Biblioteka Lewicy

Kazimierz Pużak. Szkic życiorysu ( cz. II )

.

Zygmunt Zaremba

.

W październiku 1918 roku Kazimierz Pużak jest już na gruncie warszawskim. Wchłania go od razu wir przygotowań do zrzucenia okupacji niemieckiej i powołania Pierwszego Rządu Ludowego w Lublinie. W grudniu tegoż roku pierwszy jawny zjazd PPS w Warszawie powołał go do Centralnego Komitetu Robotniczego PPS.

Przy wyborach do Sejmu Ustawodawczego Pużak został wybrany na posła z Zagłębia Dąbrowskiego i objął godność sekretarza Sejmu. Poświęcał się pracom w Komisji Regulaminowej, Administracyjnej i Prawniczej. Kultywując swe rozbudzone jeszcze za czasów młodzieńczych zainteresowania wojskowe, został również członkiem Komisji Wojskowej Sejmu. Na każdej z tych placówek potrafił wykazać dużą inicjatywę i znajomość rzeczy. Ze specjalnym zamiłowaniem zajmował się sprawami lokatorskimi i problemem praw obywatelskich, w szczególności zaś zagadnieniem więziennictwa. Gdy w okresie działań wojennych przeciw bolszewikom w roku 1920 więzienia polskie zapełniły się przestępcami politycznymi i powstały obozy więzienne, Pużak z całym ogniem swej natury przeprowadzał walkę o ludzkie warunki życia więźniów. Z jego to inicjatywy też powstała specjalna komisja sejmowa, która objechała różne więzienia i obozy i zleciła Pużakowi przedstawienie Sejmowi sprawozdania w tej sprawie. Jego referat, zgłoszony na plenarnym posiedzeniu Sejmu, przesycony głębokim poczuciem ideałów humanitarnych i realizmu życia więziennego, tak dobrze mu znanego, stał się jednym z piękniejszych dokumentów działalności polskiej demokracji. Komuniści usiłowali wykorzystać ten dokument przeciwko Polsce i wydali referat Pużaka w specjalnej broszurze, ale się spostrzegli, że bije on w ich własną dyktaturę i wycofali ją z obiegu. Nie ustając w walce o prawa człowieka i obywatela, w roku 1928 podjął się w Sejmie roli referenta ustawy amnestyjnej, która znacznie złagodziła kary, zwłaszcza więźniom politycznym, przywracając wolność setkom ludzi, a tysiącom redukując karę.

Mimo największego wysiłku i wielkich środków płynących z Moskwy, Komunistyczna Partia Polski, powstała z połączenia SDKPiL i tak zwanej Lewicy PPS, nie mogła zapuścić korzeni w polskiej klasie robotniczej. Na przeszkodzie stała PPS. Ujawniona w 1920 roku tendencja bolszewicka do zagarnięcia z powrotem Polski, ledwo wyzwolonej spod caratu, zerwała ostatnie nici łączące Partię Komunistyczną z polską klasą robotniczą. Na wezwanie PPS robotnik polski z bronią w ręku zagrodził drogę bolszewikom. W łonie ruchu robotniczego komuniści zostali wyrzuceni na daleki margines. Od tej chwili cały ich wysiłek skupił się na penetrowaniu szeregów PPS i na usiłowaniach kaptowania jej członków. W młodej, żywiołowo narastającej organizacji manewry komunistyczne osiągnęły nawet pewne efekty, z których najgroźniejszym dla partii było pozyskanie dla komunizmu ówczesnego sekretarza generalnego partii Jerzego Sochackiego i nielicznej zresztą grupy członków PPS z Tadeuszem Żarskim na czele.

Gdy w roku 1921 działalność Sochackiego ujawniła się, został on usunięty ze stanowiska, jego funkcje zaś sekretarza generalnego partii Centralny Komitet powierzył Kazimierzowi Pużakowi. Odtąd spoczęły na jego barkach najbardziej odpowiedzialne zadania obrony partii przed zakusami komunistycznymi i kierowania rozległym już i skomplikowanym organizmem polskiego ruchu robotniczego. Teraz też mógł rozwinąć w pełni swój talent organizacyjny, porządkując organizację wewnętrznie i nadając jej ostateczne formy wielkiej, jawnej partii polskiego proletariatu. Interesował się wszystkimi przejawami ruchu robotniczego. Nie uszła jego uwagi nowo rodząca się forma robotniczego ruchu sportowego. Bierze udział w pierwszych poczynaniach na tym polu i obarcza się nawet prezesurą Związku Robotniczych Stowarzyszeń Sportowych. Był aktywnym członkiem Stowarzyszenia Byłych Więźniów Politycznych i zasiadał w jego ciałach kierowniczych. I chociaż z natury swych funkcji musiał być wymagający, a często i przykry w stosunku do poszczególnych towarzyszy, chociaż musiał nieraz formalizować sprawę i przestrzegać tego minimum biurokratycznego ładu, do którego tak trudno się naginać rewolucyjnym temperamentom, na stanowisku sekretarza generalnego pozostawał aż do końca i w istocie był na tym stanowisku niezastąpiony. Funkcje sekretarza generalnego partii łączył z mandatem poselskim, który obdarzali go robotnicy Częstochowy, począwszy od pierwszego Sejmu zwykłego, aż do chwili, gdy zamach sanacyjny na podstawowe prawa wyborcze nie zmusił PPS do bojkotu wyborów.

Ciężki okres, jaki nastąpił teraz, gdy z jednej strony ONR, z drugiej zaś faszystowskie skrzydło sanacji, postawiły sobie za cel zniszczenie ruchu socjalistycznego wzorem Włoch i Niemiec, ujawnił całą siłę woli i zdolność organizacyjną Pużaka. Tym jego cechom w dużej mierze zawdzięcza polski ruch robotniczy, że nie stał się pastwą rozwydrzonego chuligaństwa i komunistycznej roboty rozkładowej. W niezmordowanej codziennej pracy utrzymywał jak najżywszy kontakt z każdym ośrodkiem robotniczym, dodając otuchy, podnosząc wiarę i budząc wytrwałość w obronie sztandarów. Z jego to inicjatywy powstała też w 1931 roku specjalna organizacja wewnętrzna w partii pod nazwą Akcja Socjalistyczna (AS), zastępująca dawne, mało zdyscyplinowane i efemeryczne milicje. AS, skupiając młodsze elementy partii, odegrała pod przewodnictwem Pużaka wielką rolę w podniesieniu ducha szeregów partyjnych w tym ciężkim okresie i w obronie zgromadzeń i lokali robotniczych, które próbowali nachodzić komuniści i faszyści nieraz z bronią w ręku.

Z chwilą dojścia do władzy Hitlera zainteresowania Pużaka skupiają się na zagadnieniu obronności państwa. Tej sprawie poświęcił jedną z ostatnich swych mów sejmowych, wygłoszoną w Komisji Budżetowej. Wrzesień 1939 roku i klęska wojenna Polski była dla Pużaka najcięższym przeżyciem. Zawsze pełen optymizmu i wiary w przyszłość może po raz pierwszy w życiu mówił również o katastrofie, która zburzyła wszystko, w co wierzył i czemu oddał się bez reszty. Była to jednak tylko chwila. Umiał się szybko podnieść z klęski. W czasie oblężenia Warszawy pozostał w stolicy i chociaż zmożony ciężką chorobą, przeżywał bezpośrednio całą tragedię i bohaterstwo obrony Warszawy. Z tego aktu czerpał wiarę i czynił zeń podstawę dla rozpoczęcia nowej walki z hitlerowskim najeźdźcą.

Jako sekretarz generalny partii znał wszystkich działaczy i teraz pośród nich dobierał kadry nowej organizacji konspiracyjnej PPS, która przybrała hasło „Wolność, Równość, Niepodległość” i pochodzącymi stąd inicjałami WRN znaczyła przejawy swej działalności w podziemiu. Dzięki tej jego znajomości materiału ludzkiego i starych wypróbowanych metod konspiracji podziemna organizacja PPS, mimo rozwinięcia szerokiej sieci dwóch tysięcy komórek organizacyjnych, ściśle ze sobą związanych, jedyna chyba wśród organizacji polskiego podziemia uchroniła się przed penetracją Gestapo i zachowała do końca swą sieć organizacyjną.

Kazimierz Pużak, jak dawniej, w organizacji tej objął rolę sekretarza generalnego, będącego główną osią skomplikowanej teraz tak bardzo pracy partii. Jednocześnie od początków 1940 roku wziął udział w wysiłku porządkowania podziemnego życia Polski, uczestnicząc jako przedstawiciel PPS w Politycznym Komitecie Porozumiewawczym stronnictw (PKP). Wniósł tam nie tylko swe doświadczenie konspiratora, ale również jasną myśl polityczną, streszczającą się w dążeniu do stworzenia reprezentacji politycznej walczącego narodu, mającej za zadanie koordynację wysiłku zarówno w zakresie politycznym, jak i wojskowym oraz nadaniu całej działalności Polski Podziemnej wyraźnie demokratycznego charakteru. Jego to wysiłkom osobistym w dużej mierze zawdzięcza ruch podziemny opanowanie kryzysu rozbicia, zarysowanego w pierwszej fazie konspiracji antyhitlerowskiej nie tylko pomiędzy grupami politycznymi w Polsce, ale również pomiędzy nimi a rządem w Londynie. Jego też dziełem jest historyczna deklaracja stronnictw z sierpnia 1943 roku, która nadała ostateczne oblicze polskiemu podziemiu, łącząc wszystkie poważne siły polityczne na wspólnej platformie głęboko demokratycznej i postępowej. Nic też dziwnego, że gdy w parę miesięcy później na tej właśnie płaszczyźnie powołana została do życia Rada Jedności Narodowej, jako parlament Polski Podziemnej, na pierwszym jej posiedzeniu w początkach roku 1944, został jednomyślnie wybrany jej przewodniczącym.

Specjalną pieczą otaczał wszystkie poczynania wojskowe. Odżyły w nim w pełni stare wspomnienia ze związku Mierosławczyków. Zharmonizował się przy tym dobrze z pierwszym komendantem AK, Grotem – Stefanem Roweckim i dokładał wszelkich starań, by organizacja ta realizowała w najszerszym zakresie rzucone przezeń hasło „Lud z armią, armia z ludem” i nie zeszła na tory sanacyjne. Stanął też osobiście na czele partyjnej formacji wojskowej Gwardia Ludowa, przekształconej następnie na Organizację Wojskową Pogotowia Powstańczego Socjalistów (OW PPS), która weszła na prawach autonomicznych w skład Armii Krajowej.

Czy jako „Grzegorz” w stosunkach partyjnych, wewnętrznych, czy jako „Bazyli” na arenie międzypartyjnej, był Pużak cały czas konspiracji niemieckiej źródłem wytrwałego sądu i mądrej doświadczonej rady, tworząc wokół siebie atmosferę pogody i spokoju, działającą dobroczynnie na otoczenie, przesycone wrażeniami okropności tych strasznych lat. A jednocześnie był zdecydowany, stanowczy i konsekwentny w przeprowadzeniu każdej sprawy. Cechy te ujawniły się ze specjalną wyrazistością w czasie powstania warszawskiego, gdy wraz z generałem Borem i wicepremierem Jankowskim, Pużak brał udział w faktycznym triumwiracie, kierującym walką narodu polskiego.

Natychmiast po wyjściu z Warszawy, po kapitulacji, rzuca się Pużak do pracy organizacyjnej i politycznej, przenosząc się z miejsca na miejsce piechotą, furmanką, czy gorszą pod względem wygód od furki chłopskiej koleją owych czasów. Największą jego troską było i teraz utrzymanie porozumienia stronnictw i jednolitej polityki polskiej, reprezentowanej przez rząd na emigracji oraz Krajową Radę Ministrów i Radę Jedności Narodowej w kraju. Klęska Niemców była już niewątpliwa, zbliżał się czas rozstrzygnięć i Pużak głęboko czuł i rozumiał, że teraz bardziej niż kiedykolwiek niezbędne jest zachowanie wspólnego frontu stronnictw polskich, by wygrać pokój nie tylko wobec już pobitych Niemców, ale również wobec bolszewików, którzy kreowaniem Komitetu Lubelskiego ujawnili w pełni tendencję oparcia się o marionetkowe grupy przez Rosję powołane do życia i oddane polityce rosyjskiej. Goryczą napełniało go zachowanie aliantów, pełne niezrozumiałej uległości wobec imperialistycznych tendencji ZSRR. Kipiał gniewem i oburzeniem, gdy mówił o bolszewickim oszustwie z fałszywą PPS. Zdawał też sobie sprawę, że sowiecka taktyka uruchamiania fałszywych stronnictw politycznych, popartych terrorem NKWD, może zniszczyć całe życie polityczne Polski, jeśli wszystkie żywe siły narodu nie przeciwstawią się jednolicie temu oszustwu i gwałtowi.

W toku tego wysiłku wiązania nici organizacyjnych partii i aparatu Delegatury Rządu oraz zabiegów w kierunku utrzymania Rady Jedności Narodowej i zharmonizowania jej polityki z rządem na emigracji, przyszło znane zaproszenie przedstawicieli Polski Podziemnej na rozmowy z miarodajnymi reprezentantami Czerwonej Armii. Doświadczenie polityczne nakazało Pużakowi być bardzo ostrożnym, ale ostrzeżenia jego nie znajdowały dostatecznego echa. Większość działaczy Polski Podziemnej skłonna była wierzyć logice sowieckich oświadczeń, że przecież i w ich interesie jest znormalizować życie w porozumieniu z prawdziwymi rzecznikami interesów polskich. Wydawało się im też, że można zawierzyć prawom honoru w stosunkach międzyludzkich i przyjąć z pełnym zaufaniem sowieckie zapewnienia o nietykalności delegacji wybranej do rozmów. Nie dowierzając Sowietom, Kazimierz Pużak osiągnął to tylko, że delegacja została możliwie zredukowana. Wziął w niej udział z pełnym poczuciem niebezpieczeństwa, przezwyciężonego przez nakaz wewnętrzny spełnienia do końca obowiązku przewodniczącego Rady Jedności Narodowej. Zaproszenie na pertraktacje okazało się, jak przeczuwał Pużak, podłym podstępem, a lokal, wyznaczony dla spotkania w Pruszkowie, był pułapką. Pużak wraz z piętnastoma innymi przedstawicielami Polski Podziemnej został porwany, wywieziony do Moskwy i osadzony w więzieniu na Łubiance.

Przeszedł tutaj dwa i pół miesiąca wyrafinowanych tortur. Wiecznie silne światło krajało jego zmęczone oczy. Zimno, przed którym nie można było się ochronić nawet porządnym przykryciem, regulamin bowiem nakazywał utrzymywanie koca pod pachami wyciągniętych na zewnątrz rąk, szarpało ciało. Głód i celowe rozdrażnienie zapachami niepodawanych więźniowi potraw skręcało wnętrzności. I co dzień badanie bez sensu z jednakowymi pytaniami, ciągnące się bez przerwy do późna w nocy i rozpoczynające wczesnym rankiem, wyczerpywały siłę nerwów, mąciły myśl, osłabiały wolę. Trzeba było naprawdę mieć Pużaka siłę charakteru, aby w tych warunkach nie uronić jakiegoś nazwiska, rozszerzającego oskarżenie, jakichś danych, którymi nie rozporządzała NKWD. Toteż akt oskarżenia, gdy Pużak z towarzyszami stanął przed sądem, najmniej mógł czerpać z zeznań złożonych przez Pużaka. Na samej zaś rozprawie sądowej rozegrała się znamienna scena, będąca powtórzeniem niejednej podobnej w czasie śledztwa. Prokurator pytał, kto mówił Pużakowi o rozwiązaniu AK. „A po co to panu wiedzieć?” – odpowiedział spokojnie Pużak. Prokurator domagał się dalej podania nazwiska. Pużak położył temu kres krótkim stwierdzeniem: „Nie powiem”. A gdy w swej mowie oskarżycielskiej prokurator scenę tę chciał obrócić przeciwko Pużakowi, mówiąc, że nie ma on odwagi odpowiadać na pytania, nawet sowiecki adwokat musiał przyznać, że to zachowanie się oskarżonego dowodzi jego wielkiej odwagi i wysokiego poziomu moralnego.

Skazany w Moskwie w czerwcu 1945 roku na osiemnaście miesięcy więzienia znów powraca do celi z twardym postanowieniem, jak ongiś, gdy zamykały się za nim wrota Szlisselburga, przetrzymania tego okresu, chroniąc przed zniszczeniem siły fizyczne i moralne. Od razu też ujął swe życie więzienne w ścisły rygor, dając przykład współwięźniom, jak trzeba przezwyciężać ciężki reżim Łubianki. Przyjął przy tym postawę wyłączającą poszukiwanie jakichkolwiek, drobnych nawet, pozaregulaminowych grzeczności czy przysług ze strony straży więziennej.

Po czterech miesiącach od wyroku na zasadzie amnestii został wypuszczony na wolność. W Dębach Wielkich władze sowieckie przekazały Pużaka polskiej bezpiece. Załadowano go do samochodu i wieziono jakimiś pustkowiami. Bezpieczniacy stworzyli atmosferę każącą przypuszczać, że podróż ta skończy na jakimś odludziu strzałem w kark uwolnionego więźnia. Myśl ta wibrowała w głowie Pużaka. Była to jednak tylko sowiecka metoda „psychologicznego preparowania”. Dowieziono go do miasteczka i tam zamknięto w jakiejś piwnicy, gdzie reprezentant bezpieki wystąpił z groźbami, że jeśli Pużak poważy się działać politycznie, zostanie zlikwidowany, że idzie na wolność, ale każdy krok jego będzie obserwowany.

W Warszawie został otoczony agentami bezpieki. W jego domku na Grochowie, gdzie łaskawie zostawiono mu wraz z rodziną część niewielkiego mieszkania, lokatorzy osadzeni przez komunistów zdradzali najwyższe zainteresowanie każdym jego gestem i poruszeniem. W domu naprzeciwko agenci bezpieki nie krępując się, wypatrywali ciągle z okna. Tylko stara praktyka konspiracyjna mogła Pużakowi pozwolić na rzadkie zetknięcie się z dawnymi przyjaciółmi i towarzyszami. Przy spotkaniach tych Pużak dawał wyraz nurtującemu go niepokojowi o losy kraju i ruchu robotniczego. Potępiał zdecydowanie wszelkie akty ugody i ustępliwości wobec roszczeń sowieckich i kładł nacisk na potrzebę przetrwania ponurego etapu w życiu Polski, chroniąc przede wszystkim ideały niepodległości i socjalizmu. W przeciwstawieniu wszędzie, gdzie się da, ideałów i postulatów socjalizmu demokratycznego bolszewickiemu fałszerstwu socjalizmu i demokracji widział główne zadanie ludzi, którzy pozostali wierni sztandarom PPS.

Chociaż spętany nieustanną obserwacją bezpieki i niezdolny przez to do działalności politycznej, przez sam fakt pobytu w Warszawie i nieugięcia się wobec reżimu, stał się Kazimierz Pużak ośrodkiem nadziei i podtrzymania na duchu licznych kół, sympatyzujących z PPS lub znających Pużaka z działalności w okresie wojny. Stawało się jasne, że wcześniej czy później komuniści usuną go z widowni życia. Toteż przyjaciele w kraju i na emigracji wielokrotnie zwracali się do Pużaka, by wyjechał zagranicę. Pużak zawsze stanowczo odmawiał. Chciał do końca spełnić zadanie widomego znaku niezłomności Polaka i socjalisty polskiego wobec narzuconej krajowi przez Rosję dyktatury.

Jeśli mnie nawet zamkną i nie wyjdę z więzienia – i to posłuży sprawie” – powiedział kiedyś w połowie 1946 roku do towarzyszy. – „Za stary jestem, na emigrację nie wyjadę”.

W rok po wypowiedzeniu tych słów, w maju 1947 roku został uwięziony przez bezpiekę. Jeszcze nieznane są szczegóły tortur i mąk, jakie musiał przeżywać w ciągu półtorarocznego okresu badań i przygotowań przez bezpiekę procesu WRN, czyli starej PPS. Pewne jest tylko, że dwoje spośród uwięzionych i „przygotowywanych do procesu”, Zdanowski i Pajdakowa, nie przeżyli tego okresu. Zdanowski wyszedł na pół żywy z badań, by umrzeć w dwa dni potem bez odzyskania przytomności. Pajdakowa wybrała drogę samobójstwa, wyskakując z okna gmachu bezpieki, chociaż istnieją również dane wskazujące, że już martwą agenci wyrzucili przez okno, by nadać morderstwu pozory samobójstwa.

Gdy 5 listopada 1948 roku Pużak zasiadł na ławie oskarżonych, ludziom, którzy go znali, rzuciło się w oczy wymizerowanie i zniszczenie, bijące z każdego jego rysu i postaci. Tylko zapadnięte oczy, ongiś tak łagodne, żarzyły się w ciemnych orbitach groźnym blaskiem gniewu i nienawiści. Opuszczony siwy wąs podkreślał jeszcze wrażenie, że oto hetmana zakuto w kajdany, a sądzą go karły.

Postawa Kazimierza Pużaka na procesie była pełna pogardy dla pachołków moskiewskich, pozujących na polskich sędziów. Na stereotypowe pytanie, czy przyznaje się do winy i zarzucanych mu czynów, odpowiedział z wysoka:

Odmawiam zeznań. Wasz sąd nie może mnie sądzić”.

.

Kazimierz Pużak na ławie oskarżonych – 1948 r.

.

Milczenie przerwał dopiero w toku badania świadków, by pytaniami ujawniającymi prowokację i terror, odsłonić ku wściekłości tak zwanych sędziów i prokuratorów łajdacką podszewkę procesu. Z ostatniego słowa, w którym wykazał całą perfidię powołania do życia koncesjonowanej PPS i ujawnił grę komunistów, zmierzającą do zniszczenia ruchu socjalistycznego w Polsce, przejdzie do potomności jego pełna powagi i wyrozumiałego osądu ludzi, którzy się załamują, następująca wypowiedź:

Jeśli chodzi o moją osobę, to w tej chwili, kiedy stoję nad grobem, byłoby naprawdę nie do uwierzenia, gdybym zmienił poglądy. Byłoby nie do uwierzenia, że zmiana poglądów dokonała się w sposób naturalny. Byłby to raczej fenomen patologiczny”.

W dniu 19 listopada 1948 roku Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie wydał wyrok skazujący Kazimierza Pużaka na 10 lat więzienia, utratę praw publicznych i obywatelskich praw honorowych na okres pięciu lat i konfiskatę całego mienia. Na mocy ustawy o amnestii kara więzienia została zredukowana do połowy.

W połowie roku 1952 miał więc Pużak wyjść na wolność. Jego potężne zdrowie, niespożyta siła witalna i umiejętność przetrzymywania rygoru więziennego, dawały pełną nadzieję, że przetrzyma on te nowe lata za kratą. Ale akt oskarżenia komunistycznych namiestników Moskwy wyraźnie formułował, że Kazimierz Pużak „swą osobą uwidacznia ciągłość polityczną, organizacyjną i personalną z przedwojenną PPS”. A to jak upiór straszy komunistów w Polsce. Gdzieś w Politbiurze zdecydowano, że Pużak już nie wyjdzie z więzienia. Wywieziono go czym prędzej z Warszawy. Długo nie można było znaleźć śladu miejsca jego kaźni. Okazało się, że osadzono go w Rawiczu. Tutaj też w ostatnich dniach kwietnia (29 lub 30) Kazimierz Pużak zamknął oczy na zawsze. Ciało zostało wydane rodzinie i cichy pogrzeb, w którym mogli wziąć udział tylko najbliżsi członkowie rodziny odbył się 5 maja na cmentarzu powązkowskim w Warszawie.

Reżim komunistyczny stara się ciszą, sztucznie stworzoną nad świeżą mogiłą, wywołać zapomnienie i ochronić się przed reakcją oburzenia i żalu po utracie jednego z najlepszych synów naszego pokolenia. Spełni się jednak ostatnie pragnienie Kazimierza Pużaka, wypowiedziane do przyjaciół, gdy ostrzegali Go przed nieuniknionym losem:

Śmierć moja winna się też przyczynić dla dobra sprawy”.

Pamięć o Kazimierzu Pużaku, o Jego życiu i śmierci, o Jego czynach i cierpieniach przejdzie do świadomości całego narodu i uczyć będzie młode pokolenie, jak żyć i umierać należy w służbie ideału.

.

Zygmunt Zaremba, Kazimierz Pużak. Szkic życiorysu, Paryż 1950.

Inkorporowano z portalu Lewicowo.pl, który zaprzestał już swojej działalności.

.

Kazimierz Pużak. Szkic życiorysu ( cz. I )

Z Pobytu II Brygady w Rosji

Inne z sekcji 

Biblioteka Lewicy: Uwagi o komunizmie

. „Przedświt” marzec 1919 Mieczysław Niedziałkowski .   Maurycy Barres powiedział, że socjaliści należą do ludzi bardzo konserwatywnych pod względem duchowym. W aforyzmie tym jest dużo prawdy, jeżeli idzie o kraje Europy Wschodniej. Rosyjska socjalna demokracja nie zdobyła się przez lat dwadzieścia swego istnienia na żadną myśl samodzielną, na żadną inicjatywę twórczą. Plechanow, Akselrod, Martow […]

Tadeusz Boy-Żeleński. Nasi okupanci

. Jak niewiele się w Polsce zmieniło przez ostatnie prawie sto lat. Warto przeczytać, jakże wciąż niestety, aktualny felieton Boya. Zachęcamy do lektury. Redakcja . Tadeusz Boy-Żeleński. Nasi okupanci.   Termin użyty w tytule nasunął mi się, kiedy czytałem enuncjację ks. prymasa Hlonda. Istotnie, kiedy się czyta ten list w sprawie nowej ustawy małżeńskiej, przechodzący […]