Ateizm i wolnomyślicielstwo

„Zimmermanniada”. „Chrześcijańska socjologia ks. Zimmermanna.

.

Kazimierz Czapiński

.

( pisownia według oryginału )

.

Ze względu na to, iż na onegdajszym wiecu uniwersyteckim omawiano sprawę kreowania katedry socyologicznej, chcielibyśmy przedstawić czytelnikom intencye młodzieży w tej sprawie oraz „naukowe” zasługi obecnego oficjalnego „socjologa” na wszechnicy Jagiellońskiej — tak „cichego” i jednocześnie tak dziś głośnego ks. Zimmermanna ( false Tektandra )..

Przed nami — kilka cienkich broszur agitacyjnych przeciwko socjalistom, niemiecka rozprawka „Die Bank przemysłowców in Posen” i najgrubsze dzieło — „Moja Pani”, przyczynek do psychologii księżych gospodyń. To cały naukowy dorobek naszego luminarza socyologicznego.

Niejeden zadaje sobie pytanie — czemu właściwie nie zaproponowano czcigodnemu księdzu raczej katedry ginekologii, oczywiście „chrześcijańskiej”. Wszak z takiem upodobaniem grzebie się w tych kwestyach, oryginalnie i z wielką pomysłowością oświetlając je z punktu widzenia katolickiego!

W dziele p. t. „Znaczenie stanu robotniczego dla społeczeństwa i kościoła” znajdujemy np. ciekawe rozważanie „chrześcijansko- ginekologiczne” o związku między płodnością małżeństw a wyznaniem. Pokazuje się — zdaniem Zimmermanna — że nic tak nie działa dodatnio na płodność małżeństw jak religia katolicka — krzewi bowiem „ducha ofiary”. Cytując Momberta, pisze czcigodny acz cichy autor „Mojej baby”:

Przez systematyczne pielęgnowanie ducha ofiary uzdalnia się małżonków, aby ciężkie zadanie rodzenia, wyżywienia i wychowania dzieci brali na siebie” ( str. 16 ). Tu jednak nasz „socyolog” się łapie za głowę i spostrzega, że we Francyi wszak 98% katolików a mimo to „ducha ofiary” nie ma i liczba ludności się zmniejsza.

To też świeżo odkryte genialne prawo socjologiczne gotowe jest runąć ze swych wyżyn chrześcijańskich”! Lecz wspomina p. Zimmermann, iż Francya — to wszak kraj socyałów, masonów i jenszych heretyków! Niezawodnie oni to wytępili „ducha ofiary” w sercach katolików francuskich. Tryumfująco więc pisze:

Tam, gdzie katolicyzm przestał być żywym w sercach ludności, tam też owoców nie okazuje na zewnątrz pod względem płodności małżeńskiej”. (Ibidem, str. 16).

Tak więc nie tylko „chrześcijańskie* nauki społeczne tryumfują, lecz zarazem obmierzli socjali zostali zdemaskowani w swej „piekielnej” robocie ( która nb. prawdopodobnie bez interwencyi lucypera się nie obeszła! ).

W drugiej swej pracy „O Towarzystwach robotników” zabiera się czcigodny profesor do socyałów w inny, niemniej naukowy sposób!

Niejeden Polak katolik — biada zasłużony specjalista od kwestyi księżych gospodyń — „poszedł w socyalisty i duszę swoją wystawił na potępienie a rodzinę swoją naraził na sromotę, bo jak wiadomo (?) Ojciec święty rzucił klątwę na wszystkich, co do towarzystw socyalistycznych należą i pogrzebu chrześcijańskiego im odmówić kazał” (str. 7).

Naturalnie, jest to kłamstwo! Socyalistom tak samo zezwala kler urządzać „pogrzeby chrześcijańskie”, jak wszystkim innym. Ale… czego się, mój Boże, nie zrobi w obronie zagrożonego wpływu klerykałów, a zwłaszcza „etyki chrześcijańskiej”, którą — jak wiadomo — „chrześcijańska” socjologia na plan pierwszy wysuwa.

Tak się buja duch zimmermannowski pomiędzy „babami” a socjalistami. Należy zauważyć jednak, że nie wszystkie „baby” cieszą się jednakową sympatyą księdza profesora. Nauczycielka, jeśli jest posłusznem narzędziem w ręka katechety, jest mu sympatyczną; no i oczywista — gospodyni. Ale wzdryga się szanowny profesor, jeśli widzi panny, zabierające się do akcyi społecznej. Niech lepiej uważają na siebie, póki są pannami — twierdzi w dziele p. t. „O społecznych zadaniach i potrzebie organizacyi nauczycielek”:

Panny na wydania nie mają wiedzy, umiejętności, ani doświadczenia potrzebnego do tej pracy. Zresztą zająć się muszą sobą, gdyż na nie tylko przez niewiele lat jest popyt ( !? ) ( str. 21 ).

To rozciągnięcie ekonomicznego pojęcia „popytu” na stan panieński niezawodnie zostanie jedynym śladem w nauce, zostawionym przez utalentowanego profesora.

A seminarya? Na samą myśl o seminaryach, prowadzonych przez ks. profesora, który niezawodnie na plan pierwszy wysunie tam badanie „księżych gospodyń”, zapewne ślinę łyka pobożny akademik z sodalicyi. Istotnie! Weźmy numer 3 „Ruchu chrześcijańsko społecznego” z r. 1909, redagowanego przez ks. Zimmermanna, a znajdziemy tam właśnie ogłoszony konkurs na tematy dla opracowań, które ( str. 175 ) mają być „barwne”, zaopatrzone w przykłady, no i „lekkostrawne” ( ?! ). Wśród tych ciekawych a „barwnych” tematów znajdujemy np. taki: „Czy jest piekło?” Ciekawy temat seminaryalny! Szczególnie, jeśli będzie zaopatrzony w barwne „przykłady”. Ale czy nawet sumienie akademickie sodalisów i polonusów „lekko strawi” taki temat — wątpimy.

Zastrzegamy, rzecz jasna, sobie prawo zajęcia się w dalszym ciągu „naukowemi” pracami ks. profesora. Ale przytoczone cytaty chyba rzucają dość jasne światło na „nauki”, które ma wykładać Zimmermann.

Młodzież chce nauki, a nie błazeństw! Chce nauki, a nie agitacyi! Chce mieć na katedrze profesora, a nie komiczną figurę! Chce wreszcie mieć naukową socyologię, a nie żadne klerykalne histerye o socyalistach, zwane chrześcijańskiemi naukami społecznemi” ! Tego domaga się młodzież. I domaga się słusznie.

K. Cz. [ Kazimierz Czapiński ]

Naprzód” nr 278 z 3 grudnia 1910 r.

.

Zimmermanniada na Uniwersytecie Jagiellońskim, czyli wojna o „Moją Babę” ( I )

„Zimmermanniada” na Uniwersytecie Jagiellońskim, czyli wojna o „Moją Babę” 1910-1911 ( II )

„Zimmermanniada” „Moja Baba” – skrót z komentarzem „Naprzodu” ( III )

Ksiądz w polityce

Inne z sekcji 

Zimmermanniada na Uniwersytecie Jagiellońskim, czyli wojna o „Moją Babę” ( I )

. Grzegorz Wojciechowski . Znane nam są powszechnie dzieje wojny trojańskiej, której przyczyną była piękna Helena. Mniej natomiast znane są dzieje innej wojny o kobietę, jaka toczyła się w latach 1910-1911 w czcigodnych murach krakowskiej wszechnicy. W historii nosi ona nazwę wojny o „Moja Babę”, lub „Zimmermanniady”, a jej główną bohaterką było dzieło naukowe popełnione […]

Tadeusz Boy-Żeleński. Nasi okupanci

. Jak niewiele się w Polsce zmieniło przez ostatnie prawie sto lat. Warto przeczytać, jakże wciąż niestety, aktualny felieton Boya. Zachęcamy do lektury. Redakcja . Tadeusz Boy-Żeleński. Nasi okupanci.   Termin użyty w tytule nasunął mi się, kiedy czytałem enuncjację ks. prymasa Hlonda. Istotnie, kiedy się czyta ten list w sprawie nowej ustawy małżeńskiej, przechodzący […]