Artykuły

Pamiętnik z wojny na San Domingo

.

 

PAMIĘTNIKI JAKUBA FILIPA KIERZKOWSKIEGO. KAPITANA WOJSKA FRANCUSKIEGO, KAWALERA KRZYŻA LEGII HONOROWEJ,  A NA OSTATKU  MAJORA  WOJSKA  POLSKIEGO 1831 ROKU,  WARSZAWA 1903.

.

       Przybijamy do San Domingo. Wylądowanie i walki nasze z murzynami. Generał Leclerc dowódca na San Domingo umiera, Rochambeau następca tyrana. Dessalines i Krzysztof jenerałowie przechodzą do murzynów, którzy dopuszczają się okrucieństw na Polakach i Francuzach. Druga wyprawa polska ginie od kul i chorób. Niedobitki polskie wracają do Europy.

Do opatrzeniu w żywność naszej floty, wyruszyliśmy w dalszą drogę, a przy pomyślnym wietrze w 36 dni stanęliśmy w San Domingo śród lata 1802. Dla nas było przeklęte Domingo, gdzie nam grób Napoleon w przeciągu sześciu miesięcy wykopał. Niebo mu wypłaciło wet za wet, bo i jemu na wyspie grób wykopano. Gdy podpłynęliśmy pod San Domingo, ujrzeliśmy owe okropne góry, nasze przyszłe groby.

.

Cap Français w 1802 r.

.

Wybiegł naprzeciwko nas pilot o jednym żaglu z rozkazami od jenerała naczelnie tam dowodzącego Leclerc’a do naszego szefa brygady Bernard’a i wprowadził nas do portu Cap Français. Na przywitanie nowego posiłku dawano z armat kilkadziesiąt wystrzałami ognia. O godzinie 10-ej przed południem zarzucono kotwice; cały ten dzień pozostaliśmy na statkach, odmieniono żołnierzom mundury, wszystko co sukiennego pozdejmowano, a płócienne spencery i pantalony na siebie pobraliśmy, oficerowie nankinowe wdziali. Gdy się ściemniało, pierwszy batalion pod komendą szefa batalionu Wodzińskiego wylądował w Cap Français i tej samej nocy poszedł do ataku, dla deblokowania Francuzów, którzy byli otoczeni naokoło przez murzynów; trzeci batalion nasz wylądował w Borgno i przededniem atakowaliśmy murzynów z drugiej strony, gdzie byli Francuzi blokowani. Drugi batalion popłynął do Port au Prince i tam wylądował; zaraz od miasta tego odpędzili Polacy murzynów.

.

Generał Henri Christophe, późniejszy król Haiti

.

Jenerał Dessalines i Krzysztof byli dowódcami kilkunastu batalionów czarnych, którzy służyli rzeczypospolitej francuskiej. Wiedzieli oni dobrze, że klimat Europejczykom nie służy, bo przez jeden dzień więcej zginęło i zmarło białych, niżeli przez jeden miesiąc czarnych. Z tego powodu czarni, będący w służbie francuskiej, przechodzili na stronę wojsk murzynów, i tym sposobem wzmacniały się ich siły, a francuskie coraz bardziej osłabiały, a posiłków z Francyi mało co przychodziło. Jenerał Leclerc, szwagier Napoleona, umarł na żółtą febrę. Małżonka jego kazała nabalsamować ciało jego i zabrała je z sobą na fregacie do Europy. Po nim odebrał komendę generał dywizyi Rochambeau, największy łotr z pomiędzy Francuzów. Kazał w nocy wsadzić na statki murzynów starych i małe dzieci, odpłynąć od wyspy na morze o parę mil drogi i w morzu potopić. Trupy, których ryby nie pojadły, powyrzucały bałwany morskie na ląd San Domingo. Pospólstwo czarnych spostrzegłszy owych trupów, rozjątrzone na białych, zaczęło białych nawzajem wyżynać i żywcem palić. Z tego wywiązała się wojna barbarzyńska. Dessalines i Krzysztof jenerłałowie przeszli na stronę czarnych, nasz batalion był pod komendą jenerała Krzysztofa. Rozłożony był po jednej kompanii i po dwie między górami. Okopani byliśmy na stanowiskach mocnych, gdzie nas murzyni atakowali. Ja stojąc z moją kompanią w górach, nie daleko forteczki Mollo zwanej, dostałem rozkaz, abym z mojej kompanii wysłał z porucznikiem Sangowskim połowę ludzi na rekonesans. Dano dwóch przewodników murzynów do prowadzenia połowy mojej kompanii. Sangowski porucznik nie był to człowiek roztropny, przydałem mu więc feldfebla, niejakiego Ruszkowskiego, na którego więcej liczyłem niźli na Sangowskiego. Wymaszerował z ta komendą, wysłał awangardę z jednego kaprala Kierestyni i 8 ludzi i przydał jednego przewodnika murzyna. Awangarda szła dobrze tak jak przewodnik prowadził, za którą porucznik Sangowski miał maszerować. Gdy awangarda daleko była od porucznika Sangowskiego, on wszedł na dwie ścieżki: przewodnik wskazywał tę samą ścieżkę, którą awangarda szła. Sangowskiemu coś do głowy przyszło, że nie wierzył przewodnikowi, ani nie zważał na przedstawienia feldfebla, że nawet znać naszą awangardę. Tak się uparł, że przeciwna ścieżką się puścił i wszedł pomiędzy góry, na których murzyni się zaczaili, otoczyli go na około i wyrżnęli pół kompanii, tylko jeden żołnierz przypadkiem rzuciła się w tę stronę gdzie awangarda była,. Ta się zatrzymała słysząc strzelanie. Potem się wróciła na powrót i ten żołnierz dobiegł awangardy. Sangowski sam wpadł w wąwóz zarośnięty tatarakiem, schował się w łabuzie, że go czarni nie znaleźli, gdyż byli zajęci znęcaniem się nad Polakami. Żywcem ich do drzewa przywiązywali, uszy, nosy obrzynali, a potem ogień podkładali pod drzewem i naszych piekli.

.

Scena z wojny na San Domingo.

.

Kierestyni kapral powrócił z swoją awangardą i zdał mi raport. Posłałem czym prędzej do Borgno i doniosłem generałowi komenderującemu, że połowa mojej kompanii z porucznikiem Sangowskim zginęła. Generał komenderujący rozkazał z kilku punktów wojsku w to miejsce dotrzeć, z Borgno przyszła do mnie jedna kompania Francuzów, a z forteczki Mallo jeden batalion z pułku francuskiego. Połączyliśmy się tak, że o jednej godzinie stanęliśmy na pobojowisku, znalazłszy trupy, gdzie jeszcze ogień tlił się z ubiorów i owego poczciwego feldfebla Ruszkowskiego żywcem spalono.

Żołnierze nasi, szukając wody do picia, znaleźli porucznika Sangowskiego ledwie jeszcze żywego. Zaraz mu dano posiłek; przyszedł do siebie i powrócił z nami, a murzyni, obawiając się, żebyśmy ich nie otoczyli, opuścili swoje stanowisko i cofnęli się tak, żeśmy z nich żadnego nie spotkali. Sangowski zaraz zachorował i z tego umarł. Na niego wyznaczono już poprzednio sąd wojenny, co jeszcze żadnego Polaka nie spotkało.

Gdy jenerał Krzysztof postanowił przejść na stronę murzynów, był naszym dowódcą. Jednego już dnia ułożyli sobie plan, Dessalines z Cap Français a Krzysztof z Borgno. W dzień przejścia swego Krzysztof jenerał wyszedł na góry sam piechotą dla obejścia pocztów ostatnich, na których stali Polacy. Podporucznik Pretwicz, z 30 ludzi na pikiecie ostatniej stojący, przybiegł do niego. Jenerał Krzysztof rozkazał Pretwiczowi ściągnąć wszystkie swoje poczty i za sobą maszerować, mówiąc, że na rekonesans pójdą. Widział podporucznik Pretwicz przed sobą swego dowódcę, musiał jego rozkazy wypełnić. Podporucznik Pretwicz kazał podoficerowi, aby z 4 ludźmi szedł w awangardzie, nie oddalając się za daleko od jenerała, który już wzbronił, aby awangarda nie dawała ognia wprzódy do murzynów, boby może do swoich strzelili, którzy od Cap Français mają tu wyjść na rekonesans. Gdy już podeszła awangarda niedaleko widety nieprzyjacielskiej, zatrzymał się podoficer, aż nadszedł jenerał z podporucznikiem Pretwiczem. Oznajmił Pretwiczowi, że tu już stoi pikieta nieprzyjacielska. Jenerał na to oświadczył, że potrzeba dotrzeć i przekonać się o nieprzyjacielu, ponieważ jenerał Dessalines idzie od Cap Français. Dlatego też nie mamy strzelać do murzynów, aż oni pierwsi zaczną, bo wtenczas dopiero przekonamy się, że to nieprzyjaciel. Polacy uwierzyli Krzysztofowi, ruszyli naprzód, ale widząc, że to nieprzyjaciel, zabierali się do strzelania. Jenerał nie dał atoli strzelać. Murzyni, wiedząc o jego przybyciu, stanęli pod broń. Krzysztof powiedział do Pretwicza, że to są nasi, a sam dał znak chustką, że przybywa według umowy. Murzyni zaczęli krzyczeć: „niech żyje Krzysztof!” i przybiegli, widząc, że nasi do nich nie strzelali. Otoczyli wokoło naszych biednych 30 Polaków i chcieli ich zaraz mordować. Pretwicz prosił jenerała Krzysztofa, aby im życie darowali i jako niewolników uważali. Przyrzekł Krzysztof i rozkazał czarnym, aby żadnej przykrości nie robili Polakom. Murzyni też odstąpili, ale zabrali naszym broń i ładunki i przez noc ich pilnowali. Nazajutrz przywołał Krzysztof podporucznika Pretwicza do siebie i rzekł: „Ja was wymienię za muzykę murzyńską, pozostałą w Cap Français, ale wyślij jednego żołnierza polskiego z moim listem do jenerała Rochambeau”. Pretwicz wysłał więc żołnierza z listem i od niego dowiedzieli się nasi o losie towarzyszów.

.

Generał de Rochambeau na San Domingo

.

Jenerał Rochambeau odpowiedział, że nie odda muzyki murzyńskiej, a Polaków niech sobie zatrzymają. Rochambeau był tyranem nie tylko czarnych, ale nawet Polaków, których na okrutne męczarnie i śmierć oddał. Z nich żaden nie powrócił, a wojnę zaciętą dalej prowadzono. Francuzi opuścili stanowisko koło Borgno, ambarkowali nasze niedobitki na fregaty i do Cap Français przewieźli, resztę zaś batalionu naszego postawili w cytadeli Petittans, gdzie najzaraźliwsza choroba panowała i na nią wielu zmarło.

Pod Cap Français na nowo murzyni z gór awansowali, przed samym dniem atakowali Francuzów i resztę Polaków z I-go batalionu, gdzie pomiędzy Francuzami i Polakami stanął jeden batalion murzynów, który jeszcze nie przeszedł do swoich. Gdy się zaczęło strzelanie, wysypało się z gór. mnóstwo murzynów. Wtem murzyni, co służyli u Francuzów, dali ognia na prawe skrzydło do Francuzów a druga połowa na lewe skrzydło do Polaków i sami przeszli do murzynów. Francuzi cofali się pod armaty, które z cytadeli strzelały do murzynów, a kapitan Krzyszkowski z swoją kompanią odcięty cofał się nad morzem do małego opuszczonego domku. Czarni otoczyli ów dom. Polacy bronili się do ostatniego ładunku. Francuzi nie dali im żadnej pomocy. Murzyni podpalili dom a z nim padła ofiarą reszta niedobitków z całej naszej brygady polskiej. Później przypłynęła wyprawa druga Polaków z pod komendy Aksamitowskiego pułkownika, który pozostał w Europie, i ta wylądowała do Port-au-Prince. Nieboracy! Z tych dwóch brygad powróciło nas kilkunastu oficerów, a może 150 żołnierzy i podoficerów.

.

Voodoo – religia buntu czarnych niewolników na Haiti

Rewolucja na Haiti. List gen. T. Louverture do Dyrektoriatu Republiki Francuskiej

 

Inne z sekcji 

Strajk kobiet. Wrocław 26 października 2020 r.

. Grzegorz Wojciechowski . Wczoraj ( 26. 10 2020 ) we Wrocławiu miał miejsce bodajże największy protest społeczny w historii stolicy Dolnego Śląska. Według informacji prasowych ( „Gazeta Wyborcza” ) wzięło w nim udział około 60 – 70 000 ludzi, w zdecydowanej większości młodzieży w wieku studenckim. Byłem jednym z uczestników tego wydarzenia i ze […]

Chwila Liryki. Odsłona druga. Octavio Paz

. Jan Chudy .   Przed zaduszkowy czas niewątpliwie sprzyja refleksjom egzystencjalnym . Zygmunt Freud w „ Aktualne uwagi o wojnie i śmierci „ z 1915 r. pisał : … śmierć jest nieuniknionym kresem wszelkiego życia , że każdy z nas winien jest naturze śmierć , i powinien być przygotowany na zapłacenie tego rachunku , […]