Biblioteka Lewicy

Jan Józef Lipski

.

Lidia Ciołkoszowa

.

Poznałam Jana Józefa Lipskiego, gdy w roku 1978, w ostatnich miesiącach życia mego męża, przyszedł do nas w Londynie wraz ze swoją żoną, p. Marutą. Choć nie znaliśmy go osobiście, nie był nam obcy; wręcz przeciwnie, przyjęliśmy ich oboje otwartym sercem, bo był KOR-owcem.

Dla nas obojga robotnicze strajki i demonstracje w Ursusie, Płocku i Radomiu w czerwcu 1976 r. oraz powstanie KOR-u we wrześniu tegoż roku jako rezultat masowych represji reżimowych wobec robotników, były ogromnym przeżyciem. Wszak żyliśmy tu na emigracji w głębokim przeświadczeniu, że komuniści robotników polskich nie zdobędą, że to oni właśnie będą siłą, która narzucony i znienawidzony system obali. Staliśmy się entuzjastycznymi zwolennikami KOR-u i pamiętam dobrze naszą radość, gdy pod założycielskim apelem KOR-u na czternastu założycieli znaleźliśmy pięciu pepesowców, a wśród nich najbliższych przyjaciół.

Pod apelem był też podpisany nasz gość, Jan Józef Lipski. Zdobył nas sobie gruntownie nie tylko inteligencją i zasobem wiadomości przywiezionych z Polski, ale przede wszystkim głębią uczucia, z jaką podchodził do robotników Ursusa czy Radomia, gdy o tych zajściach mówił. Wtedy narodziła się nasza przyjaźń, która przetrwała śmierć mego męża, a w ciągu ostatnich trzynastu lat umocniła się przez naszą coraz bliższą współpracę i objęła p. Marutę, bo nie mogło być inaczej.

Kim był Jan Józef Lipski? Do historii przeszedł jako 16-letni żołnierz Polski Podziemnej pod okupacją niemiecką, w Szarych Szeregach, w Armii Krajowej i w powstaniu warszawskim w „Baszcie”, kiedy to został ciężko ranny i zdobył Krzyż Walecznych. A potem od lat pięćdziesiątych należał do najczynniejszych uczestników i często inicjatorów w różnych formach oporu i walki z systemem komunistycznym w Polsce, jak Klub Krzywego Koła, „Po prostu”, KOR, „Solidarność” i PPS. W walce tej był pozbawiany pracy, prześladowany i więziony.

Z wykształcenia był polonistą, doktorat otrzymał w r. 1965. W artykule pt „Jan Józef Lipski – badacz literatury” („Tygodnik Powszechny” nr 39 z 29 września 1991) autorka, p. Maria Podraza-Kwiatkowska, napisała: „O podwójnej naturze Jana Józefa Lipskiego nie wszyscy wiedzą. Wśród szerszej publiczności znany jest przede wszystkim jako homo politicus. Był jednak także znakomitym badaczem literatury, zwłaszcza – kasprowiczologiem. Odkrywczy interpretator, solidny edytor, cierpliwy szperacz – oto Lipski inny niż ten, którego znaliśmy w ostatnich latach”. I ja kiedyś ukończyłam polonistykę, więc i to nas bardzo zbliżało. W czasie swego ostatniego pobytu w Londynie w kwietniu 1991, podarował mi Kasprowicza „Wybór poezji” w swoim opracowaniu (wydanie trzecie, rozszerzone, Wrocław 1990 – Biblioteka Narodowa), gdzie w większej i bardzo czułej dedykacji znalazłam także słowa: „na dowód, że naprawdę jestem polonistą”. Trzymając książkę w ręce, rozmawialiśmy o Kasprowiczu i ku mojej radości okazało się, że naszym wspólnie ulubionym wierszem jest:

Rzadko na moich wargach –

Niech dziś to warga ma wyzna –

Jawi się krwią przepojony

Najdroższy wyraz: Ojczyzna…

Jako badacz literatury pozostawił też po sobie wydane przez Instytut Literacki w Paryżu w r. 1987 „Szkice o poezji”, pisane w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Przerwa około 20 lat między wydaniem szkiców a ich napisaniem wskazuje, że prześladowania komunistyczne obejmowały nie tylko Lipskiego – działacza politycznego, ale także autora polonistycznych artykułów, recenzji czy książek, których nie dopuszczano do druku. „Szkice o poezji” poświęcone są przede wszystkim poetom polskim współczesnym Lipskiemu, i to nie tylko sławnym lub znanym, lecz i młodym, rozpoczynającym karierę, a także nie tylko poetom krajowym, lecz również emigracyjnym. Na uwagę zasługuje tu szkic pt. „Londyńscy poeci” (z r. 1966). Lipski – polonista krajowy – z pełnym zrozumieniem podkreślił tu mocno: „Fenomen socjologiczny, jakim jest twórczość poetów nie tylko żyjących poza swym narodowym środowiskiem językowym, ale nawet dojrzewających w warunkach daleko posuniętej izolacji od niego – przede wszystkim przyciąga uwagę każdego, kto zetknął się, choćby pośrednio i ze słyszenia, z grupą londyńskiego »Merkuriusza Polskiego« i później »Kontynentów«. Nie byłoby oczywiście o czym mówić i nad czym się zastanawiać, gdyby nie chodziło tu o garść ludzi z talentem i poetów z prawdziwego zdarzenia”. Ilu ludzi tu w Londynie pamięta początki tej grupy?

Mimo głębokiego przygotowania i dużych osiągnięć w pracy literaturoznawczej był jednak Jan Józef Lipski przede wszystkim działaczem politycznym wybitnie aktywnym, a także wybitnym publicystą politycznym. Niewątpliwie praca badawcza w literaturze sprawiła, że jego artykuły polityczne są mocno podbudowane rzetelną analizą wypadków politycznych, jak najszerszym zbadaniem wszystkich okoliczności, zarówno historycznych, jak i bieżących, przed wysunięciem wniosków i postawieniem konkretnych zadań do wykonania. Przy czym cała ta praca intelektualna i polityczna ma głębokie korzenie w jego patriotyzmie i to w najszlachetniejszej jego odmianie.

Pod tym względem ogromne znaczenie ma jego artykuł pt. „Dwie ojczyzny – dwa patriotyzmy” („Kultura”, Paryż, październik 1981 r.), najważniejsze źródło dla poznania Jana Józefa jako człowieka, publicysty i działacza politycznego. Według Lipskiego „szowinizm, megalomania narodowa, ksenofobia, czyli nienawiść do wszystkiego, co obce, egoizm narodowy – nie dadzą się pogodzić z nakazem chrześcijańskim miłości bliźniego. Patriotyzm natomiast – daje się pogodzić. […] Patriotyzm jest z miłości – i do miłości ma prowadzić; wszelka inna jego forma jest deformacją etyczną”. Dlatego też występuje Lipski przeciw fałszywej ocenie przeszłości, utrwalaniu fałszywych moralnie mitów narodowych, przemilczaniu ciemnych plam własnej historii. „Nie wolno nam tak postępować! – decyduje Lipski. – Każde przemilczenie – staje się oliwą do ognia megalomanii narodowej, jest chorobą; każde uchylenie się od uznania własnych win – jest niszczeniem etosu narodowego”. Stąd nawołuje Lipski, aby w literaturze historycznej odrzucić tradycję, która służy megalomanii narodowej, a wrócić do tradycji Żeromskiego, gorzkiej tradycji obrachunków. Mnie, wychowanej na Żeromskim, natychmiast przychodzą na myśl jego słowa: „Trzeba rozrywać rany polskie, żeby się nie zabliźniły błoną podłości”.

Omawiając szczegółowo wzajemne stosunki polsko-niemieckie, polsko-rosyjskie, polsko-ukraińskie czy polsko-litewskie i rozróżniając odmienność i wagę składających się na nie elementów, Lipski podkreśla, że „jednak winniśmy zrobić maksimum tego, co można, by z naszej strony stworzyć optymalne przesłanki do pojednania naszych narodów. Przede wszystkim musimy niejedno zmienić w nas samych i naszej świadomości historycznej, by to było możliwe”.

Dużo też miejsca poświęca Lipski zagadnieniom antysemityzmu w Polsce i stwierdza: „Antypolonizmu wśród części Żydów na Zachodzie nie można przypisywać całej zbiorowości – jak nie wolno całemu narodowi polskiemu przypisywać antysemityzmu”. Lipski twierdzi, że wysiłek społeczeństwa polskiego w dziedzinie ratowania Żydów pod okupacją niemiecką był duży, godny szacunku, opłacony sowicie krwią i nie pozbawiony sukcesów. Przypomina działalność Rady Pomocy Żydom, korzystającej z poparcia Podziemnego Państwa Polskiego, jasne i wyraźne stanowisko władz polskich. Jednak jego głównym zarzutem jest obojętność znacznej części społeczeństwa polskiego wobec zagłady Żydów, a winą za to obciąża m.in. panoszenie się antysemityzmu w Polsce przed wojną: „Gdyby nie zatruwano narodu polskiego przed wojną antysemityzmem – z pewnością mniej byłoby obojętnych”. Potępia antysemicką politykę PRL, która doprowadziła do wypchnięcia z Polski w r. 1968 tysięcy Żydów i Polaków żydowskiego pochodzenia i którą określa jako „jedną z hańb w dziejach naszego kraju”. Lipski kończy swój artykuł słowami: „Jestem przekonany, że jednym z najistotniejszych zagadnień naszej teraźniejszości i przyszłości jest wyzbycie się megalomanii narodowej i ksenofobii, a przynajmniej ich stępienie do stanu niegroźnego dla dalszych losów narodu polskiego”. Zatrzymałam się dłużej nad tym artykułem, bo jest on wyrazem istotnej cechy charakteru Jana Józefa – odwagi cywilnej. Artykuł ten ściągnął na Lipskiego falę oburzenia wśród jego przeciwników politycznych, ale podniósł jego autorytet i uznanie wśród ludzi podobnie myślących.

Artykuł ten napisał Lipski po pięciu latach aktywnej i ofiarnej pracy najpierw w KOR-ze, a potem Komitecie Samoobrony Społecznej „KOR”. We wrześniu 1977 r., po zwolnieniu z więzień wszystkich robotników Radomia i Ursusa, KOR uznał za konieczne rozszerzenie swych celów i zadań i przekształcił się w Komitet Samoobrony Społecznej „KOR”. Jako swe zadania ogłosił m. in.:

1. Walkę z represjami stosowanymi z powodów politycznych, światopoglądowych, wyznaniowych, rasowych i udzielanie pomocy ludziom z tych powodów prześladowanym.

2. Walkę z łamaniem praworządności i pomoc pokrzywdzonym.

3. Walkę o instytucjonalne zabezpieczenie praw i wolności obywatelskich.

4. Popieranie i obronę wszelkich inicjatyw społecznych, zmierzających do realizacji praw człowieka i obywatela.

Pod apelem z dnia 23 września 1981 r. zamykającym działalność tegoż Komitetu (w piątą rocznicę powstania KOR-u) i apelującym do wspierania „Solidarności” i działania w jej szeregach, jest też podpis Jana Józefa Lipskiego. Był on członkiem Zarządu Regionu Mazowsze „Solidarności” w latach 1980-1981, w grudniu 1981 brał czynny udział w strajku protestacyjnym robotników Ursusa przeciw proklamacji stanu wojennego. Został aresztowany, lecz po kilku miesiącach zwolniony z powodu ciężkiej choroby serca.

W roku 1982 w Londynie napisał obszerną historię KOR-u („KOR”, Londyn 1983, „Aneks”). W słowach końcowych książki podkreślił: „Z dumą i z całą odpowiedzialnością stwierdzam: byliśmy niezbędni, by »Solidarność« powstała. […] Wierzę, że »Solidarność« to też nie tylko dzień dzisiejszy, lecz i przyszłość. Może nie będzie to jeszcze ta przyszłość, dla której pracowaliśmy w KOR-ze, nie od razu niepodległość i demokracja, ale w każdym razie jakiś nowy odcinek drogi, wiodący do tych celów ostatecznych. Autor tej książki chętnie dodałby tu jeszcze jedno słowo: socjalizm – i nie byłby w tym osamotniony wśród KOR-owców. Po to zakładaliśmy tuż przed wronią wojną Kluby Rzeczypospolitej Samorządnej Wolność – Sprawiedliwość – Niepodległość, by i ten cel realizować. […] Nieraz podkreślaliśmy w KOR-ze, że łączy on ludzi różnych orientacji i światopoglądów. Niech jednak wolno mi będzie w przededniu ciężkich prób i to słowo wpisać do mego osobistego wyznania wiary…”.

Każdorazowa wizyta Jana Józefa w Londynie (spowodowana względami zdrowotnymi) wskazywała w dłuższych naszych rozmowach, że ideowo zbliża się on coraz bardziej do socjalizmu niepodległościowego, demokratycznego i wolnościowego, tj. do PPS. Dla niego, żołnierza Armii Krajowej, PPS to była podziemna WRN – Wolność, Równość, Niepodległość, a nie koncesjonowana PPS Osóbki i Cyrankiewicza. Było to stanowisko naszej emigracyjnej PPS. Tu trzeba dodać, że Lipski po napisaniu tej książki o KOR-ze na wiadomość o procesie KOR-u wyjechał natychmiast z Londynu do Warszawy, by być razem z oskarżonymi przyjaciółmi.

Od roku 1983 usiłował powoli wznowić działalność PPS w kraju, będąc w bliskich kontaktach z naszą emigracyjną PPS, tj. z tym jej odłamem, który po rozłamie w r. 1959, spowodowanym złudzeniami Zygmunta Zaremby wobec Gomułki, pozostał w ośrodku legalistycznym. Dowodem ówczesnej linii ideowo-politycznej Jana Józefa była jego polemika na łamach „Pulsu” (Londyn, nr 27, 1985) z Piotrem Wierzbickim po wydaniu „Myśli staroświeckiego Polaka”. Jak na spokojnego i opanowanego Lipskiego zarówno tytuł polemicznego artykułu, „Myśli skołowanego Polaka”, jak i motto „Nietolerancja przeradza się w bzika”, są dowodem, jak bardzo oburzony był zasadniczym identyfikowaniem przez Wierzbickiego lewicy ze stalinizmem i celową degradacją moralną ludzi lewicy w oczach czytelnika książki.

W roku 1987 udało nam się zlikwidować rozłam w emigracyjnej PPS. Zdawaliśmy sobie sprawę, że to może przyspieszyć powstanie PPS w kraju. Nigdy nie zapomnę tego dnia, gdy Jan Józef telefonicznie z Warszawy zawiadomił mnie, że na nielegalnym zebraniu, przerwanym przez policję i aresztowanie głównych organizatorów wraz z nim, powołano do życia PPS. Byłam szczęśliwa. Pierwsze lata były trudne, różnice przede wszystkim pokoleniowe wywoływały kryzysy i rozłamy, ale górowała nad nimi zdecydowana wola Jana Józefa i jego przyjaciół utrzymania PPS, wiernej tak mu drogiej, starej, sławnej tradycji. My na emigracji w większości staliśmy przy nim. W roku 1989 Jan Józef w wolnych wyborach został wybrany do Senatu z listy „Solidarności”, z województwa radomskiego. Robotnicy Radomia (dawnego przedwojennego Radomia, gdzie władze miasta przez lata były w rękach PPS) pamiętali Jana przecież z okresu strajku i pomocy KOR-owskiej. Mimo zwiększenia obowiązków, głównie dzięki wysiłkom Jana Józefa doszło do zwołania Kongresu Zjednoczeniowego, który objął kilka grup krajowych, używających nazwy PPS z takim czy innym przydomkiem, oraz PPS emigracyjną. W październiku 1990 r., po 50 latach na emigracji, w Warszawie wspólnie z Lipskim przeżywałam XXV Kongres PPS, który go wybrał przewodniczącym Rady Naczelnej. Był nim do dnia swej przedwczesnej śmierci. Autorytet Jana Józefa w PPS wypływał z jego siły moralnej, szlachetności uczuć i wierności przekonań, co w życiu politycznym wielką rolę odgrywa. I dlatego przywiązuję tak dużą wagę do jego ostatniego artykułu pt. „My, polscy socjaliści” („Tydzień Polski”, Londyn 15 i 22 VI 1991), który jest dowodem tej wierności, a zarazem testamentem politycznym Jana Józefa. „Przed Polską – pisał – stoją dziś cztery zadania: 1 – dokończyć proces odzyskiwania niepodległości; 2 – zdemontować do końca strukturę komunistyczną, budowaną w PRL przez dziesięciolecia; 3 – jednocześnie z tym demontażem wprowadzać elementy nowej struktury: demokratycznej i wolnościowej – w płaszczyźnie politycznej; wolnorynkowej – w płaszczyźnie gospodarczej; sprawiedliwej społecznie – w płaszczyźnie socjalnej; 4 – znaleźć się w Europie wolnych i równych narodów naszego kontynentu”. Odchodząc, wyznaczył dalszy kierunek działania Polskiej Partii Socjalistycznej.

Żegnając go w bólu i żalu na pogrzebie jako ostatnia z żyjących członków przedwojennych władz naczelnych PPS, wymieniając wielkie symboliczne nazwiska przywódców PPS z okresu jej prawie stuletniego istnienia, włączyłam do nich bez wahania Jana Józefa Lipskiego.

Dobrze się stało, że na pogrzebie został odznaczony przez Prezydenta RP Krzyżem Wielkim Polonia Restituta. A żegnały go nad grobem stare czerwone sztandary PPS…

 


Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w czasopiśmie „Puls”, nr 52, 1991, Londyn. Następnie wznowiono go w książce „Jan Józef. Spotkania i spojrzenia. Książka o Janie Józefie Lipskim”, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1996.

Tekst pochodzi z portalu lewicowo.pl, który zaprzestał już swojej działalności.

 

Inne z sekcji 

Międzynarodowe Spotkanie Lewicy w Czeskich Karkonoszach

Mala Upa .   Zbigniew Wiktor Wrocław – Pl                                                             Wrocław, wrzesień 2021 r.      Międzynarodowe Spotkanie Lewicy  w Czeskich Karkonoszach   28 sierpnia 2021 r. na Przełęczy Okraj po jej czeskiej stronie (Horni Mala’ Upa’) odbyło się ważne Spotkanie szeroko rozumianej Lewicy po szalejącej do niedawna pandemii  covid 19. Przybyli liczni przedstawiciele  partii komunistycznych, […]

Warszawa w ogniu powstania ( cz. 1 )

. Zygmunt Zaremba . Czy pamięta ktoś dziś we Francji, że dwa lata temu dnia 24 sierpnia Warszawa powstańcza po zrzuceniu okupacji słała pozdrowienia wyzwolonemu właśnie Paryżowi? Mamy ten tekst przed sobą: „Powstańcza Warszawa do wyzwolonego Paryża. Jesteśmy dumni, że nasi lotnicy i żołnierze z polskiej dywizji pancernej biorą udział w bitwie, która doprowadziła do tego zwycięstwa. Wyzwolenie […]