Artykuły

Dzieci Ikara. Opowieść o tym jak człowiek zrealizował swoje wielkie marzenie

.

Grzegorz Wojciechowski

 .
Wiolu, bardzo martwię się i boje o Ciebie. Ten artykuł dedykuję Tobie.

.

Już od początku naszej cywilizacji człowiek z ciekawością spoglądał w niebo i z zazdrością patrzył na ptaki. Te marzenia możemy odnaleźć w licznych mitach i legendach, z których najbardziej znany jest mit o Ikarze i Dedalu, ale nie tylko starożytni Grecy marzyli o podniebnych podróżach. Wiele takich opowieści można spotkać w sagach skandynawskich, jak na przykład opowieść o ucieczce z niewoli króla  Nidinga, albo też sagę o locie do Zelandii niejakiego Wielanda, który będąc kulawym, sprawił sobie specjalne ubranie, które pomagało mu w lataniu.

Archytas, był pitagorejczykiem, żył w latach 428-347 p. n. e. w Tarencie na południu Italii, który był wówczas grecką kolonią, uczony ten uważany jest powszechnie za ojca mechaniki, jemu też przypisuje się próbę skonstruowania „latającego gołębia”.

Pierwsze jednak znane nam balony pojawiły się w Chinach w latach 220-280, używał ich władca królestwa Shu Han – Zhuge Liang, były to latające latarnie, które służyły do sygnalizacji wojskowej, znane są one w historii jako tak zwane latarnie Kongming. Sztuka i wiedza o ich konstrukcji musiała przetrwać w Azji bardzo długo, skoro prawie tysiąc lat później skopiowali je i wykorzystywali w swoich wojennych wyprawach Mongołowie, między innymi użyli ich w roku 1241 w bitwie pod Legnicą. Idea i konstrukcja tych urządzeń była prosta, wykonane przypuszczalnie z pergaminu lub jedwabiu sześcienne balony posiadały wewnątrz źródło paliwa, dzięki któremu podgrzewano znajdujące się wewnątrz powietrze. Balon wznosił się i świecił jednocześnie.

 

 

Jest też wiele mniej udokumentowanych informacji o próbach wznoszenia się ludzi przy pomocy skonstruowanych przez nich przyrządów. Ponoć w IX wieku, żył w Andaluzji niejaki Abdul Abbas, który próbował wznieść się w powietrze. W wieku IX niejaki Oliver Bened, skonstruował skrzydła, które miały wznieść go w przestworza, kiedy wspiął się na klasztorną wieżę i skoczył pełen nadziei, że urzeczywistni swoje wielki marzenie, spadł jednak w dół i zginął śmiercią lotnika.

W niektórych źródłach podawany też jest przykład pewnego Saracena, który w Konstantynopolu w obecności cesarza Komnena i jego gościa sułtana seldżuckiego próbował wznieść się w powietrze skacząc z wieży miejscowego hipodromu, aby okrążyć tę słynną starożytną arenę sportowa. Niestety próba ta nie powiodła się i liczna publiczność, cesarz, sułtan i ich dworacy byli świadkami śmierci śmiałka.

W roku 1306 miała w Pekinie ponoć miejsce kolejna próba zdobycia przestworzy, o czym wspomniał w swoich pismach francuski misjonarz Bassa.

Problemem latania zajmował się również Leonardo da Vinci, ten najwybitniejszy umysł renesansu, który pragnął rozwiązać problem latania nie przy użyciu skrzydeł ptaków, ale skrzydeł nietoperzy. On też był prekursorem pomysłu konstrukcji spadochronu.

Wielki wkład do rozwoju aeronautyki wniósł Niemiec z Magdeburga Otto von Guericke, który zajmował się między innymi astronomią, oraz pneumatyką i hydrauliką. W roku 1654, w jednej ze swoich prac zwrócił uwagę, że naczynia napełnione rozrzedzonym powietrzem mogą wznieść się do góry.

Ale i Polska, jak wiele wskazuje, miała też swój wkład w tych pierwszych lotniczych dokonaniach. W prasie z połowy wieku XIX znalazłem informacje o pewnym wyczynie polskiego szlachcica Łukasza Piotrowskiego, który w roku 1636 w Krakowie na przedmieściu zwanym Retoryką na teatrum przez dach przeleciał i po odprawionej scenie z powrotem na swoje odleciał miejsce. Nic więcej nie udało mi się znaleźć na temat naszego przemyślnego rodaka, ale sprawa warta jest bez wątpienia dalszych badań.

W roku 1680 pewien  neapolitańczyk o nazwisku Borelli odkrył i udowodnił, że siła mięśni ptaków jest wielokrotnie większa od siły mięśni człowieka, dlatego człowiek nie jest wstanie, wznieść się w powietrze przy pomocy skonstruowanych przez siebie skrzydeł. Równo sto lat po tym odkryciu dwaj fizycy Condorcet i Monge porównali ciężar ptaka do powierzchni jego skrzydeł. Z ich  wyliczeń wynikało, że skrzydła człowieka powinny mieć 30 000 – 40 000 stóp kwadratowych powierzchni, aby można było przy ich pomocy latać. Było to niemożliwe, stało się więc jasne, iż trzeba szukać innych rozwiązań technicznych, aby człowiek mógł zrealizować swoje wielkie marzenie.

Zaiste, mało znanym jest fakt, dokonań pewnego Brazylijczyka Bartolomeo de Gusmão, urodzonego w Santos w roku 1685, był on księdzem, ale również i wynalazcą.

 

 

Na ścianie holu kościoła San Romano w Toledo znajduje się inskrypcja następującej treści:

     W tej świątyni spoczywają szczątki Bartolomea Lourenço de Gusmãourodzonego  w Santos w Brazylii w roku 1685, pierwszego wynalazcy aerostatu, zmarłego w tym mieście 19 listopada 1724 roku. Miasto Toledo pamięta o Tobie.

Niewątpliwie to nie braciom Montgolfier, ale jemu należy przypisać palmę pierwszeństwa w konstrukcji statku powietrznego.

Nad swoim wynalazkiem Bartolomeo pracował w tajemnicy, dostęp do jego projektu miał jedynie syn jego patrona markiza de Fontesa Joaquim Francisco, który wówczas miał lat 14 i był jego uczniem matematyki. On też stał się autorem słynnej ilustracji aerostatu przypisywanego Gusmão, a która wprowadziła w historii wiele zamieszania i nieporozumień. Chcąc wprowadzić w błąd ówczesnych ciekawskich, którzy nieustannie go oblegali i pytali o szczegóły wynalazku, nad którym pracował jego nauczyciel, młody uczeń wpadł na pomysł, aby stworzyć rysunek nierealnego urządzenia i tak powstał słynna Passarola. Na pytanie jak to działa? Odpowiadano, że dzięki sile magnetyzmu, wówczas bowiem wszystkie trudne problemy techniczne starano się wytłumaczyć w ten sposób. Pomysł okazał się niezwykle trafiony i już wkrótce rysunek Passaroli został skopiowany w wielu egzemplarzach i rozpowszechniony niemal po całej Europie. Dla dzisiejszych znawców aerostatyki jest jednak jasne, że takie toporne i przemyślne urządzenie, nigdy nie byłoby w stanie oderwać sie od ziemi i wznieść w przestworza.

W sierpniu 1709 roku nadszedł dla brazylijskiego konstruktora czas wielkiej próby, w tym miesiącu przeprowadził przed sądem w Lizbonie szereg prób wznoszenia się swojego wynalazku.

W rzeczywistości nie była to żadna Passarola, ale wykonany z papieru balon. Pierwszy eksperyment odbył się już 3 sierpnia w pałacu królewskim i zakończony został niepowodzeniem, balon zapalił sie już przed wzniesieniem się w powietrze. Druga próba  podobnie została przeprowadzona w pałacu królewskim, balon został wyposażony w naczynie z alkoholem, który paląc się napełniał czaszę balonu rozrzedzonym powietrzem; wzniósł się on na wysokość około 4 metrów, straż królewska musiała go sprowadzić na podłogę i ugasić, aby nie dopuścić do powstania pożaru. Sukces więc był częściowy, ale nie zadowolił konstruktora. W dniu 7 sierpnia w środę przystąpiono po raz trzeci do próby z balonem. Tym razem odbyła sie ona już nie w pomieszczeniach pałacowych a na dziedzińcu przed pałacem, obecny był król Joao V i królowa  Maria Anad.  Pokaz ten był  jak najbardziej udany, balon wzniósł się  wysoko i poszybował daleko znajdując się dość długo w powietrzu. Na drugi dzień w Sali Audiencyjnej pałacu królewskiego w Lizbonie odbyła się kolejna już, czwarta próba, tym razem ów instrument do chodzenia w powietrzu wzniósł się aż pod sam sufit sali i tam pozostał przez pewien czas, poczym swobodnie opadł na podłogę.

3 października 1709 roku w Lizbonie na moście pałacu Casa da India kapłan zaprezentował ponownie swój wynalazek, tym razem w przestworza miał się wnieść podobny balon, ale większy. Eksperyment powiódł się i balon wylądował samodzielnie i bezpiecznie po długim locie.

Świadkami tego doniosłego wydarzenia byli miedzy innymi: kardynał  Michaelangelo Conti, przyszły papież Innocenty XIII.

Wszystkie balony, które były przedmiotami eksperymentów były małej wielkości i z tego chociażby powodu nie można było nawet marzyć o tym, aby mógł przy ich pomocy wznieść się w górę człowiek; uznano je również za niebezpieczne; nie można też było nimi sterować, były całkowicie zdane na wiatr jego siłę i kierunek. Z tych właśnie powodów nie kontynuowano dalej ich konstruowania, jako nie posiadających wartości użytkowych.

Koniec wieku XVIII to czas, gdy nauka zaczęła odgrywać coraz większą rolę, tak w życiu człowieka, jak i społeczeństw. Prądy Oświecenia skierowały się również ku przestworzom, nastały dobre czasy na wszelkiego rodzaju eksperymenty aviacyjne.

W roku 1766 Henry Cavendish uzyskał wodór, co miało bardzo istotne znaczenie, dla dalszego rozwoju lotów balonowych.

Milowy krok na drodze ludzkości do przestworzy zrobili dwaj Francuzi bracia Montgolfier. Na pozór nie mieli nic wspólnego z aeronautyką, byli właścicielami papierni i zajmowali się produkcją papieru.  Jest kilka wersji, które w różny sposób tłumaczą w jaki sposób bracia wpadli na pomysł konstrukcji swojego balonu. Jedna z nich, najbardziej prawdopodobna, przytacza takie oto zdarzenie. Będąc w roku 1782 w Avinion Joseph Montgolfier obserwował dym unoszący sie z otwartego kominka, trzymał właśnie w ręku sześcian jedwabnej tafty, postanowił napełnić go dymem. Przedmiot uniósł się w górę. Pełen entuzjazmu Joseph powrócił do domu do Vidalon i opowiedział o tym swemu bratu Etienne. Bracia szybko zabrali się do pracy, w tym celu pocięli na potrzeby swojego przyszłego wynalazku wszystkie damskie jedwabne suknie, z których uszyli balon, nie chcieli bowiem tracić czasu na to, aż z Lyonu przywiozą zamówiony materiał.

Kiedy balon był już uszyty, bracia, pomimo sprzeciwu ojca opróżnili jeden z domowych pokoi, położyli na podłodze metalowa płytę i rozpalili na niej ogień, napełniając go dymem. Obecna przy tym eksperymencie rodzina była świadkiem, jak  wzniósł się on w powietrze, aż po sufit.

Zainspirowani sukcesem, postanowili dokonać ponownego eksperymenty, tym razem na powietrzu, wykonując balon z gęstego papieru, miał on średnicę trzech metrów. 14 grudnia 1782 roku na posesji  manufaktury należącej do braci, postawiono dwa słupy, na których zawieszono ów papierowy wynalazek, miał on 18 m3 objętości. Również i tym razem doświadczenie się powiodło, mimo bezwietrznej pogody balon wzniósł się w powietrze na wysokość około 250 m. Cały ten eksperyment trzymany był w ścisłej tajemnicy, a obecni przy nim robotnicy musieli przysięgać, że nie powiedzą nikomu czego byli świadkami. Mimo to jednak po okolicy zaczęto mówić o cudach i czarach, które odprawiane są w fabryce Montgolfierów. Bracia zdawali sobie jednak też sprawę, że w każdej chwili efekty ich pracy mogą zostać zawłaszczone przez kogoś innego, dlatego też postanowili działać, aby temu zapobiec wysłali list do Francuskiej Akademii Nauk w Paryżu, informując, że pracują nad budową urządzenia przeznaczonego do wznoszenia się w powietrzu.

 

Całą zimę roku 1782/1783 bracia poświecili nad pracami konstrukcyjnymi, przeprowadzając kolejne eksperymenty, aby uzyskać jak najlepszy kształt i najlepszą powłokę. Wreszcie powstał nowy, jeszcze większy balon o średnicy 12 metrów i ważący aż 500 funtów i wykonany z zastosowaniem powłoki z potrójnej warstwy mocnego papieru opakowaniowego. Miał kształt kulisty, a nie jak poprzednie sześcianu.

Pierwszy test tego nowego urządzenia odbył się wiosną w Roiffieux na tarasie pałacu  pana  de Brogieux, zaproszono wówczas niedużą grupę gości. Do wzloty jednak nie doszło z powodu zbyt silnego wiatru, nie chciano ryzykować zniszczenia urządzenia. Ponowiono ją niebawem na zamku Colombier le Cardinal, trzy mile od Annonay. Ten eksperyment też nie do końca był fortunny, silny wiatr spowodował, że robotnicy trzymający linę, w pewnym momencie puścili ją i balon poszybował nocą w przestworza. Natychmiast wyruszono konno na jego poszukiwania, na szczęście odnaleziono go niebawem w okolicy.

Wreszcie nastał dzień 4 czerwca 1783, w którym po raz pierwszy publicznie zaprezentowano balon braci Montgolfier szerokiej publiczności. Ten, który tego dnia wyruszył, aby podbić przestworza miał 790 m3 pojemności i ważył 225 kg. Próba zakończyła się absolutnym sukcesem, po locie, który trwał 10 minut, aerostat przebył 2km i osiągnął wysokość 1600 – 2000 m, a następnie szczęśliwie wylądował.

 

Tymczasem okazało sie, że bracia mają silnego i poważnego konkurenta, był nim profesor fizyki Jacques Charles, rozpoczął on prace nad balonem napełnionym gazem lżejszym od powietrza jakim był wodór.

Stało się coraz bardziej oczywiste, że rozpoczął się wyścig, czyj balon po raz pierwszy wzniesie się w powietrze mając w swoim koszu ( galerii ) ludzi.

Charles inspirował się w swoich dokonaniach dziełami fizyków takich jak: Joseph Black, Robert Boyl, Henry Cavandisch i Tyberiusz Cavallo. W jego warsztacie na placu Victorii w Paryżu, pomagali mu jego bracia: Robert, Anne-Jean i Nicolas-Louis. Do konstrukcji swego balonu użyli jedwabiu, który zszyli, a następnie w roztworze terpentyny rozpuścili gumę i polakierowali nią jedwabną powłokę, następnie wypełniono go wodorem, który powstał zalewając pół tony żelaznego złomu, ćwiercią tony kwasu siarkowego. Otrzymany tą metodą gaz wprowadzono do wnętrza balonu przy pomocy ołowianych rurek. Popełniono jednak błąd, gdy wprowadzano wodór, gaz był gorący, a więc jego objętość była większa, kiedy się ochłodził, skurczył się i nie wypełnił balonu w całości. Okazało się, że trzeba było jednocześnie chłodzić gorący gaz, przepuszczając go przez zimną wodę.

Prace nad budowa aerostatu prof. Charlsa cieszyły sie ogromnym zainteresowaniem ludności Paryża, prawie każdego dnia konstruktor musiał przekazywać informacje na temat postępu swoich działań. Balon otrzymał nazwę „Globe”, był stosunkowo mały miał pojemność zaledwie 35 m3 i ważył około 9 kg.  Na dzień przed jego pierwszym lotem, trzeba było go potajemnie przewieźć na miejsce startu na Pole Marsowe, dokładnie w to miejsce, gdzie obecnie znajduje się wieża Eifla, bowiem tłum gapiów mógłby uniemożliwić to dnia następnego.

27 sierpnia 1783 roku nastąpił start balonu prof. Charlsa, leciał on gnany wiatrem na północ przez 45 minut, ścigany był konno, wylądował 21 km od miejsca startu w wiosce Gonesse. Zachował się opis wydarzeń, które nastąpiły po jego wylądowaniu ( pisownia według oryginału ).

 O 4. mile ztąd we wsi, Gonzer we trzy kwadranse po wypuszczeniu upadł. Chłopów robiących w polu tak przestraszył, że dwóch śmiertelnie choruią. Z początku gdy się kilka razy odbił od ziemi, i podskoczył, wzieli go za zwierza, zaczeli na niego kamieniami rzucać, Proboszcza zawołali z święconą wodą, na koniec gdy rozeznali, że ten zwierz iest kitaykowy,( jedwabny – przyp. G.W.) dali znać Panu mieysca, który przestrzeżony o tym doświadczeniu dał wiadomość przez Kuryera do Paryża.

 

   To wydarzenie zmobilizowało braci Montgolfier do jeszcze bardziej energicznej pracy, już we wrześniu rozpoczęli budowę  nowego balonu. Różnił się on od tego skonstruowanego przez Charlesa nie tylko tym w jaki sposób i czym był napełniany, ale przede wszystkim wielkością i właśnie tym miał zaimponować publiczności. W porównaniu przy wodorowym „maleństwie”, nowe dziecko braci, które otrzymało nazwę „Ad Astra”, było prawdziwym gigantem, mając średnicy 12 metrów i wysokości 21 m, wykonany został z dwóch warstw papieru, z zewnątrz pomalowano go na niebiesko i ozdobiono złotymi girlandami i inicjałami króla. 12 września „Ad Astra” miała być zaprezentowana przed Komisją Francuskiej Akademii Nauk, ale w czasie próby, w dzień poprzedzający to wydarzenie, zerwał się nieoczekiwanie silny wiatr i balon uległ zniszczeniu. Sytuacja stała się dramatyczna bowiem na 19 września balon miał zostać zaprezentowany w Wersalu królowi.

Rozpoczął się pełen napięcia wyścig z czasem i w ciągu sześciu dni i nocy udało się zbudować nową „Ad Astrę”, była ona nieco mniejsza od swojej poprzedniczki, chociaż średnicę miał taką samą, to wysokość jedynie 17 m. Bracia postanowili, że przed królem balon wzniesie się z żywym stworzeniem, początkowo miała to być krowa, ale zmieniono zdanie i w przestworza mieli polecieć : owca, kogut i kaczka. Nocą z 18 na 19 września, bracia zapakowali swoje dzieło  na wóz i udano się w drogę do Paryża.

Po przygotowaniu balonu do startu i napełnieniu go gorącym powietrzem, czyli tzw. gazem Montgolfiera, będącym mieszaniną słomy i różnych odpadów organicznych, „Astra” wraz z podwieszoną pod nią klatką z trzema pasażerami wzbiła się w powietrze. Lot trwał zaledwie 8 minut, a balon przeleciał dystans zaledwie 2 km. Po wylądowaniu znaleziono uszkodzoną klatkę, z której wyszła owca i pasła się spokojnie na trawie, kaczka również nie odniosła żadnych obrażeń, natomiast kogut miał złamane skrzydło.

Po tym eksperymencie nastał czas na lot pierwszego człowieka, wcześniej jednak zaczęto przeprowadzać eksperymenty z załogą w balonie na uwięzi. Uczestniczył w nich pewien młody fizyk Pilâtre de Rozier. O tych próbach pisała również „Gazeta Warszawska” ( pisownia według oryginału ):

(…) Pan Montgolfier kosztem swoim, kazał był zrobić iedne powietrznę machinę, 35 łokci wysoką, a 23 szeroką; waży ona 1000. funtów, a Galerya na którey znaidować się maią ludzie, 500 funtów. Dnia 15, 8 bra P. Pilatre de Rosier podniósł się z nią na powietrze na 80 stóp to iest tak wysoko iak sznary wystarczały, które machine na ów czas utrzymywały ; trwała ona 5. minut w równości na powietrzu, a potem się z wolna na dół spuściła.

    Przygotowania trwały, a cały czas czekano na zgodę króla. Wreszcie monarcha wyraził ją, ale pod warunkiem, że pasażerami statku powietrznego będą dwaj skazani na śmierć. Bardzo to ubodło Roziera i drugiego członka załogi arystokratę Francois-Laurent d’Arlandes, który wyjednał 17 listopada audiencję u króla i przekonał go, że sam chce lecieć ku chwale Francji, a wysłanie w przestworza złoczyńców odebrałoby znaczenie temu wydarzenia i stanowiło ujmę dla honoru monarchii. Król przystał na to i wyraził zgodę.

21 listopada 1783 roku w parku „La Muette” zgromadził się kilkadziesiąt tysięcy gapiów żądnych obejrzenia tego fascynującego spektaklu. O 13:54 „Le Reveillon”, tak nazywał się obecny balon, wzbił się w powietrze. W jego galerii znajdowało sie dwóch śmiałków Pilâtre de Rozier i Francois-Laurent d’Arlandes.

 

 

Po locie trwającym około 25 minut balon wraz z załogą wylądował bezpiecznie w miejscu  odległym od punktu startu o 9 km, osiągnięty pułap lotu nie był zbyt wysoki i wynosił zaledwie od  300 do 900 metrów.

Pisał o tym wydarzeniu paryski korespondent „Gazety Warszawskiej” ( pisownia według oryginału ):

Z Paryża dnia 24 Listopada.

Dnia 21 tego miesiąca Pan de Montgolfier dawał nowy experyment z swoią banią. W tey bani w górę się puszczali Margraf de Arlande, Maior Infanteryi y Professor de Rosier. Podczas pomienionego experymentu, żadnego nie przyczepiano sznura do  bani. Gdy iuż bania na 250 stóp w górę się wzniosła, oba ci Jchmści w bani siedzący, zdieli swe kapelusze żegnaiąc przytomnych y na 3000 stóp w górę się wzbiwszy, przy zamku La Muette, puścili się przez Sekwanę, lecąc po powietrzu nad Paryżem, gdzie od wszystkich w tym mieście mogli być widziani. Chcieli iuż oni z banią spuścić się na dół; lecz postrzegłszy, że wiatr ich pędzi na domy Przedmieścia Świętego Germana, puścili się dalej po powietrzu nad Paryżem, y spuścili sie w polu, wcale z letka y spokoynie na dół

Pierwszy udokumentowany lot człowieka stał się faktem.

Minęło dziesięć dni jak prof. Charles, postanowił również wznieść się w przestworza. Dnia 1 grudnia, balon jego konstrukcji został przygotowany do lotu, jego start odbył się w ogrodach Tuileries w Paryżu. Balon Charlesa znacznie różnił sie od tego skonstruowanego przez braci Montgolfier, był zdecydowanie bardziej nowoczesny i dużo lepszy pod względem technicznym. Napełniano go wodorem, ale już teraz szło to sprawniej, zastosowano też  zawór uwalniający gaz. Powłoka była pokryta siatką, do której u dołu przymocowany był kosz dla załogi, zastosowano też balast piaskowy, w celu regulowania wysokości lotu. Balon miał pojemność 380 m3. W koszu zajęli miejsca: sam Jacques Charles i jego brat Nicolas-Louis Robert.

Start nastąpił o godzinie 13:45, lot trwał 2 godziny i 5 minut, w czasie którego aeronauci pokonali dystans wynoszący 36 km, osiągając wysokość około 550 m. Zaraz po wylądowaniu Jacques Charles zadecydował, że ponownie wzniesie się w powietrze, ale ten lot będzie kontynuował samotnie, bowiem balon stracił sporo wodoru. Pozbawiony ciężaru drugiego członka załogi i balastu balon szybko wzniósł się w górę na wysokość około 3000 m, jednak tak szybkie wzniesienie spowodowało ból w uszach z powodu zmiany ciśnienia i pilot zmuszony był do lądowania.

W rok później zaczynają się pojawiać balony w Anglii i we Włoszech.

15 stycznia 1785 roku Jean Pierre François Blanchard dokonuje pierwszego w dziejach przelotu ponad kanałem la' Manche. Wyczynu tego próbuje dokonać również  Pilatre de Rosier. Niestety w czasie lotu powłoka jego balonu ulega rozdarciu i aeronauta spada na dół z wysokości około 500 metrów. Był to pierwszy wypadek lotniczy w dziejach ludzkości, wydarzył się  15 czerwca 1785 roku.

Ta tragedia wstrzymuje  znacznie  wyścig pilotów i konstruktorów, jednak wielkie marzenie ludzkości się spełniło.

.

Artykuł objęty prawami autorskimi. Kopiowanie i publikowanie bez zgody autora zabronione.

Tekst został opublikowany dnia 24 marca 2020 r. w „Gazecie Wrocławskiej”

.

Jak balon „Maria Antonina” wzniósł się w przestworza

Z podróży Zeppelina nad Atlantykiem

Balonem ponad Mont Blanc

Pierwszy lot balonem z Francji do Pekinu

Inne z sekcji 

Wiersze Jana Zacharskiego; „Obywatel”

. Jan Zacharski . Obywatel . Powstanie tego wiersza jest konkretnym celem, Z wybitnym chcę zapoznać was obywatelem, Jest jednak okoliczność nie bardzo szczęśliwa, Że wielu obatelem często go nazywa. On się żwawo porusza w polszczyzny obrębie, Należy jednak uznać, że ma kluski w gębie, I każdy obserwator bez namysłu przyzna, Że piętą Achillesa jest […]

Warszawa w ogniu powstania ( cz. 1 )

. Zygmunt Zaremba . Czy pamięta ktoś dziś we Francji, że dwa lata temu dnia 24 sierpnia Warszawa powstańcza po zrzuceniu okupacji słała pozdrowienia wyzwolonemu właśnie Paryżowi? Mamy ten tekst przed sobą: „Powstańcza Warszawa do wyzwolonego Paryża. Jesteśmy dumni, że nasi lotnicy i żołnierze z polskiej dywizji pancernej biorą udział w bitwie, która doprowadziła do tego zwycięstwa. Wyzwolenie […]