Artykuły

Mister Smog

 .

Grzegorz Wojciechowski

 .

Smog, to jeden z największych zabójców naszych czasów. Jest obecny w życiu wielu z nas, w szczególności tych mieszkających w dużych miastach. Przychodzi cicho, niepostrzeżenie, wkrada się do naszych organizmów czyniąc ogromne, bardzo często śmiertelne spustoszenie.

Powstaje na osnowie mgły, która jest jednym z jego najważniejszych składników, niejako lepiszczem, mieszając się z dymem będącym produktem spalania, a który to zawiera produkty tego procesu jak dwutlenek węgla, związki siarki, tlenek azotu, fluor i wiele innych, a także substancje stałe powstające w procesie spalania, jak np. sadza i inne pyły i związki chemiczne o działaniu szkodliwym dla organizmów żywych.

To człowiek jest jego twórcą i to człowiek jest jego ofiarą. Smog powstawał i rozwijał się wraz z rozwojem przemysłowym i cywilizacyjnym ludzkości. Początkowo był wręcz niezauważalny, aż rozrósł się do tak monstrualnych wielkości, że zaczął zagrażać, tym co go tworzą.

W grudniu 1930 roku w Belgii w dolinie rzeki Mozy, w terenie silnie uprzemysłowionym wokół miasteczka Egnis, gęsta mgła połączyła się z silnymi zanieczyszczeniami z pobliskich zakładów przemysłowych. W ciągu trzech dni w okolicy na choroby związane z układem oddechowym zapadło kilka tysięcy osób, z czego zmarło sześćdziesiąt.

W Stanach Zjednoczonych, kraju o dynamicznie rozwijającym się przemyśle i o dużych miastach, smog istniał już jako problem od końca wieku XIX. Tak też było w St. Louis, gdzie już w roku 1893 miejscowe władze miejskie wydały zakaz „emisji gęstego szarego dymu” w granicach administracyjnych tego miasta. Miejscowa ludność do ogrzewania swoich mieszkań używała bowiem węgla bardzo złej jakości, ponieważ taki był najtańszy. Również i miejscowy przemysł był dostarczycielem olbrzymiej ilości trującego dymu. Władze miasta podjęły wprawdzie działania przeciwko jednemu z największych trucicieli firmie Heitzberg Packing and Provision Company, ale nie przyniosły one skutku. W 1933 roku miejscowy burmistrz Bernard F. Dickmann utworzył specjalny obywatelski „Komitet do Spraw Dymu” i wyznaczył swojego osobistego sekretarza Raymonda Tuckera na szefa tego komitetu.

Szybko jednak zorientowano się, że wyraźna poprawa sytuacji może nastąpić tylko wówczas, gdy zmieni sie rodzaj paliwa i dotychczasowy węgiel o bardzo niskiej jakości zastąpi się innymi rodzajami paliwa, takimi jak: gaz, olej, antracyt, koks. Niestety koszty były zbyt duże, dalej więc zatruwano się węglem. W lutym 1937 roku uchwalono zarządzenie w sprawie emisji dymu i utworzono „Wydział Regulacji Dymu w Departamencie Bezpieczeństwa Publicznego”, który to organ zmusił wielkie firmy do spalania jedynie czystego węgla. Odniesiono sukces, zmniejszając emisje z kominów wielkich przedsiębiorstw przemysłowych, aż o 2/3.

Pomimo tej poprawy sytuacja nadal jednak była poważna, ponieważ nowe prawo nie dotyczyło małych firm i właścicieli mieszkań i domów, z których aż 97% dalej używało węgla.

Władze St. Louis nie chciały jednak wydać podobnego prawa w stosunku do gospodarstw domowych i małych zakładów w obawie o to, że może odbić sie to niekorzystnie na wyniku przyszłych wyborów.

28 listopada 1939 roku, doszło do bardzo niekorzystnej sytuacji, gęsta mgła uwięziła przy ziemi gesty dym, który stanął w miejscu nisko nad miastem i nie mógł się przemieszczać. Do tego stojącego w miejscu smogu ciągle dokładano kolejne spaliny z domowych pieców. Sytuacja taka trwała aż 9 dni. Nie podaje się jakie skutki zdrowotne wówczas były wynikiem tego smogu. Jednakże władze miasta, postanowiły działać i sprowadziły już na przyszłą zimę tani antracyt z Arkansas, który miał poprawić wydatnie sytuację.

W 1948 roku położona w Pensylwanii  Donora była niewielkim przemysłowym miasteczkiem liczącym zaledwie 14 000 mieszkańców, znajdowała się tam huta cynku, która była jednym z głównych trucicieli dostarczając do atmosfery szkodliwy dla zdrowia dym.  27 października nad miastem pojawiła się gęsta mgła, która nie mogła się rozproszyć i dlatego trujący dym znalazł się nad miastem. Już następnego dnia mieszkańcy zaczęli nagle chorować, problemy z oddychaniem miało prawie 6000 osób, w dniach, gdy nad Donorą stał smog, zmarło z powodu niewydolności układu oddechowego 20 osób, kolejnych 50 zmarło w ciągu miesiąca po tej katastrofie. Jeszcze 10 lat po tym wydarzeniu śmiertelność w tym rejonie była wyższa niż poprzednio.

Do tej tragedii doszło w sytuacji, gdy cieplejsze powietrze zatrzymało  warstwę zimnego powietrza znajdującego się przy gruncie. Zanieczyszczenia zaczęły mieszać się z mgłą, tworząc gęsty żółtawy gryzący smog, który wisiał nad Donorą przez pięć dni. Kwas siarkowy, dwutlenek azotu, fluor i inne trujące gazy, które zwykle rozpraszały się do atmosfery, zostały unieruchomione w czasie inwersji, gromadząc się nad miastem, aż do momentu, gdy deszcz nie zmienił pogody.

Kilka tygodni po tym ataku smogu dr. Clarence A. Mills z Uniwersytetu w Cincinnati, wykazał, że gdyby sytuacja ta utrzymała się jeszcze kilka dni dłużej, to śmierć mogłoby ponieść nawet kilka tysięcy osób.

Rodziny  poszkodowanych wniosły pozwy o odszkodowanie od sprawcy i głównego truciciela – huty cynku. Właściciele tego zakładu nie chcieli uznać jednak swojej winy, argumentując to, że smog był „aktem Boga”.

W 1951 roku doszło do ugody i fabryka wypłaciła odszkodowania dla 80 ofiar w wysokości 235 000 USD.

 

Londyn cierpiał z powodu złej jakości powietrza już od XIII wieku, wybitnie pogorszyła się ona  na przełomie XVI i XVII wieku, w wyniku rozwoju manufaktur i zwiększenia się ludności miasta, a zwłaszcza z końcem wieku XVIII, kiedy to nastał okres zwany rewolucją przemysłową.

Istnieją wiarygodne doniesienia o gęstej mgle o zapachu smoły węglowej, która pokryła Londyn w grudniu 1813 roku, zalegała ona przez kilka dni, była tak gęsta, że mieszkańcy miasta twierdzili, że nie było widać nic po drugiej stronie ulicy. Podobna mgła pojawiła się w grudniu 1873 roku, powodując wzrost śmiertelności o 40% powyżej normy. Znaczący wzrost śmiertelności wśród londyńczyków wystąpił również po dużych mgłach w styczniu 1880 r., lutym 1882 r., grudniu 1891 r. i listopadzie 1948 roku. Obszarem, w którym smog dokonywał zwykle największych spustoszeń był East End, gdzie było duże skupisko fabryk i domów znajdujących się w ich bezpośrednim sąsiedztwie, obszar ten jest również nisko położony co bardzo utrudniało rozproszenie się smogu.

Mgła była częścią życia londyńczyków, tak jak smog, Karol Dickens w jednej ze swoich książek pisał; „Wszędzie mgła, mgła nad rzeką, gdzie płynie pomiędzy zielonymi łąkami, mgła w dole rzeki”.

4 grudnia 1952 roku nad stolicą Wielkiej Brytanii świeciło słońce, pogodna znacznie się poprawiła ponieważ wcześniej przez kilka dni padał gęsty, rzadko tu spotykany śnieg, ale dalej jak na tutejsze warunki było zimno. Zmarznięci londyńczycy, jak zawsze rano zaczęli wrzucać do swoich domowych pieców i kominków, swój tani, bardzo złej jakości węgiel. Szacuje sie, że tego dnia zużycie węgla mogło wzrosnąć nawet kilkakrotnie. Z kominów londyńskich domów leciały kłęby czarno-żółtego gęstego dymu. Jednocześnie pełna parą pracowały londyńskie fabryki, a przede wszystkim węglowe elektrownie: Battersea, Bankside i Kingston nad Tamizą. Na ulicach tłoczyło się tysiące aut osobowych, dostawczych i autobusów.

Wieczorem doszło jednak do niecodziennego, nawet jak na warunki londyńskie, zjawiska pogodowego. Antycyklon czyli wirowy układ wiatrów w obrębie wyżu, sprawił, że zimne powietrze pozostało tuż przy powierzchni ziemi, jednocześnie doprowadził do powstania gęstej mgły.

Na drugi dzień rano, 5 grudnia londyńczycy obudzili się prawie w zupełnych ciemnościach. Mgła zmieszana z dymem ograniczała  widoczność, nawet poniżej kilku metrów. Londyn został zalany wyjątkowo toksycznym i gęstym smogiem, który ze względu na obecność w nim związków siarki miał lekko żółtawy kolor.

W normalnych warunkach dym unosiłby się do atmosfery, a następnie byłby rozproszony przez wiatry. Niestety nad Londynem i okolicami wisiał antycyklon spychał on powietrze w dół i ogrzewał w miarę jak opadało. W ten sposób powstała inwersja i powietrze, które znajdowało się bliżej ziemi było zimne, a to znajdujące się powyżej niego było znacznie cieplejsze. Kiedy ciepły dym zaczął wydobywać się z tysięcy kominów, został uwięziony pod czapą cieplejszego powietrza.

Codziennie z londyńskich kominów emitowano w powietrze: 1000 ton cząstek dymu, 2000 ton dwutlenku węgla, 140 ton kwasu chlorowodorowego i 14 ton związku fluoru, ponadto najbardziej niebezpieczny związek jakim był dwutlenek siarki, którego wtłaczano w 370 ton dziennie, z którego to powstało 800 ton kwasu siarkowego.

Jeden z londyńczyków tak wspomina tamten dzień;

Pamiętam, że byłem zupełnie zdezorientowany, a znajdowałem się przecież w dzielnicy, którą dobrze znałem. Musiałem iść trzymając się ściany do skrzyżowania ulic, żeby zobaczyć tabliczkę, aby zorientować się, gdzie jestem. Nie pamiętam zapachu smogu, ale przypominam sobie przerażającą ciszę, praktycznie nie było ruchu na ulicy. Widoczność nie przekraczała 3 metrów i było bardzo zimno.

Przyzwyczajeni do smogu i brzydkiej pogody mieszkańcy Londynu początkowo, bynajmniej nie wpadli w panikę, dopiero po jakimś czasie doszło do nich, że tym razem sytuacja jest wyjątkowo poważna. Zła widoczność, w dodatku stale się pogarszająca zmuszała ludzi do porzucania swoich samochodów na ulicy. Jeden z kierowców wspominał, że, aby móc jechać dalej autem jego współpasażer musiał z niego wysiąść i iść przed pojazdem z latarnią, ale i tak nie na wiele się to zdało. Wkrótce przestała działać komunikacja miejska, przestały jeździć pociągi, lotnisko Heathrow przestało przyjmować samoloty. Jedynie niezawodne londyńskie metro przewoziło pasażerów.

Mgła została rozproszona przez wiatr dopiero 9 grudnia, po pięciu dniach. Wręcz nie sposób jest sobie wyobrazić co by się mogło stać, gdyby ta sytuacja potrwała jeszcze kilka dni

Bilans smogu był przerażający, szacuje się, że w ciągu tych dramatycznych  pięciu dni z powodu smogu zmarło 4000 osób. Wielu ludzi umierało w swoich łóżkach i w swoich mieszkaniach, wielu zmarło w pokojach szpitalnych. Nie było wówczas centralnych systemów komputerowych dla szpitali, dlatego szczególnie w tym pierwszym okresie nikt nie orientował się w sytuacji i w skali skutków tego co się wydarzyło. Mimo, że smog został rozwiany w dniu 9 grudnia, to ludzie jednak umierali nadal, szacuje się, że smog pozbawił życia około 12 000 osób, a przynajmniej dziesięć razy więcej chorowało z tego powodu.

Na ulicach leżały martwe ptaki, zginęło wiele małych zwierząt domowych, w Smithfield smog wydusił hodowane tam bydło

Komunikacja w stolicy Wielkiej Brytanii została prawie całkowicie zdezorganizowana.

Brytyjczycy wyciągnęli jednak wnioski z tego co stało się na początku grudnia 1952 roku, cztery lata później, brytyjski parlament przyjął „ustawę o czystym powietrzu”. Była to pierwsza ustawa w świecie, która obowiązki walki ze smogiem nakładała nie tylko na samorządy, ale i na rząd. Ustawa nie tylko nakładała restrykcyjne obowiązki w sprawie zakazu emisji dymów do atmosfery na przedsiębiorstwa i obywateli, ale również gwarantowała udzielanie subwencji rządowych, aby londyńczycy mogli zacząć palić innym bardziej ekologicznym paliwem.

Dziś smog zagraża prawie wszystkim mieszkańcom wielkich miast, szczególnie dramatyczna sytuacja jest w wielkich miasta azjatyckich, dla przykładu w New Delhi codziennie z powodu smogu umiera około 3000 ludzi

Artykuł objęty prawami autorskimi.

Kopiowanie i publikowanie bez zgody autora zabronione.

.

Zmieniajmy system nie klimat!

Gaz ziemny, a zmiany klimatu

Pan Ekoprezydent Andrzej Duda

Inne z sekcji 

Niezwykłe dzieje klasztoru w Lubiążu. Był tu nawet Michael Jackson, Maria Antonina i Józef Piłsudski

Grzegorz Wojciechowski . Nie wiem czy jutro w „Gazecie Wrocławskiej” ukaże się ten artykuł, zmiany organizacyjne spowodowały sporo zamieszania. Prezentuję więc go w całości i w takim stanie jakim oddałem go do redakcji.   Jadąc drogą z Wrocławia w kierunku Zielonej Góry, niedaleko za Środą Śląską, widać po prawej stronie oddalony o kilka kilometrów od […]

Hrabina z Bukowca, czyli opowieść o wspaniałej kobiecie, jej niezwykłej miłości i miejscowości koło Jeleniej Góry

 . Grzegorz Wojciechowski .         Pewnej hrabinie z Borowa dedykuję tą opowieść.   .         Niedaleko Karpacza, na przedmieściu Kowar, leży  wioska Bukowiec, znana głównie ze szpitala, gdzie składa się połamane kończyny miłośnikom białego szaleństwa. W wiosce mieści się niewielki pałacyk z dużym dobrze urządzonym ogrodem. Ta niepozorna budowla miała bardzo duże znaczenie […]