Artykuły

Greta Garbo – początki kariery

.

Jerzy Borycki

„Naokoło Świata” nr 56 z 1928 r.

.

Greta Garbo – kusząca czarodziejka ekranu, przedmiot zachwytu i uwielbienia niezliczonych rzesz wielbicieli X Muzy, pochodzi ze Szwecji. Mając lat 15 i czując nieodparty pociąg do sceny, ku wielkiemu utrapieniu swego ojca, który nie mógł się pogodzić z myślą, by córka jego była aktorką, Greta wstępuje do szkoły dramatycznej w Stockholmie. Po złożeniu egzaminu w Królewskiej Akademii Teatralnej po odbyciu dwu lat nauki, wystąpiła ona w głównej roli jednej z tragedii Ibsena w Studio Akademii w obecności następcy tronu szwedzkiego oraz najwybitniejszych znawców teatru. Dzisiaj, wspominając tę chwilę, kiedy musiała grać przy pustej widowni wobec jury, złożonego z 20 osób, mówi Greta, że była to chwila, kiedy miała największą tremę w życiu. Lecz była ta chwila decydującą w jej dalszej karierze

teatralno-filmowej, gdyż pierwszy jej debiut zyskał pełne uznanie dla jej talentu. Szczególnie oczarowała wszystkich jej niezwykła precyzja gry, znakomita dykcja i świetnie pomyślane ruchy. Te właśnie ruchy i mimika -czynniki decydujące na filmie, zwróciły na nią uwagę znanego reżysera szwedzkiego Maurycego Stillera, który w tym czasie poszukiwał bohaterki dla realizowanego przez siebie filmu: „Gosta Berling” , – opartego na Powieści Selmy Lagerloff. Niezwykły talent Grety wywarł na nim tak potężne wrażenie, że natychmiast zaproponował Jej objęcie głównej roli w powyższym filmie. Pomimo ciągłych sprzeciwów ojca, Greta przyjęła tę propozycję i w ten sposób została wprowadzona do królestwa Dziesiątej Muzy.

.

Grata Garbo w wieku 15 lat – 1920 r.

.

Miała lat 18 w r. 1922, gdy znalazła się wśród widzów, którzy przyszli na premierę jej pierwszego filmu. O wrażeniach tej premiery opowiada Greta w słowach następujących:

„Nigdy nie myślałam, iż nadaję się do filmu: Film dla mnie był zawsze krainą nie-

znaną, pociągającą swą egzotyką i tysiącami wrażeń, ciągle nowych, zawsze potężnych.

Kiedy ujrzałam siebie po raz pierwszy na ekranie, szalałam wprost z radości. Po strasznej tremie i obawie kompromitacji przed premierą, nastąpił zwrot w mych uczuciach – przekonałam się, że jestem stworzona dla filmu. Ta pamiętna premierą zdecydowała o majem powołaniu”

Po tym niezwykle udanym występie, Greta Garbo została zaangażowana do Niemiec, gdzie pod kierunkiem reżysera Pabsta wykonała swój drugi film „Zatracona ulica” według powieści Hugo Bettauera, który, ze względu na niezwykle sensacyjne tło oraz treść, ilustrującą zabagnione stosunki powojenne w Austrii, cieszył się w Niemczech szalonym powodzeniem. Greta w roli młodej wiedenki stanęła u szczytów artyzmu i zdobyła wstępnym bojem rynek filmowy niemiecki. Wielka kariera filmowa stała przed nią otworem. Wtedy właśnie raczył skierować na nią swe bystre oko znany poławiacz gwiazd L. Meyer, kierownik wytwórni „Metro Goldwyn – Meyer” i zaangażował do Hollywood, początkowo na miernych, jak na stosunki amerykańskie, warunkach, bo z pensją, wynoszącą „zaledwie” 500 dolarów tygodniowo.

W końcu r. 1925 przybyła Greta do Ameryki i wkrótce wywalczyła sobie należne stanowiska wśród gwiazd amerykańskich, stwarzając pierwszorzędne kreacje: w „Słowiku hiszpańskim” i „Kusicielce” podług powieści Blasco Ibaneza.

Nadmienić należy, że od pierwszej chwili wejścia do atelier filmowego w Culwer-City, stała się ona, dzięki niezwykłemu czarowi, jaki promieniował z całej jej postaci, oraz porywającej grze, przedmiotem zachwytu nie tylko publiczności, ale całej kolonii filmowej w Hollywood. Jedynie nieporozumienia, i to dość częste, miały miejsce z dyrekcją wytwórni, z którą zmuszona była Greta staczać ciągłe walki, zarówno o wybór odpowiednich dla siebie ról, jak i odpowiedniego do wzrastającego powodzenia jej filmów, uposażenia materialnego. A powodzenie to rosło z dnia na dzień. Greta Garbo stała się sensacją Nowego Jorku i całej Ameryki. Jej sukcesy odbiły się głośnym echem daleko poza granicami kraju. Jeden za drugim ukazywały się jej znakomite obrazy: „Symfonia zmysłów” według Sudermana i „Anna Karenina” Lwa Tołstoja. Greta wysunęła się na czoło gwiazd filmowych Ameryki. Jednocześnie zmieniły się jej warunki materialne: z tak zwanej „extra” stała się ona „star”, czyli gwiazdą pierwszej wielkości z pensją 5000 dolarów tygodniowo. Greta Garbo nie jest klasycznie piękna, lecz jest bardzo kobieca i pociągająca. Ma jasne blond włosy, wysokie rasowe czoło, pełne wyrazu, trochę może zamglone, lecz jakże pociągające niebieskie oczy, a cała gibka jej postać tworzy smukłą, wytworną sylwetkę, jakby specjalnie stworzoną do kochania. Jest też Greta niezrównaną w odtwarzaniu scen miłosnych. Czy pamiętacie wężowe ruchy jej rąk, obejmujące w gorącym uścisku postać ukochanego, te ogniste, namiętne pocałunki dwojga splecionych w żywiołowym porywie kochających się istot w „Symfonii zmysłów” czy „Annie Kareninie”? Te momenty są niezapomniane, jak również każdy Jej gest, każde spojrzenie, każde ukazanie się na ekranie.

Pomimo jednak, że najczęściej odtwarza role kobiet demonicznych, czyli „wampirów”, w życiu prywatnym jest Greta pełną słodyczy, naturalności i prostoty. Nie znosi blichtru i szumu życia wielkomiejskiego, ceniąc nade wszystko ciszę domowego ogniska. Jedyną namiętnością jej są sporty, szczególnie tennis, w którym osiągnęła niezwykłą wprawę. Oddaje się również z wielkim zamiłowaniem jeździe samochodowej, z szybkością przekraczającą obowiązujące przepisy policyjne. Zimą udaje się często na Alaskę, by uprawiać tam swój rodzimy sport – jazdę na nartach.

Przytoczywszy garść szczegółów, dotyczących życia i kariery artystycznej znakomitej artystki, posłuchajmy teraz, co mówi Greta sama o sobie i swych wrażeniach w Hollywood.

.

.

„Mówią, że jestem jedną z kobiet uwodzicielek, lecz mniemanie to jest takie fałszy

we! Wprawdzie w filmach dostają mi się często role, które by mogły usprawiedliwiać podobny sąd o mnie, w życiu jednak jestem zupełnie

czymś przeciwnym. Co mnie najwięcej zadziwia w Hollywood, to zdolność, jaką okazują młode Amerykanki w zajmowaniu się równocześnie kilku rzeczami. Jeszcze w Anglii mówiono mi, że są tu kobiety, które, będąc artystkami filmowymi, zajmują się zarazem sportem, udzielają się towarzysko i jeszcze mają czas na uprawianie miłostek. W kraju, gdzie ja się urodziłam – w Szwecji, życie nie ma rytmu tak przyśpieszonego, jest o wiele więcej uproszczone. Pochodzę z rodziny marynarskiej, a to są ludzie skąpi w słowa i gesty niepotrzebne. Lubią ryk mórz północnych i narażają się na niebezpieczeństwa z taką samą obojętnością,

z jaką przyjmują tragedie czy radości życia. I ja, jako dziewczę, byłam cichą i zamkniętą w sobie, trzymając się zdała od komplikacyj życiowych. Mając lat 15, uczęszczałam w Stockholmie do szkoły filmowo-dramatycznej. Pewnego dnia zobaczył moją grę Maurycy Stiller – dyrektor teatrów stolicy. Dzień ten stał się przełomowy w majem życiu. W filmie „Anna Karenina” , do którego grałam wspólnie z Johnem Gilbertem, wypadło nam obojgu odegrać pewną scenę w pozycji klęczącej. Gdy zwróciłam moją twarz ku jego twarzy i oczy moje spotkały się

z jego oczami, które w tej chwili wydawały mi się pełne szczerej miłości, wówczas zapomniałam, gdzie jestem i co mam robić. Czar jego oczu był tak nadzwyczajny, że nie mogłam pokonać wzruszenia, jakie mną owładnęło. W kilka dni później oświadczył mi dyrektor, że ta scena miłosna jest jedną z najpiękniejszych, jakie kiedykolwiek zdjęto do filmu. Nie mogłam nigdy w tym samym czasie czynić dwu rzeczy naraz. Podobnie teraz nie byłabym w stanie grać scen miłosnych, żywiąc

to uczucie w sercu. Być może, że pewnego dnia opuszczę kinematograf, aby się poświęcić zupełnie dla człowieka, którego pokocham, ale wówczas już nie będę potrzebowała pałacu, ani zbytków, których jak wiadomo są chciwe „syreny”. W Europie nikt nie interesuje się tak kulisami aktorskimi, jak w Ameryce. Tutaj wystarczy dwa razy spacerować z tym samym mężczyzną, aby od razu uchodzić za zaręczoną. Mnie osobiście próbowano zaręczyć dwukrotnie: z Johnem Gilbertem i reż. Stillerem. Nie rozumiem, co kogo może obchodzić, ile gwiazda ma dzieci i kto jest jej mężem? Nie myślę teraz o małżeństwie! Zbyt kocham moją pracę, abym mogła ją zdradzić dla małżeństwa. Życie nasze – to ciągła niepewność! Dziś tak, jutro inaczej, dziś Ameryka – jutro Europa! Nie, nie myślę o małżeństwie. A przede wszystkim boję się kłótni! Nie kłóciłam się jeszcze z nikim o nic. A podobno w małżeństwie kłótnie są rzeczą codzienną.

Pewnego razu, gdy wchodziłam do restauracji, usłyszałam jak pewna dama mówi do swego towarzysza, wskazując „Patrz, oto Manna Liza”. Dlaczego nazywają mnie tym imieniem? zapytałam w kilka dni później Johna Gilberta podczas wspólnej przechadzki. Przecież to, że lubię samotność i prostotę, nie upodabnia mnie do Mony Lizy, która, o ile wiem, wiele widziała w swym życiu i poznała je dobrze. Nie można chyba tego powiedzieć o mnie!

– Posiada pani wygląd i powab „syreny” i być może, że jest nią pani, – odrzekł John.

– Ależ nie mam usposobienia kobiety uwodzicielki, nie bawię się w uwodzenie mężczyzn, aby ich potem porzucić. Pan sam chyba wie o tym najlepiej.

– Tak, ale jednak w pani kryje się coś niepojętego, tajemniczego, tak jak w przyrodzie, którą pani tak kocha. Gdy w odpowiedzi roześmiałam się, prawił on dalej:

– Maskowanie się ze strony pani jest bezcelowe, może się pani przedzierzgnąć w Indiankę, czy zakonnicę, zawsze pozostanie pani typem kobiety, którą my mężczyźni nazywamy uwodzicielką, „syreną”.

O popularności Grety Garbo świadczy fakt, że otrzymuje ona tygodniowo 2000 listów, pochodzących z całego świata, sama jednak bardzo niechętnie udziela odpowiedzi. W tym celu utrzymuje aż 2 sekretarki, z których jedna Szwedka, gdyż jej rodacy najwięcej piszą do swej ukochanej gwiazdy.

Innym dowodem popularności jest wystawienie w jednym z teatrów nowojorskich na Broadwayu sztuki, specjalnie poświęconej jej życiu: p. t. „Greta”. Ostatnimi kreacjami znakomitej artystki są dwa filmy, które ujrzymy w sezonie bieżącym: „Boska kobieta” oraz „Żar miłości”, z których zwłaszcza pierwszy cieszył się

w Ameryce wyjątkowym powodzeniem i pobił rekord kasowy sezonu, osiągając w ciągu jednego tygodnia czystego zysku 77.600 dolarów.

.

Rudowłosa Clara Bow

 

Inne z sekcji 

Kościół na drodze do samobójstwa

. Grzegorz Wojciechowski . Nastały złe, smutne czasy, nie chodzi tu tylko o pandemię, która skutecznie dezorganizuje nam życie, niszczy nasze plany, marzenia i nadzieje, ale chodzi również i o to co wyrabiają w naszym kraju ludzie, którym powierzono sprawowanie władzy. Nieco ponad rok temu pisałem na łamach miesięcznika „Odra” o Kościele i o tym […]

Jana Zacharskiego fraszki świeże i chrupiące jak bułeczki ( 24. 10. 2020 )

. Z publicznej areny . Szansa Pilnując stale europejskiego stadła, Unia naszemu krajowi wyraźnie podpadła, Oczekujemy zmiany tego obyczaju, Wtedy ją przyłączymy do naszego kraju. . Kamraci Choć rząd odchudzono, to wierchuszka zyska, Będą dla niej stworzone nowe stanowiska, Są zadowoleni partyjni kamraci, Bo intratnej posady żaden nie utraci. . Łapanka Mogłeś być nawet wicepremierem, […]