Artykuły

Opowieści Wojciecha Macha. Biznes i cinkciarze

.

    Wojciech Mach

.

Na moich imprezach, szczególnie w legendarnej kawiarni Monopol, obok zwykłych zjadaczy chleba pojawiali się różni naciągacze i „zwykli” cinkciarze. Niektórzy z nich w ramach tradycyjnej Poczty Balowej prosili o odczytanie swych ofert typu „powracającemu z zagranicy sprzedam złotówki”. Ja zaś wyjaśniałem różnicę między dolarem a złotówką : dolar oparty jest na złocie natomiast złotówka na cynie… społecnym.

W pamiętnych kryzysowych latach osiemdziesiątych po biurach wędrowały babcie i przy urzędniczych biurkach konspiracyjnym szeptem informowały: „wieprzowina, kiełbasa domowa, cielęcinka”. Na ulicy, za przysłowiowym rogiem, stał niepozorny, prywatny samochód z zapasami takowych specjałów jako gastronomiczne zaplecze – uzupełnienie deficytowego towaru dla owych handlujących babć. A jaka to była później frajda i radość gdy oficjalnie ogłoszono, że do kiełbas nie będzie już dodawana mączka rybna ! Smak wędlin naprawdę momentalnie się poprawił.

Niejednokrotnie kiełbasa zwyczajna bywała wtedy smaczniejsza niż dzisiejsze pseudo wiejskie, rzekomo naturalnie wędzone smakołyki… a przynajmniej zdrowsza, bez ładunku chemii. Dostępne przez pewien okres tylko na kartki wyroby czekoladopodobne charakteryzowały się tym, iż po kilkakrotnym nadgryzieniu wyciągały plomby z zębów. Wielkim dobrem były rolki szarego, często kaleczącego to i owo papieru toaletowego. Zdarzały się przypadki napaści na osobę triumfalnie niosącą wianuszek zwojów tego pożądanego papieru i zabieranie cennego łupu ! Ja np. podrywałem panie na wspólny wieczór przy świecy / często wyłączano przecież prąd / oraz noc z użyciem takiej wymarzonej rolki…

Wszystko to, co było kolorowo opakowane i pochodziło z Zachodu, kusiło i wydawało się najlepsze, niezbędne do codziennej, radosnej egzystencji. M.in. w Hali Targowej przy placu Nankiera oblegano dwa kioski z upragnionymi delikatesami, dostarczanymi tajnymi, nieoficjalnymi kanałami. Wiele osób przychodziło tam chociaż na nie popatrzeć przez szybę. Pojawili się pierwsi operatywni handlowcy – prekursorzy późniejszych biznesmenów. Najpierw towar rozkładali na gazetach, pudłach kartonowych i skrzyniach. Wyższą klasę stanowiły łóżka polowe i maski samochodów. Były tam magnetofonowe kasety Sony, rajstopy, zegarki, czekolady, kawa prawdziwa, kolorowe prospekty reklamowe i czasopisma zachodnie. Sensację stanowiły radia z magnetofonem tzw. jednorazówki oraz radzieckie turystyczne telewizory „Junost”. Jeszcze wcześniej jeżdżono także do Legnicy na tamtejszy półlegalny bazar… Potem pojawiły się stoliki i szczęki oraz przerabiane kioski Ruchu. Później zalała nas fala małych sklepików typu pseudo butik.

We Wrocławiu, w moim rodzinnym osiedlu Zacisze, przy ul. Kochanowskiego super międzynarodową sensację wywołał we wczesnych latach osiemdziesiątych słynny sklep „Pan Jan”. Poniemiecki parterowy baraczek – lokalny sklepik, w 1958 roku uroczyście , w obecności ówczesnych ojców miasta, został otworzony jako społemowski, nowoczesny SAM. Potem w kryzysowych latach 80. jego otoczenie stało się centrum kolejkowych spotkań mieszkańców z wymienianiem plotek i niepobożnych westchnień… I wtedy operatywny, rzutki biznesmen wydzierżawił ten lokal, błyskawicznie przebudował i stworzył nowoczesny wtedy pawilon. W bloku socjalistycznym stał się on pierwszym sklepem wzorowanym na zwykłych zachodnich marketach.

Wybuchła sensacja ! Nawet z dalekich rejonów Polski zjeżdżali do niego klienci. Tłumy gromadziły się od świtu. Zachodnioniemiecki „Der Spiegel” zamieścił obszerny reportaż o tym gospodarczym fenomenie. Przybywały zagraniczne telewizje filmujące kolejki czekających na otwarcie sklepowego raju. Po raz pierwszy mogliśmy skosztować np. owoców kiwi, za niewygórowaną cenę kupić zachodnią czekoladę i prawdziwą kawę oraz być obsługiwanym w kapitalistycznym stylu. Pan Jan otworzył potem jeszcze dwa takie sklepy, m.in. przy Placu Solnym. Wszelkie partyjne siły zaczęły robić wiele aby tylko zniszczyć ów wrzód na ustabilizowanej socjalistycznej gospodarce. Wreszcie po kilku latach udało im się to słuszne tępienie wrogiej inicjatywy prywatnej…

Zamieszanie owo porównywalne było z powstaniem w końcu lat 80. pierwszej prywatnej telewizji „Echo”, najpierw nadającej z dachu akademika przy ul. Wittiga w osiedlu Biskupin. Co się wtedy działo ! Polkat nie nadążał z produkcją kierunkowych anten do jej odbioru. A gdy „Echo” rozpoczęło emisję z wysokiego budynku Poltegoru przy Powstańców Śląskich, poprawiając jakość i zasięg emisji oraz na żywo transmitować mecze żużlowe ze Stadionu Olimpijskiego to wiele osób zaczęło bywać na trybunie głównej po to aby tylko pokazać się w modnej telewizji. Na początku „Echo” relacjonowało codzienne nasze sprawy i sprawki – np. poranną podwórkową kłótnię sąsiadek . A już po południu mogły się one zobaczyć w telewizji ! Dziś z wielkim sentymentem wspomina te czasy pierwszy jej operator – Henryk Jurecki i reporter –         Ryszard Szołtysik. Notabene podobne sensacje były w kwietniu 1967 r., gdy pojawiła się popołudniówka „Wieczór Wrocławia”. Można było rano w parku dostać w mordę i już za kilka godzin z satysfakcją o tym przeczytać w gazecie, stając się bohaterem wśród znajomych !

Na Placu Wolności przez kilka lat działał wielki targ różności i próżności. Następnie mieliśmy mnóstwo afer i przekrętów a społeczeństwo zaczęło się rozwarstwiać – przecież tworzyła się wyczekiwana klasa średnia !

Natomiast dzisiejsi biznesmeni za własne pieniądze budują więzienia – po to aby mieli gdzie siedzieć. Także nie bez powodu na trawniku przed Ministerstwem Sprawiedliwości długo tkwiła tablica z wymownym napisem „Nie deptać prawników !”.

.

Opowieści Wojtka Macha: Wizja wśród spalin

Opowieści Wojciecha Macha. Jak za PRL-u w kinach bywało

Inne z sekcji 

Chwila liryki. Odsłona dwudziesta – Jaroslav Seifert

. Jan Chudy . Jaroslav Seifert , jedyny póki co , Czech nagrodzony – w 1984 roku – Nagrodą Nobla w dziedzinie literatury żył 84 lata ( 1901 – 1986 ) . Najwybitniejszy czeski liryk miał robotnicze korzenie a w latach dwudziestych należał do Komunistycznej Partii Czechosłowacji z której go usunięto w 1929 roku za […]

Wiersze Jana Zacharskiego: „Sojusznik”

Flaga Republiki San Escobar . Jan Zacharski . Sojusznik . Wbrew czarnowidzom, nie wydaje mi się, By się nasza dyplomacja znalazła w kryzysie, Z dyplomatycznych zabiegów wyraźnie wynika, Że potężnego w świecie mamy sojusznika. Cenny nam Waszczykowski ofiarował dar, Odkryte przezeń państwo to San Escobar, W wyniku czego, jasno przyznać muszę, Są nasze oba państwa […]