Loty balonem

Jak balon „Maria Antonina” wzniósł się w przestworza

Grzegorz Wojciechowski

.

Koniec wieku XVIII, a ściślej ostatnie lata przed wybuchem rewolucji francuskiej, to okres, w którym społeczeństwa europejskie ogarnęła moda na loty balonami, historycy nadali tym wydarzeniom nazwę „balomanii”.

„Spośród wszystkich naszych kręgów przyjaciół – pisał jeden ze świadków tych wydarzeń – przy wszystkich posiłkach, w przedpokojach naszych uroczych kobiet, podobnie jak w szkołach akademickich, słyszy się tylko o eksperymentach, powietrzu atmosferycznym, łatwopalnym gazie, latających pojazdach, podróżach po niebie”.

Balony wywołały również nowe trendy w modzie, fryzury, ubrania, biżuteria, tabakierki, tapety, żyrandole, zegary, krzesła, zastawa stołowa, a nawet klatki dla ptaków musiały obowiązkowo mieć motyw balonu.

Jest rzeczą oczywistą, że owa balomania ogarnęła również i dwory królewskie. We Francji, skąd na Europę rozpleniło się to balonowe szaleństwo, król Ludwik XVI stał się jednym z głównych sponsorów tych balonowych ekscesów. Również i jego habsburska małżonka Maria Antonina, jako żywo interesowała się tą modą.

Królowa była obecna przy wszystkich najważniejszych lotach balonami.

W czerwcu 1784 roku pan Jean Francois Pilatre du Rozier, bohater pierwszego lotu balonem, razem ze swoimi współpracownikami – fizykiem Josephem Louisem Prostem oraz farmaceutą Antoine’m Quinguet’em, pracowali nad budowa nowego dużego balonu, typu Montgolfier, przeznaczonego do wzniesienia się w górę przez dwuosobową załogę.

W tym też czasie w Paryżu gościł król szwedzki Gustav III, jako żywo zainteresowany balonowym szaleństwem. Właśnie z tej okazji miał się odbyć lot balonu, konstruowanego przez wymienioną trójkę konstruktorów. Balon został nazwany na cześć królowej – „Maria Antonina”. O tej wizycie i przygotowaniach do lotu informowała ówczesna prasa, i tak „Gazeta Warszawska” donosiła z Paryża, informację uzyskaną z dnia 21 czerwca, iż:

„Dnia 15 czerwca Król Imć Szwedzki był przytomnym w Akademii Francuskiej. (…)  W Piątek był z Królem Imcią, , Królową y całą Królewską Familią na balu  dawanym w sali komedyalney w Wersalu, podczas którego, ani Król ani Królowa ( zostaiąca teraz w ciąży ) ani Król Szwedzki nie tańcowali (…) W śrzodę będą puszczać Powietrzny Balon w Wersalu, zrobiony sposobem pana de Montgolfier. Ten balon ma dyametru [ średnicy – przyp. G. Wojciechowski ] 74. stop, będzie się w nim na powietrze puszczał Pilatre du Rosier z swoiemi kompanami” ( „Gazeta Warszawska” nr 55 z 1784 r. ). Obwodu zaś miał 230 stóp i 6 cali, wysokość balonu to 80 stóp. Jego powłoka była wykonana z 1540 baranich skór. „Maria Antonina” była balonem hybrydowym, czyli częściowo napełniana wodorem, a częściowo rozrzedzonym ciepłym powietrzem.

Wreszcie nastał dzień 23 czerwca, w którym „Maria Antonina” miała wznieść się w powietrze, owego dnia, pogoda nie była nadzwyczaj dobra, co chwilę zrywał się wiatr, dlatego czekano aż do popołudnia, aż przestanie wiać. Razem z panem du Rozier  balon miał wynieść w przestworza pana Josepha Prousta.

W pałacowych ogrodach pojawili się obaj królowie: szwedzki i francuski wraz z rodziną, a także liczni dworscy oficjele. Oprócz nich przybyło obserwować widowisko kilkadziesiąt tysięcy ciekawych paryżan.

Naoczny świadek tego wydarzenia pisał:

„Wiatr był na przeszkodzie, iż aż po południu ta próba była czyniona. Za pierwszym danym znakiem, każdy z rzemieślników powinien był stawić się na swoim mieyscu. Drugi znak oznaymował, że już ogień był rozniecony. Za trzecim danym znakiem rozwiniono chorągiew, na którey wyrażona była Cyfra Królowey, a na drugiey stronie te słowa były napisane  la Montgolfier Marie Antoinette.

Na ostatek o trzech kwadransach na piątą, ostatnie dane hasło, oznaczaiące, iż Ballon iuż na powietrze był puszczony.

Start nastąpił na sygnał jakim była salwa z trzech moździerzy, jednocześnie bito w bębny, a następnie muzycy grali symfonię „la Deserteur” i wznoszono gromkie okrzyki: „Niech żyje królowa!” ( „Gazeta Warszawska” nr 57 z 17 lipca 1784 r. )

.

.

Z początku wydawało się, że skoro po południu pogoda się ustabilizowała, to i lot powinien przebiegać w spokoju. Niestety po tym jak balon oderwał się od ziemi, zaczęły się robić problemy. Silny podmuch wiatru zaczął rzucać balonem. Widzowie rozbiegli się w  strachu, że „Maria Antonina” spadnie im na głowy. Tymczasem P. du Rozier rozpalił piecyk dostarczając do wnętrza balonu więcej lekkiego rozgrzanego gazu, co spowodowało, że balon zaczął się dalej wznosić i uspokoił swój lot. Katastrofa została zażegnana.

Po chwili jednak, kolejny podmuch wiatru przechylił „Marię Antoninę” niebezpiecznie na bok. Balon mógł stracić swoją statyczność, aby do tego nie dopuścić, piloci przemieszczali się po galerii, aby wyprostować go do pionu, trwało to prawie dziesięć minut, zanim uzyskano pozytywny efekt.

Balon znowu wzniósł się wyżej w powietrze i dostał się w zasięg chmur i mgły, temperatura powietrza zaczęła gwałtownie spadać, a na galerii i powłoce balonu pojawiła sie gruba warstwa szronu, w tych warunkach widoczność stała się niemożliwa, chociaż temperatura i ciśnienie spadały, to aeronauci postanowili dalej się wznosić i dołożyli paliwa do pieca, aby rozgrzać i rozrzedzić powietrze w „Marii Antoninie”. Po pewnym czasie du Rozier stwierdził, że osiągnęli wysokość 11 732 stóp ( około 3580 m przyp. G. Wojciechowski ), a temperatura na tej wysokości wynosiła 5 stopni poniżej zera.

Osiemnaście minut po wzniesieniu się w powietrze, nie mogąc przeprowadzić dalszych obserwacji meteorologicznych lotnicy postanowili zacząć się opuszczać w dół poniżej poziomu chmur, po to, aby móc wyznaczyć swoje położenie.

Nie mogąc jednak dokonać oceny prędkości z jaka leciała „Maria Antonina” aeronauci postanowili lądować w pobliżu wioski  Lazarche. Udało im się zejść do lądowania w pobliżu drogi z Chantilly do Manon, o godzinie 17:32. Przy tym manewrze liny kotwiczne zahaczyły o drzewa i balon przewrócił się, jednocześnie z piecyka wydostało się gorące paliwo, od którego zapaliły się liny. Sytuacja zaczęła być dramatyczna, bowiem, gdyby ogień doszedł do miejsca gdzie był wodór „Maria Antonina” by eksplodowała. Po wielu perypetiach i po prawie półgodzinnej walce, udało się nożem odciąć galerię z tlącym się piecem od powłoki balonu. W tym czasie nadbiegło też dwóch mężczyzn udzielając lotnikom pomocy, po nich zaś wiele innych osób. Po to, aby uniemożliwić ludziom rozerwanie balonu na strzępy, du Rozier rozdzielił pomiędzy nich fragmenty dolnej jego części.

Lot „Marii Antoniny” pomimo tak dramatycznych okoliczności zakończył się jednak spektakularnym sukcesem, „Królowa” ustanowiła trzy rekordy; największej wysokość – prawie 3580 m, przebytej drogi – ok 52 kilometrów i prędkości przelotu.

P.S. Artykuł ten dedykuję pewnej Marii Antoninie.Może jednak nadleci?

Tekst objęty prawami autorskimi, kopiowanie i publikowanie bez wiedzy i zgody autora zabronione.

 

 

.

Dzieci Ikara. Opowieść o tym jak człowiek zrealizował swoje wielkie marzenie

 

 

Inne z sekcji 

Dzieci Ikara. Opowieść o tym jak człowiek zrealizował swoje wielkie marzenie

. Grzegorz Wojciechowski  . Wiolu, bardzo martwię się i boje o Ciebie. Ten artykuł dedykuję Tobie. . Już od początku naszej cywilizacji człowiek z ciekawością spoglądał w niebo i z zazdrością patrzył na ptaki. Te marzenia możemy odnaleźć w licznych mitach i legendach, z których najbardziej znany jest mit o Ikarze i Dedalu, ale nie […]

Por. Pomaski opowiada o swoim locie balonem na Kaukaz

. Władysław Pomaski ( 1895 – 1981 ) Polski pilot balonowy, który cztery razy startował w Pucharze Gordona Benetta ( w latach 1932, 1934, 1935, 1936). W roku 1934 wspólnie z Franciszkiem Hynkiem zdobył to prestiżowe trofeum. .       Na wysokości 8000 m. oddychaliśmy tlenem.  Por. Pomaski opowiada o swoim locie balonowym                      na Kaukaz […]