Turystyka

Berlinerschloss – dawnych Prus chwała. Historia na nowo odczytana

Wojciech W. Zaborowski

 

Betonowy kloc nad Szprewą w centrum Berlina w niczym jeszcze nie przypomina ani dawnej stylowej bryły cesarsko-królewskiego zamku zaprojektowanego przez mistrza barokowej architektury berlińskiej Andreasa Schlütera (1659–1714), ani wizji współczesnych architektów, którzy podjęli się rekonstrukcji obiektu (Biuro Architektoniczne Franco Stella z Vicenzy we Włoszech).
Rzadko też któremu z przechodniów ów surowy stan budowli przywołuje wspomnienia lat, gdy zamek był naturalną częścią dawnego Berlina. Ci, którzy mogą coś na ten temat powiedzieć, mają już dzisiaj grubo po siedemdziesiątce i znając dzieje Berlina, z pewnością nie jest ich tu zbyt wielu.
Niemniej sprawa odbudowy, czy też rekonstrukcji zamku, wzbudziła duże emocje, a w czasie trwającej do dziś dyskusji na temat sensu i celowości odbudowy zabytku, sięgano po argumenty doskonale nam znane, bo… podobne padały w trakcie bojów o odbudowę Zamku Królewskiego w Warszawie! Najczęściej powtarzane to: niepotrzebne wyrzucanie pieniędzy (tu – podatników, w Warszawie – państwowych!), kult przebrzmiałego pruskiego militaryzmu (w Warszawie – wskrzeszanie symbolu minionego ustroju) itd., itp. Doszło do tego, że cenzura w Polsce zabroniła używać terminu Zamek Królewski i przez lata można było mówić i pisać jedynie o Zamku Warszawskim.
Ta uwaga tylko pozornie nie wiąże się z tematem, bo proszę: Zamek Berliński (Berlinerschloss) przez wieki był siedzibą królów i cesarzy Prus, a właściwie de facto Niemiec. I oto w wieku dziewiętnastym nagle zaczęto go nazywać Stadtschloss, czyli Zamkiem Miejskim! A gdy do tego uprzytomnimy sobie, że oba zamki zniszczyli… Niemcy, podobieństwo losów obu budowli staje się zaiste zaskakujące. Dla ścisłości: berlińska siedziba władców niszczona była w ciągu niewielu lat dwukrotnie. Po raz pierwszy została poważnie uszkodzona w roku 1945 w trakcie alianckich nalotów na Berlin, po raz drugi doszczętnie wyburzona w roku 1950 w wyniku decyzji podjętej przez władze NRD na III partyjnym zjeździe SED. Oficjalnie motywowano to zacieraniem śladów po pruskim militaryzmie, tłumacząc jednocześnie, iż konieczne jest przygotowanie odpowiednio dużego wolnego terenu dla utworzenia placu (Marx-Engels Platz). Najszybciej poszło wyburzanie, zachowano jedynie część portalu dawnego zamku, który wmontowano w roku 1963 w nowo wznoszony gmach Rady Państwa NRD (Staatsratgebäude DDR). Miało to oczywiście swoje uzasadnienie ideologiczne, gdyż właśnie z balkonu w tym portalu 9 listopada 1918 roku Karl Liebknecht ogłosił powstanie Wolnej Socjalistycznej Republiki Niemiec. Zabudowa pustawego placu, na którym postawiono tymczasowo trybunę, by nowi władcy mogli przypatrywać się maszerującym w karnym pochodzie poddanym, ruszyła dopiero w roku 1973, wraz z budową Pałacu Republiki, który to obiekt oddano 23 kwietnia 1976 roku. Różne były opinie na temat wspomnianego wyżej „socpałacu”, niemniej przetrwał on aż do upadku systemu.
Kolejny wiatr historii zmiótł i tę budowlę. Rozebrano ją w latach 2006–2009 argumentując, że nie pasuje do nowego – starego systemu, architektonicznie odstaje od tradycyjnej zabudowy tej części Berlina, a od strony wykonawczej stanowi zagrożenie dla zdrowia przebywających w budynku osób, gdyż naszpikowana jest azbestem.
I tak, gdy kalendarz dziejów wskazał nad Szprewą rok 2007, parlament niemiecki (Bundestag) podjął decyzję o odbudowie zamku, zaś 12 czerwca 2013 roku prezydent Niemiec Joachim Gauck uroczyście położył kamień węgielny, inicjując w ten sposób początek prac rekonstrukcyjnych.
Ruszyły one, mimo wciąż trwającej dyskusji na temat celowości, kosztów oraz przeznaczenia obiektu i obecnie można już podziwiać stan surowy budowli, która całkowicie ma być ukończona w roku 2019.

Berliński Zamek to nie tylko wielki plac budowy w stolicy Niemiec i symbol dawnej świetności Prus. To także świadek historii i interesujący, o ciekawych dziejach, obiekt architektoniczny. Początkowa siedziba książęca (Burg Cölln) powstała w latach 1443–1450, przebudowana została za panowania Kurfürsta Joachima II (1535–1571) w renesansowy zamek. Zdecydowanie barokowy wystrój nadał rezydencji wspomniany już Andreas Schlüter, którego w uznaniu zasług i talentu Kurfürst Friedrich III (1688–1571) mianował nadwornym architektem.
Przy okazji warto wspomnieć, że budowniczy berlińskiego zamku przybył do Niemiec z Polski, gdzie był architektem przy królewskim dworze w Warszawie. Widomym znakiem jego działalności jest m.in. kościół na warszawskim Czerniakowie pw. św. Antoniego z Padwy, Wilanów czy Pałac Krasińskich. Schlüchter zaprojektował wystrój zamku z bogato zdobioną barokową fasadą, na wzór Palazzo Madama w Rzymie. W efekcie obiekt wyglądał bogato i monumentalnie, choć nie zwiększyła się jego powierzchnia.
Dalszej rozbudowy, dodania zachodniej części, podjął się następca Schlütera, Johann Friedrich Eosander. Z pewnością król pruski Friedrich I mógł się w swojej siedzibie czuć równy europejskim monarchom! Inna rzecz, że koszty przebudowy prawie zrujnowały finanse Prus. w wyniku czego Friedrich Wilhelm I zrezygnował z dalszego upiększania zamkowych komnat.
Problem finansowy daje o sobie znać i obecnie, choć powołana do życia fundacja Stiftung Berliner Schloss – Humboldtforum dwoi się i troi, by jak najwięcej środków wpływało na konto budowy, a wszyscy zainteresowani postępami prac mogą je na bieżąco śledzić w internecie, dzięki przekazom na żywo z zainstalowanych na placu budowy wideokamer.
Tak, jak kiedyś w Polsce powojennej popularne było hasło „Cały naród buduje swoją stolicę”, tak obecnie w Niemczech (bo nie tylko w Berlinie!) natknąć się można na objazdową wystawę zachęcającą do spnsoringu, a jej przewodnie hasło brzmi: „Was für ein Schloss!” – „Cóż to za Zamek!” (wspaniały, ma się rozumieć). W ubiegłym roku taką właśnie ekspozycję można było oglądać w historycznych, zabytkowych murach frankfurckiego ratusza i przyznać trzeba, że wzbudziła ona duże zainteresowanie. Zebrać 80 milionów euro nie jest jednak z pewnością rzeczą łatwą, choć zbiórka trwa od roku 2004 i przyniosła już 38 milionów euro. Jak podaje w swym biuletynie Fundacja, brakuje jeszcze – jak łatwo wyliczyć – 42 milionów euro.
Odbudowany zamek nie Bedzie już siedzibą ani monarchów, ani nawet prezydentów. Lokum w nim znajdą przeróżne instytucje użytku publicznego. Będzie on położonym w sercu miasta Centrum
Sztuki, Kultury, Nauki i Wiedzy, jak roboczo określa się planowaną funkcję zamku. Ma też służyć prowadzeniu dialogu i nawiązywaniu międzynarodowych kontaktów między różnymi kulturami.
Plany są. Jak będzie wyglądać ich realizacja? Pięć lat szybko minie, zobaczymy w 2019 roku!

 

.

W słonecznym księstwie Monaco

Bamberg to „miasto siedmiu wzgórz”. O cesarzu, świętych i… piwoszach

Inne z sekcji 

Niezwykłe dzieje klasztoru w Lubiążu. Był tu nawet Michael Jackson, Maria Antonina i Józef Piłsudski

Grzegorz Wojciechowski . Nie wiem czy jutro w „Gazecie Wrocławskiej” ukaże się ten artykuł, zmiany organizacyjne spowodowały sporo zamieszania. Prezentuję więc go w całości i w takim stanie jakim oddałem go do redakcji.   Jadąc drogą z Wrocławia w kierunku Zielonej Góry, niedaleko za Środą Śląską, widać po prawej stronie oddalony o kilka kilometrów od […]

Hrabina z Bukowca, czyli opowieść o wspaniałej kobiecie, jej niezwykłej miłości i miejscowości koło Jeleniej Góry

 . Grzegorz Wojciechowski .         Pewnej hrabinie z Borowa dedykuję tą opowieść.   .         Niedaleko Karpacza, na przedmieściu Kowar, leży  wioska Bukowiec, znana głównie ze szpitala, gdzie składa się połamane kończyny miłośnikom białego szaleństwa. W wiosce mieści się niewielki pałacyk z dużym dobrze urządzonym ogrodem. Ta niepozorna budowla miała bardzo duże znaczenie […]