Artykuły

Nadzwyczajne przygody Sherlocka Holmesa

 

 

( „Mucha” 1922 nr 4 )

  W małem mieszkanku na Baeker – streat panowała cisza. Holmes i jego przyjaciel Watson palili fajki i czytali gazety, zagłębieni w miękkich fotelach.

    Nagle ktoś gwałtownie zastukał, poczem wszedł do pokoju nieznajomy osobnik lat średnich, nędznie ubrany i rzekł:

– How do you do?

   Holmes wypalił błyskawicznie swoją fajkę, powąchał obcasy przybyłego, odciął mu kawałek wąsa, który prześwietlił promieniami Roentgena, poczem z powrotem rzucił się na fotel i rzekł:

– Pan przybywasz z Polski, jesteś pan urzędnikiem państwowym, przyjechałeś pan do mnie, jako delegacja  od polskiej inteligencji i chcesz pan, abym rozwiązał jakąś trudna kwestię. Przyjechałeś pan dziś rano, śniadanie jadłeś w porcie i długo nie mogłeś znaleźć mojego mieszkania. Czy tak?

– Yes, yes, monsieur! – odrzekł wystraszony osobnik – Ich habe… to jest. I have the honour. J’ai l honneur de vous montrer notre situation, qui  estas molto povre… Mi estas…miestas… polono, polono. Leono es’as bestio. Infano non estas matura homo. Hat dein Onkel einen Pferd? Nein, aber meine  Tante sitzt auf den Dach…

– Rozumiem – rzekł poważnie Holmes- pan nie władasz dobrze językiem angielskim, dlatego przed wyjazdem przeczytałeś pan pięć samouczków językowych: angielski, francuski, niemiecki, hiszpański i esperanto. To wszystko pomieszało się panu. Czy tak?

– W istocie – bąknął gość z Polski.

– Jak doszedłeś do tych wniosków. Sherlocku? – zapytał dr Watson wyjmując notes, – objaśnij mi to, bo czuję, że się zanosi na nowelkę, którą wydrukuję w polskim tłumaczeniu warszawski „Przegląd Wieczorny”, ku większej naszej sławie a swemu przysporzeniu czytelników.

– Bardzo prosto – odrzekł Holmes – wiedziałem , że nie jest on Anglikiem, bo fatalnie mówi po angielsku, Niemiec i Francuz próbowaliby porozumieć się ze mną w swoim języku. Człowiek, który zawsze się stara mówić w języku cudzoziemca, z którym rozmawia i wtrąca słowa ze wszystkich europejskich języków, tylko nie ze swego, to zapewne Polak. A zresztą  a spójrz na jego wygląd, w całej Europie tak wyglądać może tylko polski inteligent i to najpewniej urzędnik państwowy. Że przyjechał nie za swoje pieniądze to łatwo się domyśleć, musiał być więc wydelegowany. Oto prawie wszystko.

– A cóż to za kwestię masz rozstrzygnąć? – zapytał Watson.

– Zaraz się dowiemy.

– Trudna to zaprawdę kwestia! – rzekł polski inteligent. Oto, jak panom wiadomo, marka polska do niedawna stale spadała. Wskutek tego nastała straszna drożyzna. Obecnie marka się znacznie podniosła, ale drożyzna nie ustępuje.

– Jak to? – zapytał zdziwiony Holmes – marka podniosła się a ceny nie spadły? A cóż mówią kupcy? Dlaczego nie zniżają cen?

– Otóż to – westchnął urzędnik państwowy – hurtownicy twierdzą, że zniżyli ceny i zrzucają winę na detalistów, a detaliści twierdzą, że to winni hurtownicy. W niektórych sklepach wywieszono nawet napis: „Ceny zniżone”, ale i to nie pomaga; ceny są w dalszym ciągu tak wysokie jak były.

– Zaraz, zaraz – przerwał Sherlock Holmes – rozumujmy logicznie, ceny szły w górę bo spadała marka, tak?

– Tak.

– Dobrze! Ceny szły w górę, bo spadała marka. A teraz dalej marka się podnosi, ergo – ceny powinny się zniżać. To jasne!

– A jednak, właśnie w tej sprawie przyjechałem, może pański logiczny umysł wytłumaczy nam…

– Zaraz, zaraz! Marka szła w ceny… to jest tfu! Ceny szły do góry… Czekaj no pan.

   Holmes wypalił siedem fajek, zżuł zwyczajem marynarskim pięć porcji „prymek”, kopnął psa Baskervillów i znowu rozważał.

– Ceny szły w górę…

    Po godzinie z mieszkania na Baeker – streat wyszedł smutnie polski inteligent; siadł na niepolski okręt i pojechał do niepolskiego Gdańska. A za dwie godziny przed ów dom zajechała karetka, do której wprowadzono człowieka o rozumnej twarzy z fajką w zębach, który śmiał się do siebie i powtarzał.

– Rozumiem ceny szły do góry, bo marka szla na dół, marka idzie do góry – ceny idą do góry! To jasne! Ha, ha ha!

   Biednego Holmesa odwieziono do angielskich Tworek.

.

Listek figowy i genitalia demokracji. Małżeństwo na okres zamknięty

Inne z sekcji 

Niezwykłe dzieje klasztoru w Lubiążu. Był tu nawet Michael Jackson, Maria Antonina i Józef Piłsudski

Grzegorz Wojciechowski . Nie wiem czy jutro w „Gazecie Wrocławskiej” ukaże się ten artykuł, zmiany organizacyjne spowodowały sporo zamieszania. Prezentuję więc go w całości i w takim stanie jakim oddałem go do redakcji.   Jadąc drogą z Wrocławia w kierunku Zielonej Góry, niedaleko za Środą Śląską, widać po prawej stronie oddalony o kilka kilometrów od […]

Hrabina z Bukowca, czyli opowieść o wspaniałej kobiecie, jej niezwykłej miłości i miejscowości koło Jeleniej Góry

 . Grzegorz Wojciechowski .         Pewnej hrabinie z Borowa dedykuję tą opowieść.   .         Niedaleko Karpacza, na przedmieściu Kowar, leży  wioska Bukowiec, znana głównie ze szpitala, gdzie składa się połamane kończyny miłośnikom białego szaleństwa. W wiosce mieści się niewielki pałacyk z dużym dobrze urządzonym ogrodem. Ta niepozorna budowla miała bardzo duże znaczenie […]