Artykuły

Wiosna Ludów na Dolnym Śląsku. Masakra w Świdnicy

.

Grzegorz Wojciechowski

.

Wiosna Ludów na Dolnym Śląsku obfitowała w wiele dramatycznych wydarzeń, jednym z takich momentów są wypadki w Świdnicy, do jakich doszło 31 lipca 1848 roku i w dniach następnych, w historii zdarzenie to nosi nazwę „masakry świdnickiej”.

Świdnica, jak wiele innych śląskich miast już od kilku lat przed wybuchem Wiosny Ludów borykała się z kryzysem i zastojem gospodarczym, który generował nędzę najniższych warstw ludności regionu, wybuch rewolucji przyjęty został więc entuzjastycznie przez tych, którzy najbardziej odczuwali skutki kryzysu. Władze miasta w porozumieniu z rodzącym się ruchem obywatelskim, postanowiły w celu obrony porządku publicznego i niedopuszczenia do gwałtownych wystąpień ludności, mogących powodować grabież i zniszczenia, powołać straż obywatelską tzw. Buergerwehrę.

Była to ochotnicza jednostka o charakterze policyjnym, w wyniku interwencji władz miejskich wojsko przekazało tej formacji 300 karabinów.

Istnienie straży obywatelskiej wzmacniało siły demokratyczne w stosunku do stanowiącego główną ostoję reakcji wojska. Taka sytuacja była nie na rękę władzom wojskowym miasta, które postanowiły sprowadzić z twierdzy kłodzkiej oddział żołnierzy, którzy w dużej części pochodzili z Górnego Śląska. Brak, lub słaba znajomość języka niemieckiego czyniła z nich ludzi odpornych na agitację rewolucyjną mieszczan świdnickich.

Wieczorem 31 lipca doszło w mieście do gwałtownego wybuchu niezadowolenia społecznego, pretekstem do tego była odmowa komendanta miasta Rolles du Rosey’a zwołania straży obywatelskiej, sygnałem do tego miało być bicie w bębny. Właśnie z tego powodu zebrał się na Rynku pokaźny tłum świdniczan, głównie czeladników i innych ludzi niższych stanów. Widząc, że może dojść do niepokojów burmistrz miasta pan Berlin postanowił udać się na miejsce, aby rozładować napięcie. Niestety, tłum gęstniał coraz bardziej, a zachowanie ludzi stawało się coraz bardziej agresywne, wyrażało się to głównie wznoszeniem nieprzychylnych komendantowi okrzyków i głośnymi gwizdami. Obawiając się o dalszy rozwój wypadków burmistrz wezwał niewielki, liczący zaledwie sześciu żołnierzy oddział do ochrony budynku, gdyby doszło do próby zajęcia go przez manifestantów. Wraz z nastaniem nocy napięcie zamiast maleć to wzrastało, a demonstranci zaczęli zachowywać się coraz bardziej agresywnie, rzucając kamieniami w okna komendantury.

Wówczas burmistrz miasta postanowił wezwać na pomoc straż obywatelską, polecając uruchomić specjalny mechanizm zegara znajdującego się na wieży ratuszowej, którego dźwięk zwoływał członków tej formacji.

Ta decyzja przyniosła pozytywny skutek, straż obywatelska zajęła swoje pozycje, a demonstranci uspokojeni zaczęli wycofywać się sprzed budynku komendantury, część zebranych zaczęła już opuszczać rynek udając się do domów, pozostali zebrali się w niewielkie grupki i nie zachowywali się już agresywnie. O godzinie za kwadrans 22, sytuacja na rynku w Świdnicy była już opanowana.

To co wydarzyło się dalej wiemy z relacji naocznych świadków, zawartych w sprawozdaniu Magistratu i radnych miejskich:

Straż obywatelska zebrała się w swoich alarmowych punktach zbornych. Teraz właśnie, nie wiadomo dlaczego, komendant kazał zatrąbić na apel i w krótki czas po tem, jak uliczne ekscesy zostały całkowicie uspokojone, a lud w grupach jedynie przebywał jeszcze na rynku, pojawiła się przy biciu w bębny 11 kompania 22 pułku piechoty. Kompania ta na ulicy Piotra założyła ostre ładunki, przeszła północno-wschodnią stronę ratusza i ustawiła się ukośnym frontem do placu parad, następnie oddała salwę bez jakiegokolwiek uprzedniego wezwania do rozejścia. Kulami trafieni zostali członkowie ustawionych po tej stronie rynku kompanii straży obywatelskiej, jak również ciekawi widzowie, kule uderzały również w okna i w drzwi domów północno-zachodniej strony rynku. 32 osoby zostały ranne, wśród nich śmiertelnie ciężarna kobieta, a 8 już zmarło.”

.

 

Krwawe wydarzenia w Świdnicy – 31 lipca 1848 r.

.

Relacja ta jest nieścisła jeśli chodzi o ofiary śmiertelne, w wyniku salwy piechoty bezpośrednio nikt nie zginął, dopiero po kilku godzinach zmarło od obrażeń sześć osób – trzech członków straży obywatelskiej i trzech bractwa kurkowego, dwie dalsze osoby zmarły w wyniku doznanych ran postrzałowych dopiero po kilku dniach od zdarzenia.

Zaraz po masakrze wojsko wytoczyło działa z koszar i ustawiło je w rynku przy wylotach ulic, zamknięto bramy miejskie i z rozkazu komendanta Rollasa du Rosey’a wprowadzono w mieście stan oblężenia.

Ta akcja wojska, będąca ewidentną prowokacją zmierzająca do osłabienia roli i znaczenia straży obywatelskiej, ponownie zaostrzyła sytuacje w mieście i noc minęła niespokojnie.

Rano odbyło się posiedzenie rady miejskiej, na którym burmistrz złożył swój urząd. Przybył też tam major von Thilo, który przejął funkcje komendanta miasta, w towarzystwie drugiego oficera mjr. Gersdorfa. Przed ratuszem zbierał się tłum, dlatego major von Thilo kazał, aby żołnierze, którzy odpoczywali w rynku stanęli w gotowości bojowej i strzelali, jeśli ktoś będzie rzucał w ich kierunku kamieniami. W tym czasie zawarto porozumienie między dowódcą wojska a majorem straży obywatelskiej.

Niebawem po tych wypadkach do Świdnicy, dla wzmocnienia garnizonu wojskowego przybył z Wrocławia oddział piechoty i huzarzy.

3 sierpnia odbył się pogrzeb ofiar masakry z dnia 31 lipca, była to wielka żałobna uroczystość, na która przybyli przedstawiciele straży obywatelskiej z wielu innych śląskich miast, jak: Wrocławia, Oławy, Katów Wrocławskich, Sobótki, Brzegu, Wałbrzycha, Świebodzic, Szczawna, Legnicy, Dzierżoniowa, Strzegomia, Kamiennej Góry i Ząbkowic.

Wielki, uroczysty pochód odprowadzał nieszczęśliwych na miejsce ostatniego spoczynku. Pochód otwierała orkiestra, za nią kroczyła straż obywatelska, związki weteranów i inne organizacje. Za nimi postępowała druga orkiestra, chorągwie miasta, Magistrat i inne władze, duchowieństwo wszystkich wyznań i sześć przybranych kwiatami trumien otoczonych żałobnikami, niosącymi kwiaty dziewczętami i tworzącymi szpaler członkami korpusu ochotniczego. Dalej szli długim szeregiem wdowy i inni krewni poległych. Na ich widok żadne oczy nie mogły się powstrzymać od łez, żadne czułe serce – przed najgłębszym współczuciem i wzruszeniem!

W pogrzebie uczestniczyło łącznie około 10 000 ludzi, z tego 3000 było uzbrojonych.

Na drugi dzień po pogrzebie doszło do następnych tragicznych wypadków, żołnierze ostrzelali z okien koszar, położona niedaleko małą gospodę. Zabito jedną kobietę, a jedna osoba odniosła rany. Tego samego dnia żołnierze zabili również ordynansa jednego z oficerów, gdyż ten nie znał hasła, aby móc przejść przez chroniony teren.

5 sierpnia pochowano kolejne dwie osoby, które zmarły w wyniku odniesionych ran w dniu 31 lipca, w tym kobietę w ciąży.

Ogółem według J. Sydora, ( „Historia Śląska” T.II, cz 2, Wrocław-Warszawa Kraków 1970, s. 524 ), śmierć poniosło 14 osób, wiele zapewne zmarło nieco później z powodu obrażeń jakie doznali 31 lipca.

Ta brutalna prowokacja pruskiej soldateski, jak uważa się powszechnie, miała na celu stworzyć mur nienawiści pomiędzy żołnierzami a ludnością cywilną miasta, po to, aby nie doszło do pojednania się wojska z mieszkańcami. Wojsko bowiem było w tym czasie podstawową siłą kontrrewolucji na której opierał się król Fryderyk Wilhelm IV. Dodatkowo rozpuszczono plotkę, że służący w 11 kompanii 22 pułku piechoty Polacy mieli jakoby w ten sposób mścić się za klęskę powstania w Wielkopolsce.

Wydarzenia świdnickie odbiły się głośnym echem nie tylko w Prusach, ale i w innych państwach niemieckich. Konsekwencją tego było uchwalenie przez Zgromadzenie Narodowe wniosku, aby armia powstrzymała się od wszelkich działań tego typu i działała na rzecz pojednania.

Dalsze losy rewolucji w Prusach i na Dolnym Śląsku wykazały, że były to tylko pobożne życzenia, które nie przyniosły jednak wymiernego efektu.

.

Tekst objęty prawami autorskimi, kopiowanie i publikowanie bez wiedzy i zgody autora zabronione.

.

Opowieść o krwawo stłumionym buncie czeladników krawieckich we Wrocławiu, który wybuchł wiosną 1793 roku

 

Inne z sekcji 

XX Edycja Międzynarodowego Festiwalu Filmowego „NOWE HORYZONTY”

. Jan Chudy . Dzięki decyzji wybitnego animatora i menagera Romana Gutka od 2006 roku Wrocławianie i Dolnoślązacy zyskali szansę obcowania z najlepszym światowym kinem . Przy czym nie tylko w ramach i w czasie największego festiwalu filmowego w Polsce – MFF Nowe Horyzonty czy innych przez niego firmowanych festiwali i przeglądów , akademii edukacyjnych […]

Jana Zacharskiego najświeższe fraszki i wiersze- „NACZELNIK”

. NACZELNIK .   Hasło mi mówi, że wyłącznie lepsi Z lubością piją popularną pepsi. Ma pan Kaczyński otwarty rachunek, On szczególnie zasłużył na powyższy trunek, On swoich ludzi ochrzani, opieprzy, Bo on jest lepszy, a nawet najlepszy, On rządzi krajem, on krajem trzęsie, Odebrał dwa Noble-Tokarczuk, Wałęsie, On o wszystko zadba, spokojna głowa, A […]