Biblioteka Lewicy

Skończyć z dziadostwem na Lewicy

.

Grzegorz Wojciechowski

.

Skończyły się już wybory prezydenckie, wiadomo było w jaki sposób będą one przebiegały, dla nikogo rozsądnego nie było tajemnicą w jakiej atmosferze się odbędą i jakich środków użyje rządząca partia, aby to jej kandydat je wygrał. Jeśli ktoś myśli, że następne, czyli parlamentarne, będą przebiegały inaczej, to jest człowiekiem naiwnym i na pewno do polityki się nie nadaje.

Lewica wystawiła dwóch kandydatów, obaj osiągnęli wynik nad wyraz słaby, chociaż w przypadku pana Witkowskiego, już sam fakt zebrania wymaganej liczby podpisów jest dużym sukcesem, który trzeba przyjąć z szacunkiem i uznaniem.

Cechą Lewicy w Polsce jest jej polityczne rozdrobnienie, co niewątpliwie może być uznane za słabość, ale czy na pewno?

Może właśnie ta różnorodnoć politycznych odcieni Lewicy może być również jej siłą?

Uważam, że wszelkie działania zmierzające do zjednoczenia partii lewicowych w Polsce mogą stać się bardzo szkodliwe i w konsekwencji osłabić formację. Właśnie w takim kolorycie,  istnieć może polityczna i intelektualna atrakcyjność.

Natomiast niewątpliwie istnieje potrzeba wypracowania nowych form współdziałania pomiędzy partiami, mimo różności poglądów w wielu kwestiach. Jest również oczywiste, że Lewica do wyborów musi iść razem – to dogmat, który nie może być dyskutowany, inna droga prowadzić może wyłącznie do katastrofy wyborczej.

Ostatni maraton wyborczy: eurowybory, wybory samorządowe, wybory parlamentarne, sasinada i wybory prezydenckie obnażyły wiele słabości Lewicy jako formacji, bez przezwyciężenia których nie da się zbudować silnej i stabilnej politycznie lewicowej formacji.

Dziś widać wyraźnie, że bez własnych silnych mediów nie ma co szukać w dużej polityce i najwyżej można jedynie pętać się gdzieś na jej obrzeżach.

Tragedia lewicy polega na tym, że nie ma wśród wielu działaczy świadomości, że trzeba podjąć trud ich budowy, oczywiście obliczony na wiele lat. W mediach Lewica istnieje incydentalnie, jest wprawdzie kilka, czy też kilkanaście tytułów, ale są one skierowane ze względu na swój charakter do niewielkiej grupy ludzi, i maja raczej charakter publicystyczno – teoretyczny. Fajnie, że są, ale to o bardzo wiele za mało.

Nasi, często starsi koledzy odchodząc kilkanaście lat temu od władzy pozostawili Lewicę gołą, ale bynajmniej nie wesołą lecz smutną. Popatrzmy na pisowskie media, oparte w dużej mierze na strukturze kościelnej: TV Trwam, TV Republika, Radio Maryja, wiele prawicowych tygodników i kilka dzienników. No i oczywiście przywłaszczone sobie media publiczne. To ogromna siła medialna, dzięki której wygrywają kolejne już wybory.

Po drugiej stronie naszego nieszczęsnego politycznego układu znajdują się media związane ideowo z Platformą Obywatelską: TVN, Gazeta Wyborcza, Newsweek. To mniejsza, ale również duża siła politycznego oddziaływania.

Nic więc dziwnego, że polska scena polityczna została skonstruowana na zasadzie duopolu, to właśnie te grupy medialne ją tak współtworzą i wciąż pogłębiają ten podział.

Wszyscy wiemy, jak bardzo jest on szkodliwy i jakie będzie miał dalsze konsekwencje dla polityki. Wszelkie próby stworzenia „trzeciej siły” wciąż kończą się fiaskiem, ponieważ budowane są na podstawie portali społecznościowych w internecie. Przykład: Ruch Palikota, Kukiz 15, Wiosna, KOD czy też obecnie środowiska skupionego wokół Szymona Hołowni, dowodzi że w ten sposób zbudować można jedynie „polityczny meteor”, który przemknie po naszym politycznym niebie korzystając z efektu świeżości, po czym zniknie gdzieś w przestworzach , pozostając już tylko wspomnieniem i zawiedzionymi nadziejami wielu ludzi.

Kto więc dalej myśli, że dzięki mediom społecznościowym zbuduje silną i trwałą formację polityczną jest naiwny aż do granic politycznej głupoty. Media społecznościowe obejmują swoim zasięgiem jedynie część elektoratu i to bynajmniej nie największą. Dziś widać wyraźnie, że Duda wygrał wybory w dużej mierze dzięki temu, że głosowali na niego ludzie, którzy nie tylko nie mieli kont na tych portalach, ale w dużej mierze nawet nie potrafią włączyć komputera ( ludzie starsi + 70 ). Trzeba szukać do nich innych sposobów dotarcia, zakładając, że publiczna TV będzie dalej tworzyła im wyobrażenie o świecie według wizji PiS.

Załóżmy, że stworzymy nawet fantastyczny program, który ma realne podstawy powodzenia i uszczęśliwić miliony ludzi, rozwiąże wszystkie bolączki współczesnej Polski, i co z tego? W jaki sposób dotrzemy z nim do wyborców, w jaki sposób go zaprezentujemy? Korzystając gościnnie z TVN, TV Polsat? Mało realne.

Lewica musi zacząć budować własne środki masowego przekazu, aby przedstawiać swoją alternatywną prawdę o tym co dzieje się w Polsce.

Już dziś widać, że ludzie w wioskach na wschodzie kraju operują zbitka pojęciową, którą wtłoczyła im TVP.

Może należy wyjść z inicjatywą, aby w połączeniu z innymi opozycyjnymi partiami zacząć wydawać bezpłatny wielonakładowy tygodnik, bądź miesięcznik, gdzie będzie informowało się ludzi o tym co w Polsce dzieje się naprawdę i kolportowało go w lubelskiem, podkarpackiem, świętokrzyskiem, małopolskiem, podlaskiem oraz w innych lokalnych zagłębiach PiS.

Przed II turą wyborów zrobiła to „Gazeta Wyborcza”, ale było to zrobione fatalnie. Proces uświadamiania społeczeństwa musi być ciągły, a nie aktem jednorazowym.

Obecnie Szymon Hołownia stwierdził, że będzie dalej kontynuował swoją polityczna misję, która ma się zakończyć powstaniem nowej partii politycznej, która weźmie udział w następnych wyborach parlamentarnych, ale na razie będzie dążyć do budowy własnego ośrodka analiz społecznych.

Nie wyobrażam sobie, jak we współczesnym świecie polityki można działać skutecznie nie mając takiej agendy. Wniosek: my jako Lewica uprawiamy polityczne chałupnictwo. Stworzenie takiego ośrodka analiz jest podstawowym warunkiem funkcjonowania we współczesnej polityce i to jest kolejne ważne zadanie Lewicy do wykonania i to natychmiast, tak, abyśmy przy następnych wyborach mogli już korzystać z efektów jego pracy, a nie poruszać się w polityce w dużej mierze na oślep.

Kolejnym problemem Lewicy są kadry i ich kształcenie. Spójrzmy znowu w prawo i zobaczmy co się dzieje w Toruniu. Tam stworzono wylęgarnie prawicowych fanatyków. Nie chodzi o to, abyśmy i my stworzyli taką wylęgarnię, tylko że lewicowych fanatyków. Chodzi o to, abyśmy mogli mądrze kształcić ludzi, abyśmy budowali własne zaplecze naukowo-badawcze i dydaktyczne, gdzie rodziłyby się nowe idee, koncepcje i wizje nowego świata i społeczeństwa, Gdzie można by spotkać ludzi, którzy potrafią objaśnić mechanizmy gospodarki światowej, a nie jakiegoś profesora ekonomi politycznej, jakim jest pan Balcerowicz, który nie rozumie, że polityka ekonomiczna ma ogromny wpływ na poglądy i zachowania polityczne społeczeństwa.

Twierdzę, że musimy podjąć trud budowy własnej wyższej uczelni – „Uniwersytetu Nauk Ekonomiczno – Społecznych” im Polskiej Partii Socjalistycznej, która byłaby takim zapleczem i intelektualnym sercem Lewicy.

Uważam, że trzeba zaangażować w ten proces wielu byłych polityków Lewicy. Mamy przecież co najmniej kilku byłych premierów, wicepremierów i dziesiątki byłych ministrów, ba mamy nawet byłego prezydenta, który swój urząd sprawował przez dwie kadencje i Polsce nie wyrządził żadnej szkody. Wiedza, doświadczenie i kontakty tych ludzi to ogromny kapitał, który trzeba wykorzystać do budowy takiej uczelni, ale również i do budowy całej infrastruktury, która by służyła Lewicy.

Pora skończyć z dziadostwem na Lewicy i zabrać się do mądrej pracy, aby stworzyć silną nowoczesną i postępowa formacje polityczną.

I na koniec jeszcze jedno, spójrzmy wstecz i przyjrzyjmy się jak działała Polska Partia Socjalistyczna, ile wokół niej działało afiliowanych organizacji pracujących na rzecz jej wyborców i całego społeczeństwa. Czasy są na pewno inne, ale koncepcja taka jest słuszna.

Lewica musi obrosnąć właśnie w takie organizacje, jak mawiał mój szef, doc. Wacław Mejbaum:  „jak świnia w tłuszcz”. Nie jestem jednak do końca przekonany, czy te postulaty znajdą uznanie na Lewicy, jak zdołałem się przekonać jest wielu ludzi, którzy zastanawiają się ciągle – co robić, aby nic nie zrobić i ładnie to uzasadnić.

Jeśli nie zaczniemy budować swojej lewicowej infrastruktury i własnego zaplecza intelektualnego, to skończymy jako formacja na śmietniku historii.

O sprawach programu i taktyki bieżącej walki politycznej niebawem.

 

.

Listek figowy i genitalia demokracji. Destyropianizacja czyli taczki dla władzy

Inne z sekcji 

Nasi okupanci – List Biskupów

. Tadeusz Boy-Żeleński . DZIEWIĘCIU biskupów wydało list pasterski w sprawie projektu nowego kodeksu karnego (w szczególności art. 231) oraz w sprawie poradni Świadomego Macierzyństwa. List ten nastręcza mi parę uwag.  Jedną ze zdobyczy współczesności jest oddzielenie religii od spraw politycznych. Bardzo niewyjaśniony jest natomiast zakres ingerencji kleru do spraw społecznych. Raz po raz, kiedy […]

Tadeusz Boy-Żeleński. Nasi okupanci

. Jak niewiele się w Polsce zmieniło przez ostatnie prawie sto lat. Warto przeczytać, jakże wciąż niestety, aktualny felieton Boya. Zachęcamy do lektury. Redakcja . Tadeusz Boy-Żeleński. Nasi okupanci.   Termin użyty w tytule nasunął mi się, kiedy czytałem enuncjację ks. prymasa Hlonda. Istotnie, kiedy się czyta ten list w sprawie nowej ustawy małżeńskiej, przechodzący […]