Artykuły

„Nie strzelaj i wracaj natychmiast do wczoraj nam jeszcze kochanej Polski”

Grzegorz Wojciechowski

Jan Janusz Akielaszek

Braterska Pomoc” 1968. Smutny chichot historii.

Oficyna Wydawnicza „W Kolorach Tęczy” – Jan Akielaszek

Wrocław 2016, ss. 80.

   Dwa lata temu minęła okrągła 50 rocznica interwencji wojsk Układu Warszawskiego w Czechosłowacji,  w ostatnich kilku latach ukazało się kilka wartościowych pozycji dotyczących tragicznego losu „Praskiej Wiosny”. Niewątpliwie stosunkowo najbardziej ciekawa jest praca czeskich historyków „Inwazja na Czechosłowację 1968. Perspektywa rosyjska” w przekładzie Aleksandra Kaczorowskiego wydana w Warszawie w 2015 roku. Rok wcześniej, nakładem „Bellony” ukazały się wspomnienia polskiego oficera dowódcy plutonu czołgów Tadeusza Oratowskiego „Czołgiem na Czechosłowację”. Książka szczególnie ważna bowiem pisana przez bezpośredniego uczestnika agresji, stanowiąca więc cenny dokument historyczny, tym bardziej, że polscy żołnierze, którzy uczestniczyli w inwazji bardzo rzadko i niechętnie wspominają tamte trudne dni, w jakich przyszło pełnić im tą wyjątkowo przykrą misję.

    Na przełomie roku 2016 i 2017 ukazała się nowa książka, w której znany wrocławski dziennikarz  Jan Akielaszek wspomina swoje przeżycia jako korespondenta wojskowego, z okresu pobytu u naszych południowych sąsiadów. Ta niewielka objętościowo pozycja to głównie wspomnienia z czasu służby wojskowej i pracy w redakcji gazety Śląskiego Okręgu Wojskowego „Żołnierza Ludu”.

    J.  Akielaszek, opisuje zarówno swoje osobiste wspomnienia , bardzo luźno związane z tematem, jak też te z pobytu w Czechosłowacji, jest też cześć, która niejako wprowadza czytelnika w polityczne przyczyny interwencji państw Układu Warszawskiego.

     Niewątpliwie najbardziej wartościowe są te fragmenyty, w których  opowiada o stosunku ludności Czechosłowacji do żołnierzy wojsk okupacyjnych oraz wpływu tych wydarzeń na świadomość polityczną wielu uczestniczących w niej Polaków.

    Szkoda, że autor przytacza stosunkowo mało informacji na temat samej operacji „Dunaj” i udziału w niej Wojska Polskiego, zasadne jest więc przytoczenie kilku podstawowych danych, których niestety w książce brakuje.

    Udział Wojska Polskiego został już w historiografii dobrze opisany w bardzo kompetentnej pracy Leszka Pajórka „Polska a „Praska Wiosna”. Udział Wojska Polskiego w interwencji zbrojnej w Czechosłowacji w 1968 roku”, wydanej w Warszawie w 1998 roku, której współwydawcą był Instytut Historii Akademii Obrony Narodowej. Szkoda, że J. Akielaszek nie odwołuje się do niej, gdyż wzbogaciłoby to znacznie jego wspomnienia o wiele szczegółowych informacji.

    Dane dotyczące liczebności użytych sił wojsk Układu Warszawskiego w różnych źródłach nie są jednakowe. Przyjmuje się, że do kraju naszych południowych sąsiadów wtargnęło około 400 000 żołnierzy ZSRR, Polski, Węgier, NRD i Bułgarii, nie  uczestniczyły w niej rumuńskie siły zbrojne, przywódcy tego państwa wyraźnie odcięli się od interwencji.

     W operacji „Dunaj”, która rozpoczęła się w nocy z 20 na 21 sierpnia 1968 roku wzięło udział około 26 000 polskich żołnierzy z 2 Armii Wojska Polskiego, główną siłą uderzeniową stanowiły jednostki 10 Dywizji Pancernej. Polacy mieli za zadanie okupowanie obszaru 20 464 km2, szczególnie rejon Hradec Kralowe, Pardubic i Mlada Bolesław. Jak było to wielkie przedsięwzięcie, świadczy fakt, że Wojsko Polskie użyło w tej operacji 647 czołgów, 566 transporterów opancerzonych, 191 dział i moździerzy, 84 działa przeciwpancerne, 96 dział przeciwlotniczych, 4798 samochodów i 36 śmigłowców. Dowódcą polskiego korpusu był gen. Florian Siwicki.

     Operacja pociągnęła  za sobą ofiary wśród żołnierzy polskich, zginęło ich 10, w większości przyczyną było nieostrożne obchodzenie się z bronią.

     Już w pierwszym dniu inwazji to jest 21 sierpnia zginęło ich dwóch: jeden został przygnieciony przez zwalone przez czołg drzewo, drugi zaś wyniku upadku czołgu z wiaduktu; 3 września polski żołnierz zastrzelił swojego kolegę; 7 września zanotowano przypadek samobójstwa, w październiku polski pojazd zderzył się z pociągiem, w wyniku tej kolizji śmierć poniósł kolejny żołnierz.

    Tam, gdzie jest wojsko, tam zawsze jest alkohol i właśnie on stał się przyczyną największej tragedii z udziałem polskiego żołnierza. 7 września w miasteczku Jićin, na dość ruchliwym skrzyżowaniu ulic, pijany polski szeregowiec otworzył z kałasznikowa ogień do przechodzących ulicą ludzi. Zabił dwie osoby 56-letnią kobietę Zdenkę Klemesovą i 24-letniego mężczyznę Jarosława Veselego, pięć innych osób zostało rannych , w tym dwóch polskich żołnierzy. Szeregowiec został postawiony przed sądem doraźnym i skazany na karę śmierci; wyrok wykonano w obecności przedstawicieli władz czechosłowackich. Po 1989 roku na miejscu tego zdarzenia postawiono pomnik dla uczczenia pamięci ofiar.

   We wspomnieniach znajduje się wiele opisów sytuacji bardzo dramatycznych, pełnych napięcia, z którymi trzeba było dawać sobie radę. Stosunek Czechów i Słowaków do okupantów musiał być bardzo negatywny, ale nie dochodziło z ich strony do aktów fizycznej agresji w stosunku do polskich żołnierzy, raczej starali się oni oddziaływać na ich świadomość. Właśnie o jednej takiej sytuacji autor pisze:

„ Ja, wraz z dowódcą 10 Dywizji przeniosłem się do 13 pułku czołgów, którym dowodził, jeśli dobrze pamiętam podpułkownik Kapusta. On właśnie w pewnej chwili został zamknięty w jednym z miasteczek – chyba dwie kompanie wraz z wozami dowodzenia pułków. Młodzież, dorośli, wchodzą na czołgi, dają żołnierzom piwo i kanapki, proporczyki wpinają nam w mundury tasiemki z barwami flag Czechosłowacji. Przekonują, że ten nasz wjazd jest wielkim nieporozumieniem. |Pułk jest zaklinowany! Nie wiadomo co robić. Stoją ludzie, żywa zasłona…Nasi chłopcy szybko ich odgarnęli. Pamiętam, że obok kościoła, boczną drogą, pododdziały zostały wyprowadzone z tego miasteczka. Odetchnęliśmy, że nic się nie stało, a rozkaz był jeden: broni używać tylko w ostateczności.

     Na trasie 10 Dywizji jakieś dwa czeskie oddziały, dwa pułki haubic, prysnęły do lasu. Jednak po krótkich pertraktacjach wróciły do koszar. To był dramat czeskich oficerów i żołnierzy.” ( s. 39-40 )

     Dużo miejsca J. Akielaszek poświęca problemowi przemian w świadomości politycznej, nie tylko prostych żołnierzy, ale również i kadry zawodowej Wojska Polskiego, wielu z nich zaczęło coraz bardziej dostrzegać, że coś z tym „socjalizmem jest nie tak”, stając się bardziej krytyczni wobec oficjalnej propagandy, chociaż nie wyrażali publicznie swoich wątpliwości. Nie minęło dwa lata, jak wojsko przeżyło kolejną tragedię, zostało bowiem użyte do tłumienia protestów polskich robotników na Wybrzeżu.

     Autor swoją książkę kończy interesującą konkluzją, która odnosi się do wydarzeń jakie rozegrały się w Polsce przed 13 grudnia 1981 roku.

  „ Gdyby do Polski weszli Rosjanie i Niemcy oraz armie innych krajów, doprowadziłoby to do krwawej jatki. Z całą pewnością niektóre jednostki naszego wojska odmówiłyby posłuszeństwa.

     Pamiętam, że przed stanem wojennym do brygady Katowickiej Obrony Terytorialnej Kraju przyjeżdżali Czesi, ponieważ czescy towarzysze aż nogami przebierali, aby wejść do Polski i zrewanżować się za 1968 rok. Zastępcą dowódcy 10 Dywizji był znakomity żołnierz legenda, podpułkownik Marian Skorupa. Został zdjęty za to, że powiedział Czechom wprost:

– Kurwa, jak wejdziecie tutaj na metr, to moja dywizja was rozpieprzy!

     Pojawił się jakiś „życzliwy”, który uprzejmie o tym doniósł i utrącił karierę znakomitego oficera.” ( s. 71 )

     Zasadne jest pytanie, na które w książce nie ma odpowiedzi z uwagi na jej osobisty wspomnieniowy charakter: „Czy Polska mogła podobnie jak Rumunia odciąć się od tej awantury i nie przyłączyć się do inwazji?”

    Dość potocznie uważa się, że udział Polski w operacji „Dunaj” był wyłącznie wynikiem polskiego serwilizmu wobec Związku Radzieckiego, wynikającego z jego przewagi militarnej i gospodarczej nad naszym krajem, popartym ideologiczną tożsamością obu partii komunistycznych. Taki pogląd jest jednak niezwykle uproszczony i nie dotyka on pełnej istoty przyczyn politycznej zależności od ZSRR. W tym czasie jednym z podstawowych filarów polskiej racji stanu, był problem uznania i bezpieczeństwa polskiej granicy zachodniej. Jak wiadomo umowy poczdamskie odsyłały sprawy prawnego uregulowania polskiej granicy zachodniej do rozstrzygnięcia przez konferencje pokojową, która jednak się nie odbyła. Było to z punktu widzenia prawa międzynarodowego dla Polski mało korzystne i politycznie niebezpieczne. Europa okresu „zimnej wojny”, to nie Europa końca XX wieku, to dwie całkiem różne filozofie polityczne. Do czasu podpisania układu pomiędzy Polską a Republiką Federalną Niemiec z 7 grudnia 1970 roku, tereny polskich ziem zachodnich i północnych miały politycznie bardzo niepewny status. Jednak niemiecki Trybunał Konstytucyjny później uznał, że nie dotyczy to w przyszłości zjednoczonych Niemiec. Żaden z zachodnich polityków z wyjątkiem gen. de Gaullea nie odwiedził przecież Wrocławia, Szczecina, czy Gdańska, był to akt polityczny , który można uznać za ewidentnie wrogi i nie sprzyjający Polsce. Dialektyka „zimnej wojny” polegała między innymi na tym, że to również Zachód poprzez swoje działania, jak chociażby wobec polskich ziem zachodnich, sam wpychał w „ramiona” ZSRR Polskę, mocarstwo to stawało się bowiem jedynym gwarantem dla naszej zachodniej granicy. Rozluźnienie stosunków Czechosłowacji z blokiem socjalistycznym, osłabiało ten polityczny układ i wzmacniało przeciwny. Nawet gdyby wśród polskiego przywództwa politycznego istniała chęć przeciwstawienia się inwazji na Czechosłowację, to byłoby z punktu widzenia polskiej racji stanu bardzo mało rozsądne. Polska nie z własnej winy stała się zakładnikiem Jałty i Poczdamu i musiała tkwić w tym chorym politycznie układzie. Słusznie ktoś zauważył, że choć uczestnictwo Polski w agresji było politycznie nikczemne, to jednak było zgodne z naszą racją stanu.

     Jak wiele musiało się stać w Europie i ZSRR w ciągu następnych ponad dwudziestu lat, aby zmieniła się cała Europa. Nie tylko Związek Radziecki musiał przejść przez epokę Gorbaczowa, ale musiała również zmienić się i Zachodnia Europa z tej „zimnowojennej”, stając się Europą wspólnym domem wielu narodów, to całkiem inna polityczna filozofia niż ta z okresu lat sześćdziesiątych, problem polskiej granicy zachodniej upadł wówczas praktycznie samoistnie, stając się nie pasującym do nowych warunków anachronicznym reliktem.

    „Praska wiosna” uświadomiła Zachodniej Europie, że za „żelazną kurtyną” mieszkają ludzie, którzy chcą żyć inaczej i nie mogą być traktowani  jako wrogowie zagrażający zachodniej cywilizacji. Zbliżał się początek odwilży, który zaczął następować w latach siedemdziesiątych, gdy w Europie zaczęły rządzić partie socjaldemokratyczne, tworząc inną, lepszą polityczną rzeczywistość.

.

 

Kominform powstał w Szklarskiej Porębie

Kryzys kubański czyli jak Chruszczow chciał wpuścić Kennedy’emu jeża w gacie.

75 lat temu. Wielka ucieczka z Festung Breslau

Tacy maleńcy na łupinie orzecha stojąc. Odyseja rodzaju ludzkiego

Inne z sekcji 

Niezwykłe dzieje klasztoru w Lubiążu. Był tu nawet Michael Jackson, Maria Antonina i Józef Piłsudski

Grzegorz Wojciechowski . Nie wiem czy jutro w „Gazecie Wrocławskiej” ukaże się ten artykuł, zmiany organizacyjne spowodowały sporo zamieszania. Prezentuję więc go w całości i w takim stanie jakim oddałem go do redakcji.   Jadąc drogą z Wrocławia w kierunku Zielonej Góry, niedaleko za Środą Śląską, widać po prawej stronie oddalony o kilka kilometrów od […]

Hrabina z Bukowca, czyli opowieść o wspaniałej kobiecie, jej niezwykłej miłości i miejscowości koło Jeleniej Góry

 . Grzegorz Wojciechowski .         Pewnej hrabinie z Borowa dedykuję tą opowieść.   .         Niedaleko Karpacza, na przedmieściu Kowar, leży  wioska Bukowiec, znana głównie ze szpitala, gdzie składa się połamane kończyny miłośnikom białego szaleństwa. W wiosce mieści się niewielki pałacyk z dużym dobrze urządzonym ogrodem. Ta niepozorna budowla miała bardzo duże znaczenie […]