialibyście się tylko za nereidami i małolatami, bo stare dobre żony wam już nie odpowiadają, a jak wracacie z tego waszego łajdactwa skruszeni, to my głupie jeszcze wam wierzymy w te bzdury, które nam naopowiadacie i was nawet żałujemy.

Świat opiera się na nas kobietach, gdyby nie my to ta męska gorsza połowa doprowadziła by ludzkość do kompletnej zagłady i ruiny.

–  Ależ Hero, daj spokój – powiedział prosząco Zeus.

Hera jednak nie poprzestawała w ataku na nasz męski ród, co jakiś czas dorzucając pod naszym adresem coraz to nowe epitety.

Nie mogłem zgodzić się z tą agresywną wypowiedzią Hery, zebrałem się na odwagę i rzekłem:

– O Boska zarzucasz nam – męskiej połowie ludzkości niewierność, ale z kim my mielibyśmy was zdradzać jak nie z wami kobietami. Poza tym mylisz się Hero nie zawsze nam chodzi tylko o cielesne uciechy. Niekiedy miewamy kochanki z całkiem innych powodów, na przykład prestiżowych. Kiedyś opracowałem, wspólnie z moim przyjacielem Jurencjuszem Palysjuszem, tak zwaną „Ogólną i szczególną teorię kochanki”. Dowodziliśmy w niej, że kochanka jest materialnym wyróżnikiem poziomu życia mężczyzny. Im bardziej się o nią dba, przyozdabia klejnotami, kąpie w kozim mleku lub winie, ubiera w drogie szaty i otacza przepychem, tym większym szacunkiem społecznym cieszy się mężczyzna. Wówczas, jako młodzi ludzie, będąc wykładowcami w Akademii, podsumowawszy nasze dochody stwierdziliśmy, że moglibyśmy mieć kochankę jedynie na spółkę i w dodatku musielibyśmy wziąć kredyt preferencyjny dla młodych uczonych. Ja miałbym ją w dni parzyste miesiąca, a Jurencjusz w dni nieparzyste. Mając to na uwadze, a chcąc wyrobić sobie prestiż w społeczeństwie, postanowiliśmy zejść z poziomu teoretycznego na  niższy praktyczny i wcielić naszą teorię w życie jako „Szczególną teorię kochanki”. W tym celu udaliśmy się do pewnej Margarencji, młodej i pięknej kobiety. Uznaliśmy, iż mogłaby być tym pożądanym – oczywiście w sensie społecznym, a nie wyłącznie erotycznym – obiektem, który mógłby nam przysporzyć splendoru.

Wyłuszczyliśmy jej nasza teorię i wyjaśniliśmy powody, dla których do niej przybyliśmy.

Margarencja patrzyła na nas swoimi pięknymi, wielkimi błękitnymi oczętami z nieukrywanym zdziwieniem. Gdy złożyliśmy jej konkretną propozycję, oczy jej rozjaśniły się jeszcze bardziej, i zaświeciły się całą swoją mocą, po czym rzekła:

To wy chłopaki jakieś zboczki jesteście, że chcecie we dwóch razem ze mną.? No, ale czemu nie, może być całkiem ciekawie.”

Byliśmy załamani – kontynuowałem dalej – przez ponad godzinę tłumaczyliśmy jej naszą teorię, a ona nic z tego nie zrozumiała. Kobiety nie potrafią myśleć kategoriami teoretycznymi – tym wnioskiem zakończyłem swoją opowieść.

Rozzłościło to Herę.

– Sam przyznałeś, że nie szanujecie kobiet. Traktujecie nas jak instrumenty, albo zabawki, jak swoja własność. Jesteś zwykłym podłym męskim szowinistą, tak jak wszyscy faceci.

– Ja podłym męskim szowinistą! –  wykrzyknąłem oburzony – Ty Hero masz za to zwykły kompleks braku penisa i to objawia się twoją agresją wobec nas mężczyzn. Twoje poglądy są skrajne, a twój sposób postrzegania rzeczywistości społecznej jest ewidentnie wypaczony.

Gdy wypowiedziałem te słowa, zapanowała grobowa cisza. Przysłuchujący się naszej rozmowie, sowicie raczący się czerwonym winem  Zeus, skulił się nagle cały, a na jego twarzy widać było silny niepokój, graniczący wręcz ze strachem. Hera zaniemówiła, spojrzała  na mnie z nieukrywaną złością. Po chwili milczenia wrzasnęła.

–  Ty degeneracie!!! Po co mi wasz organ, jestem zadowolona z tego co mam. To ten wasz organ służy wam do myślenia zamiast mózgu i z tego powodu dzieją się na świecie same złe rzeczy,  jak choćby wojna z Troją !

–  Hero, kochanie, daj spokój nie denerwuj się tak, ciśnienie ci podskoczy i będziesz się źle czuła – próbował załagodzić spór Zeus.

–  Milcz erotomanie! Myślisz, że nie widzę jak patrzysz na baby takim głodnym, łakomym samczym wzrokiem ! – skarciła Zeusa małżonka.

– No, no, tylko nie erotomanie! Nie jestem żadnym erotomanem, najwyżej bywam nieco łatwo kochliwy, a to przecież nie jest to samo – usprawiedliwił się Gromowładny.

– Ależ Hero ! Uspokój się, źle mnie zrozumiałaś,  chodzi o kompleks braku penisa w znaczeniu szerszym, a ty zwulgaryzowałaś cały problem. Kompleks ten polega na tym, że kobieta czując się podświadomie gorsza od mężczyzny, pokazuje swoją niechęć do rodzaju męskiego, aby go sobie w ten sposób kompensować. Nie rozumiejąc moich myśli udowodniłaś, że wy kobiety nie potraficie rozumować kategoriami teorii, bierzecie wszystko dosłownie, a wasza agresja wobec nas jest wynikiem waszych kompleksów – odpowiedziałem jej zaczepnie.

Sam przestraszyłem się tego co powiedziałem Herze. Sytuację uratował jednak Zeus nalewając mi dzban wina, które szybko wypiłem, aby dodać sobie odwagi. Po czym rzekł, do mnie konfidencjonalnie, chcąc ocalić mnie od nowego ataku ze strony swojej małżonki

– Teraz szybko spadamy.

Rzekłem więc do Hery:

– Przepraszam cię Boska, jeśli czujesz się urażona moimi wypowiedziami, ale my mężczyźni i wy kobiety różnimy się znacznie – mamy zupełnie inne psychiki i w zupełnie odmienny sposób postrzegamy wiele spraw z otaczającego nas świata.

–  O tak! – powiedziała Hera – Już ja znam dobrze ten wasz świat i to co macie w tych swoich zakutych męskich łbach. Nie oszukacie mnie tak łatwo, za wiele w życiu widziałam i za bardzo znam się na chłopach.

– Ależ Hero -wtrącił się nieśmiało Zeus.

Wychodząc z pałacu  pożegnałem Herę słowami:

– Dziękuję ci bardzo za pyszną kolację, byłaś jak zawsze bardzo miła, i jak zawsze pięknie wyglądasz – rzekłem obłudnie – szkoda, że musimy jechać do Wratislavi w bardzo ważnych sprawach służbowych. Rafaeliusz Dudencjusz chce postawić tam posąg Zeusa i nazwać go posągiem Jowisza. Rozumiesz przeto Boska, że sprawa jest dużej wagi – skłamałem bezwstydnie.

– O tak – przytaknął Zeus – nie mogę na to pozwolić, aby mnie przerabiać na rzymską modłę. Będziemy jutro, żegnaj o moja Ty Bogini.

Hera zrobiła groźną minę i cicho mruknęła do siebie:

–  Już ja wam pokażę,  te wasze ważne sprawy, zobaczycie jeszcze.

Tego  ostatniego zdania, które właśnie wypowiedziała nie usłyszeliśmy już,  będąc zajęci przygotowaniem rydwanu do podróży.

.

 

© copyright by. Grzegorz Wojciechowski 2017-2023

Utwór objęty prawami autorskimi. Zabrania się bez zgody ich właściciela wykorzystywać części lub całości utworu, jak również przesyłać go w wersji elektronicznej innym osobom i instytucjom.                        

.

Zeus, Hera i Ja, czyli nowe przygody Ulissesa cz. 3

Zeus Hera i ja, czyli nowe przygody Ulissesa cz. 2

Listek figowy i genitalia demokracji. Małżeństwo na okres zamknięty

Fragment sprawozdania red. Grzegorza Wojciechowskiego z podróży służbowej do San Escobar

Zeus, Hera i Ja, czyli nowe przygody Ulissesa cz.4

Inne z sekcji 

WIELKA ORKIESTRA ŚWIĄTECZNEJ POMOCY – ZAGRAJMY RAZEM

.   Za oknami zimno, ponuro i wiatr. Świat dalej zmaga się z zarazą. W Ukrainie każdego dnia giną niewinni ludzie Władza wciąż  wrzuca granaty do naszego wspólnego domu. Ale jest jedna rzecz, która zawsze będzie grać do końca świata i dłużej to: . WIELKA  ORKIESTRA  ŚWIĄTECZNEJ POMOCY . Apelujemy do wszystkich ludzi, którzy potrafią […]

Wielka ucieczka z Festung Breslau

. Grzegorz  Wojciechowski  . 12 stycznia 1945 roku, z radzieckiego przyczółka pod Baranowem Sandomierskim, ruszyła w kierunku Berlina ofensywa radziecka, która w historii nosi nazwę operacji wiślańsko – odrzańskiej. Stalin do tego decydującego uderzenia kazał zgromadzić 2 200 000 żołnierzy; 36 000 dział i moździerzy; 6460 czołgów i samobieżnych dział pancernych, z powietrza miały atakować […]